• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Sen Putina o potędze

Środa, 21 września 2022 (21:03)

Z dr. hab. nauk wojskowych, prof. Społecznej Akademii Nauk, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministre obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Putin ogłosił dziś pierwszą od zakończenia II wojny światowej częściową mobilizację, grożąc Zachodowi. Czy zatem możemy się spodziewać zaostrzenia działań wojennych na Ukrainie?

– To, że Putin grozi Zachodowi, to nic nowego, bo robi to już od dawna, a jego polityka opiera się głównie na grożeniu, straszeniu, wywieraniu presji. Jest też pewna reguła w tym działaniu Putina – mianowicie im bardziej mu się nie wiedzie, tym te groźby są większe.   

Ma zostać zmobilizowanych 300 tysięcy rezerwistów, wszystko wskazuje na to, że także z terenów, które Rosja będzie chciała zaanektować, a wówczas to Ukraińcy byliby wcielani do rosyjskiej armii…

– Mobilizacja trwała właściwie już od kilku miesięcy, ale jej efekty – jak widać – są marne, dlatego Putin postanowił odkryć karty i oficjalnie ogłosić ten fakt. Swoją drogą jestem ciekaw, jak Putin i Siergiej Szojgu mają zamiar to zrobić, w co ubiorą tych nowych żołnierzy i jak ich wyżywią, co wbrew pozorom może być poważnym problemem. Być może Putin jeszcze trochę starych czołgów wyciągnie z magazynów, ale patrząc na jakość tego typu sprzętu pancernego, który dotychczas Rosja wysyłała do walki z Ukraińcami, to raczej nie widać, żeby mieli jakieś poważne rezerwy materiałowe, aby skutecznie przeprowadzić mobilizację.

Wspomniana przez Pana Ministra kwestia broni, której Rosja nie ma za dużo, raczej wskazuje, że uzupełnienie zdolności bojowych nie będzie dla Rosjan ani szybkie, ani łatwe?

– Na odbudowane potencjału zbrojnego trzeba czasu – zwłaszcza że straty rosyjskie na froncie ukraińskim są bardzo duże. Co więcej, odbudowanie armii – szczególnie jeśli chodzi o sprzęt – wymaga też wielu elementów, także elektronicznych, których Rosja nie posiada. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że właśnie z tego powodu stanęła im produkcja czołgów – właśnie z powodu braku komponentów. Poza tym w rozbitym i pozostawionym na Ukrainie sprzęcie widać, że są tam urządzenia produkcji niemieckiej, także francuskie itd. I jeżeli teraz Rosjanie tych komponentów nie otrzymają, to cała produkcja czołgów się zawali.

Czy na skutek rosyjskiej mobilizacji możemy się spodziewać zaostrzenia działań na froncie ukraińskim, na którym ostatnio Rosjanom nie wiedzie się szczególnie?

– Nie. Putin i Rosja robią wszystko, aby w ramach skądinąd znanej doktryny straszyć, wywierać presję. Owszem, może być próba utrzymania terenów, które rosyjskim wojskom udało się dotychczas zająć, ale nie będzie to łatwe, zwłaszcza że Ukraińcy poczynają sobie coraz śmielej
i wypierają Rosjan krok po kroku. Zatem żeby zgodnie z planem Putina było co włączać do Federacji Rosyjskiej – to trzeba mieć obsadę, a z tym, zdaje się, jest kłopot. Ukraińcy odpowiednio manewrują swoimi siłami, mają dobre rozpoznanie, jeśli idzie o dyslokację rosyjskich jednostek, a więc jak i gdzie się przemieszczają.

Co więcej, Ukraińcy mają środki do niszczenia całej logistyki wojsk rosyjskich, np. składów amunicji, sprzętu, zaopatrzenia itd. Tak więc pozycja Ukraińców, jeśli chodzi o zdolności wojenne na polu walki, jest przeważająca. W tej sytuacji Putin musi znaleźć jakiś sposób, żeby uratować przynajmniej kawałek swoich zdobyczy.

Putin dotychczas unikał słowa „wojna”, napaść na Ukrainę nazywając „specjalną operacją wojskową”, nie zdecydował się też na jawną mobilizację. Teraz to się zmienia. Putin został przyparty do muru, to akt desperacji?

– Putinowi, który chciał uchodzić za przywódcę, niezwyciężonego wodza odbudowującego rosyjskie imperium, trudno było się przyznać do porażki i do tego, że nie jest w stanie poradzić sobie z – jak to sam wcześniej określał – upadłym państewkiem ukraińskim. Proszę sobie przypomnieć, jaka była retoryka, którą łyknęła nawet część państw zachodnich, w tym Niemcy i Francja, że rozprawienie się z Ukrainą i zajęcie Kijowa będzie trwało nawet nie dni, a godziny. To miała być dla Rosjan rzecz prosta i przyjemna, co więcej, w Kijowie żołnierzy rosyjskich, rosyjskie czołgi Ukraińcy mieli witać kwiatami. Plan był taki, żeby doprowadzić ukraiński rząd do ucieczki, a zainstalować tam rząd marionetkowy poddany Moskwie. To wszystko jednak nie wypaliło, cały plan runął, a na ulicach Kijowa nie pojawiły się rosyjskie czołgi, co najwyżej ich wraki – jako symbol porażki Moskwy.  

W orędziu Putina wybrzmiały też niebezpieczne akcenty – mianowicie mówił on, że to Zachód walczy z Rosją, która nie ma innego wyjścia, jak odpierać atak?

– To kolejny przykład działania rosyjskiej propagandy.
W końcu Putin musi jakoś wytłumaczyć swoim rodakom, którzy go popierają, dlaczego Rosja męczy się i nie wygrywa na Ukrainie. Jak daleko sięga ta kremlowska propaganda, niech świadczy fakt, że według Moskwy 25 tysięcy polskich żołnierzy miało zdobywać Chersoń. Rosja jest do tego zdolna i nie jest to żadna nowość.

Putin, kierując się do Zachodu, powiedział, żeby nie straszyć Rosji atomem, podczas gdy to ona przecież grozi użyciem taktycznej broni jądrowej w przypadku „ataku na integralność terytorialną Rosji”?

Putin nie ma innego wyjścia, jak kontynuować tę destrukcyjną wojnę. Natomiast to, co mówi, to próba wywarcia presji na Zachód i wzbudzenie lęku wśród ludzi. Ten człowiek ma pogardę do innych. Tymczasem ze straszenia Putina coraz mniej robią sobie nawet Kazachowie czy Uzbecy, którzy przestali bać się Rosji. Jak widać, rosyjski przywódca doświadcza różnych konsekwencji swoich brutalnych czynów. Coraz więcej przywódców, nawet tych, którzy sprzyjają czy sprzyjali Rosji, zaczyna traktować Putina coraz mniej poważnie. Kiedyś to on urządzał sobie szopki i notorycznie spóźniał się na spotkania z przywódcami światowych mocarstw,
np. z królową Elżbietą, prezydentem Barackiem Obamą czy kanclerz Angelą Merkel, także Papieżowi kazał czekać dość długo na siebie.

Dzisiaj – zgodnie z powiedzeniem, kto sieje wiatr, ten zbiera burzę – to inni upokarzają Putina, karząc na siebie czekać. Tak było ostatnio podczas spotkania szefów państw Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Samarkandzie, gdzie Putinowi kazał na siebie czekać, i to przed kamerami, prezydent Kirgistanu. Po ataku na Ukrainę i w związku z licznymi niepowodzeniami Putina coraz więcej przywódców uznaje, że Rosja jest wojskowo słaba i że jej straszenie niewiele znaczy. W związku z tym coraz częściej pozwalają sobie na lekceważenie Putina.     

Czy orędzie Putina i straszenie jest skierowane do Zachodu, czy bardziej na użytek wewnętrzny?

– Zdecydowanie jest to przekaz adresowany do społeczeństwa rosyjskiego. Putin musi je utwierdzać w przekonaniu, że Rosja to wciąż potężne mocarstwo, że cały świat atakuje Federację Rosyjską i to sprawia, że ta droga do wielkości Rosji się wydłuża.

Jest szansa, że Rosjanie, widząc skalę jego zbrodni, odwrócą się od Putina?

– Nie ma na to szans, bo Rosjanie nie zaczną myśleć. Natomiast jest szansa, że w bezpośrednim otoczeniu Putina ludzie, którzy go dzisiaj pilnują, w końcu dojdą do wniosku, że może lepiej byłoby pilnować kogoś nowego,
w związku z czym pozbędą się Putina. W mojej ocenie tym nowym władcą na Kremlu mógłby zostać Dmitrij Miedwiediew – w mniemaniu Zachodu – w przeciwieństwie do Putina polityk przewidywalny, który zakończy wojnę i ku zadowoleniu Berlina odnowi współpracę gospodarczą z Niemcami.

Zatem w Paryżu i Berlinie zacznie się mówić, że Miedwiediew to technokrata, demokrata, nowe oblicze Rosji, polityk, z którym można robić interesy. Według mnie tak może być. Jeżeli opór Ukrainy będzie nadal skuteczny
i jeżeli Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Polska nie zrezygnują ze wspomagania armii ukraińskiej sprzętem wojskowym, żeby móc dalej łoić skórę rosyjskim najeźdźcom, to i ten nowy plan kremlowskich elit może się ziścić.

Tak czy inaczej czas zmiany na Kremlu jest bliski?

– Tak może być. Uważam, że już wczoraj mogło do tego dojść, bo im później na Kremlu to zrobią, tym w gorszej sytuacji znajdzie się Rosja. Warto pamiętać, że w Rosji zawsze – jeżeli idzie o różnego rodzaju reformy i przebudowy – wychodziło to kiepsko. Tak było, kiedy w Rosji rządzili carowie, ale też w okresie Związku Sowieckiego. Przecież niedawno zmarły Gorbaczow, reformując, próbował ratować ZSRS, ale tak naprawdę go rozwalił. W podobnej sytuacji znajdzie się ten, który przyjdzie po Putinie.

                  Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki