• Czwartek, 12 marca 2026

    imieniny: Bernarda, Józefiny

Bastrykin szykuje przewrót

Wtorek, 12 marca 2013 (02:09)

Z Lwem Ponomariowem, rosyjskim politykiem i obrońcą praw człowieka, rozmawia Piotr Falkowski

I. POLITYKA PONIŻANIA

Po katastrofie polskiego samolotu w Smoleńsku ciała ofiar (z wyjątkiem prezydenta) zostały przewiezione do Moskwy. Tu dokonywano oględzin, sekcji zwłok i identyfikacji. Potem zamknięte trumny przesłano do Polski z zakazem ich otwierania. Polscy eksperci nie byli dopuszczani do czynności prowadzonych w Biurze Ekspertyz Medycyny Sądowej.

– A strona polska na to wszystko się zgodziła?

Niestety tak.

– Ja nie słyszałem o tym wszystkim, co pan mówi. To wygląda bardzo dziwnie, strasznie.

To nie wszystko. W ostatnim roku w końcu doszło do ekshumacji niektórych ciał. Okazało się, że sześć z nich zamieniono.

– Jak to zamieniono?!

Po prostu w trumnach były inne ciała niż według ich opisów. Stwierdzono trzy przypadki, gdzie ciało jednej osoby pochowano w grobie przeznaczonym dla drugiej i na odwrót. Z kolei podczas innych ekshumacji w trumnie były też śmieci, a ciało, które rodzina widziała w Moskwie umyte, okazało się ubłocone. U jeszcze innej ofiary katastrofy podczas sekcji nie zaszyto pewnych organów i ktoś je wrzucił luzem.

– Niemożliwe. To zupełnie szokujące. Wie pan, nikt u nas w prasie o tym nie pisze. Ale to wielki skandal. Odnośnie do tej katastrofy ostatnio słyszałem tylko o sprawie wraku.

Do wraku jeszcze dojdziemy. Żeby zakończyć wątek traktowania ciał ofiar, dodam, że protokoły sekcji zwłok wciąż w całości nie dotarły do Polski. A minęły prawie trzy lata.

– Okropne. Przykro mi naprawdę, że nic o tym nie wiedziałem. Może powinienem, ale naprawdę u nas o tym nie ma mowy nawet w mediach opozycyjnych. Ale dlaczego Polska nie protestuje? Były jakieś oficjalne noty polskiego rządu?

Polski rząd wykazuje tendencję do wyciszania takich faktów.

– Ale w Polsce był skandal? Chyba ogromny?

Oczywiście, że był. Ale jakoś rząd nie podnosi tego na zewnątrz.

– A dlaczego?

Sam zadaję sobie to pytanie. Może myśli, że to zaszkodzi stosunkom z Rosją. Większość ofiar katastrofy była bliższa sile politycznej znajdującej się obecnie w opozycji.

– To jeszcze gorzej. Z rosyjskiej strony takie fakty oznaczają, że władza działa w kierunku burzenia sąsiedzkich relacji. Przecież to jasne, że Polska jest państwem demokratycznym z polityczną huśtawką. Co z tego, że obecny rząd w Warszawie jest uległy? Prędzej czy później do władzy dojdą ludzie, którzy sympatyzują z Kaczyńskim. Oni przypomną te wszystkie poniżenia, jakie Rosja czyniła Polsce. I co wtedy? Jest to polityka niesłychanie krótkowzroczna.

 

Porozmawiajmy więc o wraku. Ponoć wciąż jest potrzebny rosyjskim śledczym i dlatego Rosja nie chce go Polsce zwrócić. W tej kwestii już nawet rząd od niedawna protestuje, wprawdzie głównie w mediach. Jeśli zaś chodzi o dokumentację lotniska, Rosjanie mówią, że to tajemnica wojskowa.

– Takie rzeczy naprawdę można w ramach dobrosąsiedzkich stosunków łatwo rozwiązać. Nawet jeśli lotnisko było wojskowe, to przecież skoro tam lądował obcy samolot, to nie ma w nim jakichś szczególnych tajemnic. Trzeba zrozumieć, że zaszła taka straszna katastrofa. Można nawet zmienić status tego lotniska, jeśli się chce. Widzi pan, zawsze mówiłem, że Komitet Śledczy FR z jego przewodniczącym Aleksandrem Bastrykinem to instytucja niebezpieczna dla Rosji. Okazuje się, że i dla naszych sąsiadów.

Ale sprawy zaszły dalej. Wiceminister spraw zagranicznych Władimir Titow mówi, że ze zwrotem wraku trzeba czekać nie tylko do zakończenia rosyjskiego śledztwa, ale i polskiego. A trudno zakończyć polskie śledztwo w tej sprawie bez ważnego dowodu, jakim jest wrak.

– Trudno mi zrozumieć cele, jakie w tej sprawie stawia sobie Kreml. Jak i cele całej naszej polityki zagranicznej. Z jednej strony chcą, żebyśmy byli państwem wielkim, silnym, poważanym przez wszystkich. Niedawno Putin powiedział, że trzeba opierać się na „miękkiej sile”. Tylko nikt jemu nie wyjaśnił, co to jest miękka siła. On wprawdzie chce osiągać cele nie bronią, ale podstępem i lekceważeniem. Myśli, że jak Gazprom będzie szantażował całą Europę, to jest to miękka siła. To ogromny błąd tej polityki. Miękka siła to jest przejawianie w stosunkach z innymi otwartości, serdeczności, czynienie pozytywnych gestów, których partner nawet nie oczekuje. Miękka siła jest bardzo humanistyczna, wyraża się w wyciągnięciu jako pierwszy ręki do zgody, gdy jest spór. I rzeczywiście naprawdę wielkie i silne państwo w stosunkach z mniejszymi stać na miękką siłę.

Może w sprawach takich jak zwrot wraku Rosja po prostu się targuje? Liczy na jakieś ustępstwa na forum unijnym albo w sprawie tarczy antyrakietowej.

– To może być bardzo bliskie prawdy. Takie podejście do polityki zagranicznej jest u nas częste. Ale wiedzie ku przegranej. Bo prowadząc taką politykę, Rosja naprawdę się poniża.

II. DOKTRYNA „PRAWDY OBIEKTYWNEJ”

Co jest największym zagrożeniem dla praw człowieka w Rosji?

– Wielu opozycjonistów, moich kolegów, odpowiedziałoby po prostu, że Putin. Ale ja sądzę, że nie Putin, a Bastrykin. Oczywiście on wykonuje polecenia Putina i można go w każdej chwili odwołać, a Putina nie. Ale dla mnie ważniejszy jest Bastrykin. On każdym swoim czynem narusza prawa człowieka, każdym swoim wystąpieniem okazuje lekceważenie dla prawa. Ostatnio np. opowiedział się za powrotem w postępowaniu sądowym do tzw. prawdy obiektywnej. Chodzi tu o rozumienie tego pojęcia w sposób wypracowany przez jurysprudencję sowiecką, co oznacza praktyczne przekreślenie zasady domniemania niewinności. Jest już gotowy projekt ustawy. Trzeba się temu ze wszystkich sił sprzeciwiać. Europejski i anglosaski system prawa karnego opierają się na dowodzeniu w sądzie winy oskarżonego przez stronę oskarżającą i jego obronie. Zadaniem sędziego jest ocena dowodów i tylko to. Jeżeli uzna, że prokurator wykazał winę podsądnego, może go skazać. W przeciwnym wypadku jest wolny, nawet jeśli sędzia w duchu jest przekonany, że popełnił zarzucany czyn. Jeżeli sędzia sam ma szukać owej „prawdy obiektywnej”, to traci neutralność. Jest to bardzo niebezpieczna tendencja. Bo rzekomy obiektywizm faktów oznacza subiektywizm sędziego, a w praktyce – coraz szerszą możliwość wywierania na niego wpływu. W Związku Sowieckim do elementów „prawdy obiektywnej” branych pod uwagę podczas postępowania sądowego zaliczano np. ideologiczne założenia marksizmu czy naukę o dyktaturze proletariatu i walce klas.

 

A teraz to może być interes państwa, który definiuje Putin?

– Dobrym przykładem jest sprawa z 6 maja [2012]. Komitet Śledczy próbuje sfabrykować sprawę o masowe rozruchy. To wielka polityczno-kryminalna afera. Tam nie było „masowych rozruchów”, a już 10 miesięcy kilkanaście osób jest w areszcie. Marsz na plac Bołotny był legalny, tylko że policja w pewnym momencie kazała zmienić trasę. Kordon funkcjonariuszy zastawił ulicę i zmuszał tłum do zawrócenia. Rzeczywiście miały miejsce starcia policji z demonstrantami, ale spowodowane raczej tłokiem i naporem ludzi niż agresją. Takie nieporozumienia zdarzają się przy okazji manifestacji na całym świecie. Gdyby dochodziło do pobicia policjantów, palenia samochodów, tłuczenia witryn sklepów, wtedy rzeczywiście byłyby to masowe rozruchy. Ale nie to. Zrobienie z zamieszania podczas mityngu sprawy masowych rozruchów służy celowi politycznemu. Liderzy marszu zostaną uznani za inicjatorów zamieszek i podżegających do przestępstw przeciwko ładowi i bezpieczeństwu. W ten sposób wszystkie czołowe postacie opozycji demokratycznej mogłyby zostać uwięzione. Wszelkie kierowane przez nich zaproszenia na publiczne wydarzenia zostaną uznane za nawoływanie do masowych rozruchów. To robi teraz Komitet Śledczy. Takie zadanie wypełnia Bastrykin.

 

Co to za człowiek? Musi cieszyć się wielkim zaufaniem Putina.

– Niezbyt inteligentny, za to wybuchowy. Zachowuje się podczas osobistych spotkań w sposób zupełnie niestosowny dla osoby na takim stanowisku. Po niektórych ekscesach w innych krajach dawno zostałby usunięty z funkcji. Jeżeli taki człowiek kieruje Komitetem Śledczym, to może stać się wszystko, w tym porwania, wszczynanie spraw karnych ze sfabrykowanymi zarzutami, wymuszanie zeznań. Tak się stało z Leonidem Razwozżajewem, jednym z aktywistów opozycji [reprezentującym skrajną lewicę]. Został porwany przez rosyjskie służby specjalne na Ukrainie, gdzie chciał zwrócić się do przedstawiciela ONZ w Kijowie z prośbą o pomoc i uznanie za uchodźcę politycznego. Pod wpływem gróźb, także wobec rodziny, napisał na siebie donos, przyznając się do zarzutów, m.in. łapownictwa. Po kontakcie z adwokatem wszystko odwołał, ale później znowu zmuszono go do napisania samooskarżenia. Przebywa w areszcie śledczym o specjalnym rygorze (tzw. SIZO nr 1) w Irkucku do dzisiaj, chociaż kolejne zarzuty przedawniają się. Nawet nasz rzecznik praw człowieka Władimir Łukin interweniował w jego sprawie – także bezskutecznie. W czasach sowieckich był prokurator Andriej Wyszyński, znany ze słów: „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Usprawiedliwiał on tortury, czystki, był jednym z głównych wykonawców planu masowych represji w 1937 roku. Tym, kim był Wyszyński dla Stalina, jest teraz Bastrykin dla Putina. Dla Kremla to jest wygodne. Czasami wręcz się zastawiam, czy Bastrykin robi wszystko z polecenia Putina, czy już jest tak niezależny, że i Putin nie może go powstrzymać. Wie bardzo dużo. I w najbardziej bezczelny sposób lekceważy prawo. Może więc dokonuje się na naszych oczach przewrót pod kierownictwem Bastrykina?

Czy w najnowszych czasach był taki okres, gdy śledztwa w sprawach przestępstw prowadzone były w Rosji uczciwie?

– Co do okresu komunistycznego, to nie ma o czym mówić. Natomiast lata 90. to bez wątpienia kolosalny przełom demokratyczny. Byłem wtedy deputowanym Rady Najwyższej, a potem pierwszej po rozpadzie ZSRS Dumy Państwowej. Stworzyliśmy wówczas prawną bazę dla państwa demokratycznego. Kopiowaliśmy najlepiej działające rozwiązania z Europy, jedynie nieco je modyfikując. Został zadeklarowany rozdział władz, przeprowadzono reformę sądownictwa, przywrócono sądy przysięgłych i zaczęły się one tworzyć w całym kraju. W konstytucji zapisano cały katalog praw człowieka uważany za europejski standard. Pewnie to prawo nie było idealne, ale – jak powiedziałem – stanowiło dobrą bazę.

 

Ale jakoś to nie pomogło. Stan przestrzegania praw człowieka w Rosji jest bardzo słaby.

– Tak się stało, że do władzy i pieniędzy doszli nie demokraci, a byli komuniści. Czekiści udali, że są demokratami. Czekiści zawsze są bliżej wszystkiego. A dlaczego? Bo są do tego dobrze przygotowani. W Rosji to oni wcześniej jeździli na Zachód, od dawna organizowali sobie biznesowe przykrycie w nowych warunkach. Jako jedyni znali mechanizmy gospodarki rynkowej. A co my, dawni dysydenci? Ja np. byłem fizykiem. Co ja wiedziałem o spółkach, o giełdzie, walutach… Mieliśmy większość bardzo krótko, kiedy przewodniczącym Rady Najwyższej, premierem, a potem prezydentem Rosji (początkowo jeszcze jako republiki sowieckiej) był Borys Jelcyn. To dwa lata – 1990, 1991 i jeszcze początek roku 1992. Wtedy siły demokratyczne miały przewagę nad głównymi oponentami, którymi byli wówczas komuniści. Potem już nigdy to nie wróciło, a i Jelcyn się zmienił. Zmiana polityczna przypadała na straszny kryzys gospodarczy. Oczywiście postsowiecka gospodarka upadłaby bez względu na to, czy była demokracja, czy nie. Ale to siły demokratyczne obarczono odpowiedzialnością za załamanie ekonomiczne. A tak naprawdę to dzięki nim udało się przejść przez najtrudniejszy okres bez rozlewu krwi. Utratę władzy na rzecz byłych komunistów i czekistów można było zapewne przewidzieć, ale cóż – wówczas tak nie myśleliśmy, byliśmy optymistami. Mieliśmy raptem po wyjściu z totalitaryzmu możliwość reformowania państwa i na tym się skupiliśmy.

A obecnie? Co zostało z tych reformatorskich osiągnięć początku lat 90.?

– Niewątpliwie mamy regresję. Przeżywamy ciężki okres. Tym niemniej trzeba powiedzieć, że procesy zachodzące w Rosji są dość skomplikowane i nie da się ocenić jednoznacznie tego, co dzieje się w życiu społecznym. Są określone powody do nadziei, sukcesy. Nasza sytuacja nie jest beznadziejna.

 

III. OBCY AGENT – USA

Proszę opowiedzieć o działalności utworzonej przez Pana organizacji Za Prawa Człowieka.

– Nasz ruch ma charakter ogólnonarodowy. Chcemy łączyć i pomagać działać ludziom, którzy próbują coś zrobić na rzecz większej sprawiedliwości w całej Rosji. Rzadko są to większe stowarzyszenia, które miałyby własne biuro i otrzymywały dotacje (krajowe lub z Zachodu). Wydałem ponad 1000 zaświadczeń dla obrońców praw człowieka w całym kraju. To nie są żadni moi znajomi, podwładni, tylko ludzie, którym według naszych ekspertów można zaufać. Najwięcej jest wolontariuszy, którzy mają doświadczenie pracy w sądach, ze śledczymi, policją. Nie wszyscy są zawodowymi prawnikami. Najpierw sami musieli bronić swoich praw, udało im się, a teraz pomagają dobrowolnie innym. W centrali w Moskwie staramy się mieć osoby z pełnym wykształceniem prawniczym i bardzo kompetentne. Na naszych drzwiach ktoś napisał białą farbą „obcy agent – USA”. Z drugiej strony mój przedstawiciel, wybitny adwokat Genri Reznik, należy do Izby Społecznej Federacji Rosyjskiej. Został wybrany już po raz trzeci. A tam jest tak, że jedną trzecią członków mianuje Kreml, potem oni wybierają drugą jedną trzecią z przedstawicieli różnych organizacji społecznych ogólnorosyjskich, wreszcie powstałe dwie trzecie wybiera resztę spośród zaproponowanych członków organizacji regionalnych i międzyregionalnych. Tą metodą mogliby mieć w izbie samych swoich ludzi. A jednak tak się nie dzieje. W Rosji są w zasadzie dwie duże organizacje zajmujące się prawami człowieka o ogólnokrajowym charakterze: Memoriał i my. Memoriał ma nieco węższe pole zainteresowań, zajmuje się więcej historią i pomocą wyspecjalizowaną. Nasz profil jest bardziej ogólny. I nasze znaczenie jest dostrzegane także – choć niechętnie – przez władze.

Ale nowa ustawa o organizacjach finansowanych z zagranicy uderza także w Was.

– Oczywiście. Jesteśmy w świetle prawa obcymi agentami. Czekają nas teraz nasilone kontrole. Z drugiej strony, kiedy narzekano, że bierzemy pieniądze z zagranicy, mówiłem: „To dajcie pieniądze rosyjskie, wtedy nie będziemy potrzebować grantów z innych państw”. I dali. Już drugi rok dostaję przyznany przez Izbę Społeczną grant prezydencki, od Putina. Najpierw to była bardzo mała suma, a teraz przyszły 4 miliony rubli [ok. 400 tys. zł], a to już jest coś – jedna czwarta naszego budżetu. Niedawno zakończyła się u nas kontrola Ministerstwa Sprawiedliwości. Stwierdzili, że nie prowadzimy działalności ekstremistycznej. Więc nas nie rozwiążą. Jakoś daje się żyć.

 

Są sukcesy w praktycznej obronie praw ludzi przeciwko państwowemu aparatowi?

– Udaje się bardzo wiele załatwić, pomóc, chociaż nie zawsze. W połowie marca ma się odbyć wielka konferencja, którą organizuję razem z Igorem Bakirowem z Ruchu Białej Wstęgi [powstał w grudniu 2011 r. w proteście przeciwko nadużyciom wyborczym]. Chcemy doprowadzić do powstania oddolnego, poziomego ruchu organizacji społecznych w Rosji. Ludzie przyjeżdżają za własne pieniądze, żeby się poznać, wymienić doświadczeniami. Putin stworzył taki swój ruch [chodzi o Wszechrosyjski Front Narodowy] dla popierania Jednej Rosji. Ja chcę stworzyć prawdziwy front narodowy złożony z lokalnych działaczy społecznych. Myślę, że to będzie także nowa platforma walki o prawa człowieka i prawa w ogóle, bo czymkolwiek zajmują się obywatelscy aktywiści w Rosji, można to zaliczyć do walki o jakieś słuszne prawa. Będą np. ludzie z obwodu woroneżskiego. Walczą o utrzymanie czystości rzeki Chopior, gdzie firmy związanego z Kremlem miliardera Olega Deripaski i innych chcą budować kopalnie niklu. Nasza praca polega na pomaganiu im. To wszystko w pewnym sensie walka o prawa człowieka. Wcześniej byłem dość aktywnym politykiem rosyjskiej opozycji, ale zorientowałem się, że praca partyjna nie przynosi efektów dla ludzi. Przez działalność społeczną, obywatelską daje się więcej zrobić. Już mi czasu nie starcza na politykę. A ostatecznie jako „obcemu agentowi” nie wolno mi uczestniczyć w polityce. Wyjątkiem w ostatnim czasie jest obrona zatrzymanych i więzionych bez sądu uczestników demonstracji z 6 maja ubiegłego roku.

 

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski