Walczymy o zachowanie polskości
Poniedziałek, 3 października 2022 (01:01)ROZMOWA / z Renatą Cytacką, prezes Forum Rodziców Szkół Polskich Rejonu Solecznickiego
Minął już pierwszy miesiąc nauki. Proszę powiedzieć, czy sprawa funkcjonowania polskich szkół na Litwie została już rozstrzygnięta?
– Na razie przełomu nie ma. Ale nadal prowadzone są rozmowy, które – mam nadzieję – przyniosą oczekiwane skutki, czyli odstąpienie od planów likwidacji m.in. Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu. Pod koniec września rozmawiałam na ten temat z panią Małgorzatą Gosiewską, wicemarszałek Sejmu, która przyjechała na Litwę, aby upamiętnić straszliwą zbrodnię w Ponarach, do której doszło w czasie II wojny światowej. Przyjechała też po to, aby spotkać się ze społecznością polską. Pani marszałek zapewniła nas, że rząd cały czas zabiega o to, aby polskie placówki oświatowe na Litwie mogły normalnie działać. Przedstawiłam jej obawy rodziców, którzy mimo zapewnień o dobrej współpracy rządów Polski i Litwy cały czas na własnej skórze obserwują regres w tym zakresie. Czujemy się tak, jakbyśmy byli w jakimś ślepym zaułku. Wszyscy rozmawiają, każdy poszukuje optymalnego rozwiązania, a w tym czasie my i nasze dzieci pozostajemy w zawieszeniu. Nie wiemy, jak potoczą się sprawy. Brakuje męskiej decyzji o pozostawieniu uczniów polskich w polskiej szkole, w jednym budynku, w jednej miejscowości. Brakuje woli politycznej.
Problem niewystarczającej liczby dzieci w szkołach dotyka nie tylko placówek polskich, lecz także litewskich?
– To prawda. Na Litwie, podobnie jak w innych krajach europejskich, zmagamy się z niżem demograficznym. Wiadomo, że dzieci jest coraz mniej. Czasem w jednej miejscowości znajdują się zarówno szkoły litewskie, jak i polskie, a w niektórych miejscach są jeszcze szkoły rosyjskojęzyczne. To naturalne, że klasy są mniej liczne. Takich skomplikowanych zjawisk jest u nas więc niemało. Dlatego uważam, że właśnie z tego powodu wymóg formalny, że klasa musi mieć odpowiednią liczbę uczniów, jest nazbyt restrykcyjny i należałoby go zracjonalizować.
Propozycja władz Litwy jest taka, aby dzieci dowozić do odległych miejscowości i w ten sposób „zapełniać” klasy.
– To pomysł bardzo krzywdzący przede wszystkim dla dzieci. Wiem, że z ekonomicznego punktu widzenia bardziej opłacalne jest utrzymywanie szkół, które mają pełne obłożenie w poszczególnych klasach, niż szkół, które mają mniej liczne klasy. Ale mówimy tu o dzieciach, które powinny przede wszystkim skupić się na nauce. W przypadku szkoły w Połukniu, mówimy o uczniach dwóch najstarszych klas, czyli klas przedmaturalnych. Nie dość, że mają oni dużo przedmiotów, to musieliby poświęcić na dojazd 3 godziny dziennie. Uważam, że nie w taki sposób należy szukać oszczędności, bo spada przez to poziom nauczania. To bardzo przykre, że decyzje polityczne podejmuje się wbrew dobru i zdrowiu uczniów. Czujemy się tak, jak byśmy byli wciągnięci w jakieś rozgrywki polityczne.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym