• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Chcemy wycofania grantów na aborcję

Poniedziałek, 11 marca 2013 (02:09)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z Kają Godek z Polskiego Komitetu Narodowego Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej „Jeden z nas”, współpracującą z Fundacją PRO – Prawo do życia, rozmawia Paulina Gajkowska

Kampania „Jeden z nas” ruszyła już na dobre w Polsce. Europejską Inicjatywę Obywatelską (EIO) można popierać, składając swój podpis on-line. Gdzie można dowiedzieć się więcej o tym projekcie?

– Przede wszystkim skupiamy się na promocji EIO we wszystkich środowiskach, do których mamy szansę docierać. Poza tym, że łączy nas daleko posunięta troska o ochronę życia poczętego, proszę pamiętać, że wszyscy pochodzimy z różnych organizacji, stowarzyszeń pro-life w Polsce. To oczywiste, że jesteśmy różni i także dzięki temu ta inicjatywa staje się uniwersalna. Promocja odbywa się drogą medialną, m.in. dzięki patronatowi „Naszego Dziennika”. W ostatnim czasie również Konferencja Episkopatu Polski udzieliła nam wsparcia w oficjalnym dokumencie. Obecnie nasz kraj jest w czołówce, jeśli chodzi o liczbę zebranych podpisów – mam tu na myśli podpisy zebrane drogą on-line. Zbliżamy się już do minimalnej granicy, która jest wymagana, czyli do 38 tys. 250. Podpisało się prawie 35 tys. osób. Komisja Europejska pracuje nad przedłużeniem nam terminu zbierania podpisów do 1 listopada, jesteśmy więc dobrej myśli i wierzymy, że nie tylko osiągniemy wymagany próg, ale nawet kilkakrotnie go przekroczymy.

Chodzi o to, aby przez zmianę prawodawstwa UE uniemożliwić finansowanie z budżetu unijnego organizacji aborcyjnych i eksperymentów na dzieciach w embrionalnym stadium rozwoju. A patroni tych procederów pełną garścią czerpią z europejskich środków.

– Publiczne pieniądze z funduszy Unii Europejskiej są przekazywane organizacjom zajmującym się przeprowadzaniem aborcji, o czym świadczy raport z marca 2012 r. opracowany przez European Dignity Watch. To pozarządowa organizacja powołana w 2010 r. w Brukseli, która przez dłuższy czas pozyskiwała od Komisji Europejskiej informacje na temat grantów w ramach programów pomocowych dla krajów rozwijających się. I z tych danych wynika, że UE finansuje co najmniej dwie organizacje, które działają na skalę międzynarodową. W ramach poszczególnych projektów, na które łoży Unia, wykonują one aborcję. Chodzi o International Planned Parenthood Federation (IPPF) i Marie Stopes International (MSI). Nie znamy wszakże dokładnych kwot, które są przekazywane na rzecz tych organizacji, ponieważ KE w kilku co najmniej przypadkach odmówiła przekazania dokumentów, wskazując na… interes handlowy tych organizacji. To znamienne, ponieważ Marie Stopes International jest zarejestrowana na terenie Wielkiej Brytanii jako organizacja charytatywna, a nie przedsiębiorstwo handlowe. Znane były również sprawozdania finansowe tych dwóch organizacji oraz dokumenty, w których dokonywały one rozliczeń.

O jakich kwotach mówimy?

– Dzięki tym dokumentom wiemy, że MSI od roku 2005 do 2007 uzyskało ponad 9 mln euro od Komisji Europejskiej. Ta kwota może być jeszcze wyższa, ponieważ – jak wspomniałam – nie znamy wszystkich dokumentów. Jeśli chodzi o IPPF, to KE przekazała tylko cztery dokumenty, które wskazują na finansowanie tej organizacji, zatem te dane nie są pełne. Jednak wiemy, że pojedyncze granty sięgały od 750 tys. euro do 2,5 mln euro na każdy projekt. Wprawdzie w skali całego budżetu UE te kwoty mogą się wydawać nieduże, musimy jednak mieć świadomość, że po pierwsze – nie dysponujemy pełnymi danymi na temat finansowania tych organizacji, a po drugie – najistotniejsze jest to, jakie było wykorzystanie tych środków.

Dochodzimy w tym miejscu do konkluzji, że wspierając te konkretne organizacje poprzez zasilenia ich kont, Unia de facto wspiera przemysł aborcyjny.

– Tak. Na przykład od 2005 r. KE pokryła 85 proc. kosztów projektu Marie Stopes International „Papua-Nowa Gwinea”. W przypadku zaprzestania finansowania przez UE organizacja prawdopodobnie musiałaby zawiesić ten program. Jeśli chodzi o wykorzystanie tych kwot, również posłużę się kilkoma przykładami, aby pokazać, na czym polegają „programy pomocowe dla krajów rozwijających się”. Otóż w ramach projektu „Kambodża” realizowanego przez MSI od 2006 r. wykonano za pieniądze z UE 6807 aborcji. W projekcie „Bangladesz” od 2005 r. MSI przyznaje się do przeprowadzenia ponad 12 tys. zabiegów tzw. regulacji menstruacji. Na projekt IPPF „Boliwia-Gwatemala-Peru” od 2005 r. wydano ponad 1,5 mln euro, w szczególności na zestawy do tzw. antykoncepcji awaryjnej. Organizacja przyznaje się do wydania ponad tysiąca takich zestawów. Mamy podstawy, aby uważać, że są to w istocie środki chemiczne, które służą do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej.

Komisja Europejska doskonale zdaje sobie sprawę, że są to tylko wybiegi słowne.

– Widzimy, jak te organizacje skutecznie obchodzą prawo, ponieważ np. w Bangladeszu, gdzie aborcja jest zakazana (z wyjątkiem przypadku ratowania życia matki), przeprowadza się ją jako zabieg „regulacji menstruacji”. Jest to w istocie aborcja. Jedyna różnica pomiędzy tym procederem a aborcją polega na tym, że w przypadku „regulacji menstruacji” nie przeprowadza się testu ciążowego, czyli nie ma dowodu, że kobieta nosiła pod sercem dziecko. Wygląda to tak, że przychodzi do kliniki pacjentka, która mówi, że spóźnia się jej miesiączka. Trafia od razu na zabieg, który polega na tym, że aspiratorem opróżnia się jej jamę macicy. Mówiąc wprost: wysysa się wszystko: endometrium, kształtujące się łożysko i rozwijające się dziecko. Wykonuje się to do 12. tygodnia ciąży. Potworny, makabryczny wręcz sposób na zabicie nienarodzonego człowieka. Nie ma jednak dowodu na to, że kobieta była w ciąży, więc oficjalnie nie nazywa się tego aborcją. Jednak nawet organizacje niezwiązane z ruchami pro-life alarmują, że w istocie jest to zabieg aborcyjny.

Organizacje finansowane przez UE budują w biednych krajach ośrodki parające się aborcją praktycznie od zera. Później te placówki funkcjonują już w ramach państwowej służby zdrowia. Widzimy więc, że zamiast działań mających na celu ochronę życia człowieka również za nasze pieniądze wspiera się tę morderczą sieć.

– Raport, z którego czerpiemy dane, nic nie mówi o działaniach stanowiących kontrę dla przemysłu aborcyjnego zasilanego z budżetu UE. W inicjatywie „Jeden z nas” nie chodzi o to, aby pisać nowe prawo. Chcemy zmian w prawodawstwie już istniejącym. Dążymy do tego, aby Unia Europejska działała konsekwentnie i w sposób przejrzysty również w ramach finansowania konkretnych projektów. W obszarze pomocy dla krajów rozwijających się z dokumentów unijnych wynika, że aborcja w żadnym wypadku nie powinna być propagowana jako metoda planowania rodziny, którą nie jest. W dokumencie o pomocy finansowej jest nawet klauzula o ścisłym egzekwowaniu tego zapisu. Jednak widać gołym okiem, że w ogóle nie jest to respektowane. Do tego trzeba mieć w pamięci wyrok w sprawie „Bruestle kontra Greenpeace”, w którym Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że życie człowieka zaczyna się od poczęcia, a embrion ludzki zasługuje na uszanowanie jego godności i integralności. Nie żądamy od Unii, aby wprowadzała nowe prawo, aby narzucała krajom członkowskim ustawodawstwo niezgodne z ich wewnętrznym prawem. Chodzi nam o to, aby UE wycofała swoje finansowanie dla tych organizacji i nie wspierała przemysłu aborcyjnego.

Na własnym gruncie możemy i powinniśmy popierać inicjatywy dążące do zmian w prawie, które uszczelnią ochronę życia człowieka. Wciąż funkcjonują tzw. wyjątki aborcyjne, przez co ginie wiele dzieci. Z drugiej strony są naciski, że ustawę należy „zliberalizować”, pod pretekstem funkcjonowania podziemia aborcyjnego.

– Środowiska feministyczne rzucają jakimiś statystykami, ale najczęściej nie wiadomo, w jaki sposób pozyskanymi. Uważam, że jest to manipulacja. Nie ma przecież oficjalnych danych na temat liczby nielegalnych aborcji w Polsce. Poza tym ten miałki argument upada jeszcze z jednego powodu. Otóż, teza, że coś złego trzeba zalegalizować, ponieważ istnieje podziemie, ponieważ ludzie i tak to robią, jest nielogiczna i wewnętrznie sprzeczna. Tak samo można postulować legalizację kradzieży albo innych przestępstw, bo przecież ludzie to robią. Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie sformułuje takiego postulatu.

A w przypadku tak okrutnego przestępstwa, jakim jest zabicie dziecka, nie tylko winni nie są karani, ale jeszcze ich działanie ma być usankcjonowane prawnie.

– Liczba aborcji wykonywanych legalnie w Polsce w roku 2011 była większa niż w roku 2010. Jeśli spojrzymy na dane z poprzednich lat, widać, że jest tendencja wzrostowa. Tym bardziej nie możemy się poddawać i musimy dalej działać. Jako Fundacja PRO – Prawo do Życia jeszcze w marcu złożymy do marszałek Sejmu wniosek o rejestrację Komitetu Obywatelskiego i ruszymy z akcją zbierania podpisów pod obywatelskim projektem zmiany ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Poprzednio udało się nam zebrać 600 tys. podpisów i projekt przepadł jedynie 5 głosami! Proszę spojrzeć, co dzieje się z projektami lewicy. Najczęściej odpadają już w pierwszym czytaniu. Uważam, że mamy szansę na zmianę prawa w Polsce. Wbrew ideologom lewicowym nie tkwimy w jakimś determinizmie dziejowym, wedle którego wcześniej czy później wzorem krajów zachodniej Europy również w Polsce zostanie całkowicie zalegalizowane zabijanie dzieci poczętych. Nie zgadzamy się na taką retorykę. Moje doświadczenie pokazuje, że w naszym kraju można wiele dobrego zrobić, ludzie są chętni do działania. Widzimy to dobitnie przy EIO „Jeden z nas”. Ludzie z różnych środowisk, wspólnot, o różnych poglądach, jednak zjednoczeni w trosce o życie poczęte, sami zgłaszają się z pomysłami i pomocą. To niezwykłe doświadczenie, które pokazuje, że możemy zmieniać rzeczywistość. Na lepsze.

 

Dziękuję za rozmowę.

Paulina Gajkowska