• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Kolejna fala imigrantów oraz uchodźców przed nami

Czwartek, 3 listopada 2022 (21:17)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy – patrząc na działania rosyjskie, w tym uruchomienie dodatkowych kierunków lotów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do Obwodu Kaliningradzkiego – czeka nas powtórka z polsko-białoruskiej granicy?

– Dokładnie rok temu byliśmy świadkami wydarzeń na polsko-białoruskiej granicy. Teraz szef MON, wicepremier Mariusz Błaszczak, analizując sytuację, zdecydował o budowie instalacji, zapory inżynieryjnej o wysokości
2,5 i szerokości 3 metrów jako zabezpieczenia przed
tzw. działaniami hybrydowymi, które mają być ewidentną powtórką z działań białoruskich na granicy z Polską. Opozycja totalna – jak to ma w zwyczaju – podnosi krytykę, w tym znana z internetowych ataków na Straż Graniczną europoseł Janina Ochojska. Podobnie Lewica, która też wraca do swojej starej retoryki, ale wszyscy krytycy zapominają, że za naszą wschodnią granicą rozgrywa się wojna. Nie pamiętają, albo nie chcą pamiętać, że gdyby nie działania rządu, Straży Granicznej, Wojska Polskiego, Policji, oraz wybudowanie zapory na granicy z Białorusią, która jest ewidentnie stroną konfliktu, to Polskę zalałyby hordy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej i mielibyśmy u siebie tzw. drugi front – humanitarny – działań hybrydowych. Mamy przedsionek zimy i Putin robi wszystko, żeby doprowadzić do drugiej fali uchodźców wojennych i wypchnięcia kolejnych kilku milionów Ukraińców do Europy, czytaj: do Polski.

Niemcy już mówią, że nie są w stanie przyjąć więcej uchodźców z Ukrainy. Czy to oznacza, że cały ciężar może spocząć na Polsce?

– Nie tylko Niemcy twierdzą, że więcej uchodźców nie przyjmą, bo większość państw Unii Europejskiej twierdzi
– zasłaniając się kryzysem i inflacją – że nie godzi się na kolejne fale uchodźców. Natomiast Polska – w związku z tym, że jest krajem granicznym z Ukrainą – de facto traci, bo jest strefą wysokiego ryzyka. Reguły ekonomii są twarde i rynek, inwestorzy nie inwestują w strefy ryzyka, tam gdzie toczy się wojna. Z punktu widzenia analityków
i finansistów Polska z racji swojego położenia oraz dwóch nieprzewidywalnych sąsiadów – Białorusi i Rosji – nie jest dziś dobrym miejscem na inwestycje i lokowanie kapitału zagranicznego. Tak czy inaczej jesteśmy hubem, centrum logistycznym pomocy dla Ukrainy.

Jak poważne jest zagrożenie falą migracyjną do Polski sprowokowaną ze strony Rosji, ale złożoną z imigrantów z Bliskiego Wschodu
i Afryki Północnej, którzy podobno zaczynają przybywać do Kaliningradu. Czy szykuje się nam kolejny korytarz migracyjny?
  

– Tak się składa, że w poprzedniej kadencji Sejmu byłem posłem z tego terenu, a jednocześnie sam urodziłem się przy granicy z Rosją, bo pochodzę z Bartoszyc, i te przygraniczne tereny znam bardzo przyzwoicie. Zdążyłem poznać je dosyć dobrze od Zalewu Wiślanego aż do tzw. trójstyku – granic trzech państw: Polski, Litwy i Rosji. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że na północy mamy rzekę Łynę, która nie jest tak trudną barierą do pokonania jak Bug na granicy z Białorusią, a pozostałą część zajmuje
tzw. granica zielona, czyli szczere pola i lasy. Nie ma więc naturalnych, trudnych do pokonania przeszkód. Po stronie rosyjskiej mamy instalację elektroniczną, którą Rosjanie, jeśli zechcąm to sobie wyłączą i będą bez problemu przerzucać imigrantów, a wśród nich np. dywersantów, na polską stronę. Możemy mieć więc kolejną falę nielegalnych imigrantów u naszych granic.

Pozostaje jeszcze Zalew Wiślany…       

– Zalew Wiślany po latach blokady najpierw ze strony ZSRS, a potem Federacji Rosyjskiej jest zaniedbany na tyle, że są miejsca tak zamulone i zarośnięte, w których woda ma metr głębokości. Są to zatem miejsca, przez które można przejść pieszo. Zatem nie zdziwię się, że owszem, zbudujemy instalację w postaci zapory inżynieryjnej, a na Zalewie Wiślanym pojawią się pontoniki, motorówki – jak zwał, tak zwał – z imigrantami. Możemy mieć zatem próbę forsowania zalewu, który w niektórych miejscach nie jest głęboki i łatwy do pokonania. Jest to pewna luka, dlatego nie tyle przejmuję się próbami forsowania tzw. zielonej granicy, co martwię się o Zalew Wiślany. Tam nie da się postawić żołnierzy, pograniczników natomiast jeśli pontony z imigrantami będą blokowane przez funkcjonariuszy Straży Granicznej i jednostki motorowe, to zdjęcia polskich jednostek blokujących imigrantów będą przedstawiane jako spektakl przeciwko Polsce, jako działanie antyhumanitarne, nieludzkie itd. Pamiętajmy też, że idzie zima i jeśli ściśnie mróz, to zalew zamarznie i możemy mieć sytuację jak z 1945 roku, kiedy uchodźcy z byłych Prus Wschodnich uciekali przez Zalew Wiślany na piechotę. Jest to zatem w mojej ocenie obszar najbardziej newralgiczny, coś w rodzaju naszego miękkiego podbrzusza, coś, z czym w przypadku hybrydowych działań rosyjskich możemy mieć problem. I Putin może zrobić z tego teatr.

Jak zatem zabezpieczyć taki teren przed ewentualnymi próbami przekraczania granicy?

– Praktycznie jest to nie do zrobienia. Tam się nie postawi muru czy płotu. Można oczywiście wysłać na Zalew Wiślany łodzie i motorówki czy kutry Straży Granicznej, ale tak jak opozycja i lewacy biegali po granicy z Białorusią, tak będą pływać po zalewie i wyławiać nielegalnych imigrantów. Tym samym będą skupiać na sobie uwagę, aby umożliwić innym nielegalnym imigrantom pokonanie granicy. Oczywiście Rosjanie z dronów będą mogli to nagrywać i pokazywać, jak polski rząd niehumanitarnie traktuje ludzi. Zatem będzie to próba dyskredytacji Polski na arenie międzynarodowej, a jednocześnie odwrócenia uwagi od wydarzeń na Ukrainie. Rosjanie mają tego wszystkiego świadomość, więc możemy mieć próby prowadzenia wojny hybrydowej i przerzucania nielegalnych imigrantów na tzw. trójstyku oraz przez Zalew Wiślany.  

Opozycja już krytykuje pomysł budowy zapory na polsko-rosyjskiej granicy, czym też wpisuje się w działania Putina...

– Działania polskiej opozycji są nieodpowiedzialne. Nagonka na rząd zaczyna się ponownie. Tymczasem wszystkie badania, jakie były robione, pokazują, że nawet twardy elektorat opozycyjny, elektorat Platformy, był za budową muru czy zapory na granicy. Zatem jeśli europoseł Ochojska chce pomóc Prawu i Sprawiedliwości w uzyskaniu jeszcze większej przewagi, to niech dalej krytykuje działania rządu w tym zakresie, bo jej krytyka działa na korzyść formacji rządzącej.

Problem obok nas mają także Litwini…

– To prawda, bo polska granica lądowa z Rosją ma ok. 200 kilometrów długości, ale większy problem ma Litwa, która graniczy z Rosją na przestrzeni ponad 270 kilometrów oraz z Białorusią blisko 680 kilometrów. W tym momencie Litwa jest bardziej zagrożona atakami hybrydowymi, bo na znacznie dłuższym dystansie.  

Wracając jeszcze do zachowań totalnej opozycji, czy możemy mieć wycieczki polityków na granicę polsko-rosyjską,
jak to było w ubiegłym roku na granicy
z Białorusią?

– Po wypowiedzi europoseł Janiny Ochojskiej i innych środowisk – tzw. obrońców praw człowieka, bo nie należy mylić miłosierdzia z głupotą i nieodpowiedzialnymi działaniami – nie mam żadnych wątpliwości, że opozycja znów będzie chciała zrobić z tego teatr. Przy czym proszę zwrócić uwagę na bezrefleksyjną postawę tzw. obrońców praw człowieka. Otóż miliony Ukraińców uciekających przed bombami czekało cierpliwie na przejściach granicznych, a tutaj mamy grupy, które nie są uchodźcami, ale imigrantami ekonomicznymi wykorzystywanymi przez reżim wcześniej Łukaszenki, a teraz Putina, którzy będą forsować nielegalnie polską granicę. I tak jak powiedziałem – o ile zielona granica jest do zabezpieczenia stałą czy tymczasową zaporą, o tyle wątpliwości budzi zabezpieczenie Zalewu Wiślanego i to, jak zabezpieczyć o wiele dłuższą granicę Litwy z Rosją. Nie wykluczałbym też, że tzw. obrońcy uciśnionych imigrantów, w tym także nieodpowiedzialni politycy opozycji, zaczną łodziami  zabierać z pontonów nielegalnych imigrantów i wpisywać się w realizację rosyjskiego scenariusza.

Opozycja niczego się nie nauczyła
z ubiegłorocznych działań na granicy
z Białorusią i czemu to de facto służyło?  
  

– Opozycja i przedstawiciele organizacji tzw. humanitarnych nie są zdolni do refleksji, więc nadal słyszymy, że Polska łamie międzynarodowe konwencje
i prawa człowieka, że udaremniane są próby nielegalnego przekroczenia granicy, że tacy delikwenci są zawracani.
Są grupy lewackie, które ciągle koczują przy granicy
z Białorusią i odwracają rzeczywistość. Trudno to nazwać inaczej jak działaniami kolumny białoruskiej czy rosyjskiej.    

Czy i na ile niszczenie infrastruktury energetycznej na Ukrainie oraz atakowanie siedlisk ludzkich przez Rosjan może wywołać kolejną falę migracji uchodźców ukraińskich?

– Wraz z nadejściem pierwszych mrozów możemy się spodziewać kolejnej fali uchodźczej. Zima przyśpieszy ten proces. Proszę pamiętać, że Ukraińcom brakuje nie tylko energii elektrycznej, gazu, ciepła, ale także wody, która stała się towarem deficytowym. Putin celowo i z premedytacją atakuje bloki mieszkalne, siedliska ludzkie, aby spowodować przemieszczanie się ukraińskiej ludności do Polski. Tym samym zmierza do utworzenia drugiej fali uchodźczej. Przecież nie da się żyć na gruzach, nie da się funkcjonować w mieszkaniu czy domu bez okien, bez prądu elektrycznego, bez gazu czy bez wody – zwłaszcza zimą. Tymczasem wszystkie elektrownie na Ukrainie są odcinane i – jak słyszymy – blisko 40 procent infrastruktury energetycznej jest już zniszczone. Putin grozi też wysadzeniem elektrowni wodnych, a więc zalaniem powierzchni setek kilometrów terytorium państwa ukraińskiego. Te wszystkie działania rosyjskie mają swój cel – Putin, prowokując kolejną falę uchodźczą i angażując nas w pomoc tym ludziom, chce, żebyśmy nie mieli już czasu i energii, żeby wspierać walczącą Ukrainę.

Czy w związku z tym mamy, czy Zachód ma świadomość tego, co nas może czekać?

– Nie sądzę. Umizgi niektórych polityków unijnych do Putina i dzielenie skóry na niedźwiedziu – że niby jest już po wojnie – jest bardzo niebezpieczne. Ta wojna nie zakończy się ani jutro, ani pojutrze, ale będzie trwała jeszcze przez zimę i wiosnę przyszłego roku, będzie się tliła, a po drodze będą działania hybrydowe, destabilizujące, mające na celu zniechęcenie Zachodu do wspierania Ukrainy. I to też trzeba przetrwać.

             Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki