W Brukseli w sprawie Polski – bez zmian
Niedziela, 18 września 2022 (19:27)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Donald Tusk podczas laudacji przed wręczeniem nagrody dla narodu ukraińskiego – wygłoszonej w czasie gali nagrody M100 Media Award w Poczdamie – powiedział o sobie: „Mieliśmy rację, kiedy ostrzegaliśmy przed fatalnymi geopolitycznymi konsekwencjami Nord Stream 2”. Jak skomentuje Pan tę wypowiedź?
– Mówiąc wprost, Donald Tusk brnie coraz bardziej i ma ludzi za idiotów. Twierdząc, że „mieliśmy rację, kiedy ostrzegaliśmy przed fatalnymi skutkami Nord Stream 2”, zapomniał dodać, że to nie on i jego formacja polityczna przestrzegali przed uzależnieniem się od rosyjskich węglowodorów. Dla przypomnienia: to przecież Tusk de facto aprobował rosyjsko-niemiecki sojusz energetyczny i nie kto inny jak on jeździł do Moskwy, dogadywał się z Putinem. Wreszcie to o nim Rosjanie mówili: „nasz człowiek w Warszawie”.
Jak czytać wypowiedź Ursuli von der Leyen, która na forum europarlamentu podczas debaty o stanie Unii Europejskiej przyznała Polsce rację, twierdząc, że Unia popełniła błąd, nie słuchając Polski, kiedy przestrzegała przed zażyłością z Putinem?
– Za tę wypowiedź, a także za słowa „mamy nauczkę z tej wojny. Trzeba było wsłuchać się w głosy wewnątrz Unii Europejskiej, w Polsce, krajach bałtyckich, w całej Europie Środkowo-Wschodniej” – mam szacunek do szefowej Komisji Europejskiej, że potrafiła przyznać się do błędów. Bodajże po raz pierwszy eurokraci brukselscy wypowiedzieli się w ten sposób na temat Polski, bo wcześniej byliśmy – w ich ocenie – jedynie rusofobami, mącicielami, stwarzaliśmy same problemy. Nie wiem jednak, czy Ursula von der Leyen – wyrażając aprobatę dla Polski – mówiła to szczerze, nie wiem, jakie są jej prawdziwe intencje, ale ważne jest to, że po raz pierwszy ważny polityk unijny powiedział coś, o czym wszyscy racjonalnie myślący Polacy wiedzą od dawna.
Natomiast jeśli chodzi o Donalda Tuska, to mam do niego pretensje, że podczas spotkania w Poczdamie nie potrafił uderzyć się w pierś i nie przeprosił, mówiąc, że jako premier Polski, jako przewodniczący Rady Europejskiej też się mylił, a inni mieli rację, przestrzegając przed Rosją.
Zajmuje się Pan m.in. polityką wschodnią, od dawna komentuje Pan wydarzenia na polskiej scenie politycznej, publikuje Pan także materiały na ten temat. Nie brakuje tam krytyki Donalda Tuska i jego politycznej rodziny Platformy…
– To prawda. Ostatnio na swoim profilu zamieściłem informację sprzed lat o różnicy między polityką śp. Lecha Kaczyńskiego a polityką rządu Platformy Donalda Tuska. Już wtedy krytykowałem Unię Europejską, że nie prowadzi twardej, zdecydowanej polityki wobec Rosji. Wskazywałem to już w 2008 roku w swoich wypowiedziach dla PAP. Co ciekawe, mówiłem to wtedy także w Polskim Radiu. Dzisiaj Donald Tusk jest ostatnią osobą, która może powiedzieć „mieliśmy rację”, jest ostatnią osobą, która ma prawo powiedzieć, że działała w interesie państwa polskiego, bo nie działała. Tusk zapomina swój życiorys, że był beznadziejnym premierem – także jeśli chodzi o politykę wschodnią.
Dzisiaj chyba nikt nie m, co do tego wątpliwości…
– Jego podejście do katastrofy smoleńskiej, gdzie od początku godził się na przejęcie śledztwa przez Rosjan, jest tego najlepszym, namacalnym dowodem. Nie kto inny jak Donald Tusk i jego urzędnicy pozwolili, żeby Polska była rozgrywana przez Rosję. Donald Tusk – i nie ma tu przesady – był, obok Leszka Millera, najbardziej prorosyjskim premierem w powojennej historii Polski. Swoją drogą nie jest przypadkiem, że byli komuniści: Miller, Cimoszewicz, Belka, zostali przez Tuska i jego formację wskrzeszeni z politycznego niebytu i zasiadają dzisiaj w Parlamencie Europejskim, gdzie dostali się, startując z list Koalicji Obywatelskiej.
To za Tuska jako szefa Rady Europejskiej – pomijam jego kompetencje i to, czy był figurantem, czy nie – powstały gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Nie zrobił też nic, kiedy Rosja w 2014 roku zaanektowała Krym i Donbas, a jego polityka w tym zakresie była beznadziejna. Nie wolno mu pozwolić na pisanie nowego politycznego życiorysu, bo jego przeszłość jest znana, zapisana w sieci. I trzeba mu to przypominać. Jeśli tego nie będziemy robić, to sam Tusk uwierzy w swoje manipulacje, uwierzy, że odbudowa Wojska Polskiego i polskiej armii, którą przecież zwijał, że to jego zasługa, że polską rodzinę, którą pozostawił samą sobie, a dzisiaj rząd Zjednoczonej Prawicy wspiera, że to także jego zasługa. W słowach Tuska jest tyle prawdy, ile pomocy za jego rządów tzw. frankowiczom.
Chciałbym jeszcze nawiązać do wypowiedzi szefowej Komisji Europejskiej, która była częścią przekazu, jaki wybrzmiał w europarlamencie. Dzieła dokończył szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber, który wyraźnie stwierdził, że nie będzie pobłażania dla Polski, że razem z Donaldem Tuskiem będzie walczył o praworządność…
– Szefowa Komisji Europejskiej – jako przedstawicielka elit brukselskich – lubi rzucać słowa na wiatr, a jej obietnice dotyczące chociażby wsparcia dla Ukrainy też nie są do końca realizowane, co więcej – pojawiają się nowe. Ostatnio gościła w Kijowie, gdzie znów mówiła, że sprawa wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej jest na najlepszej drodze do realizacji, ale konkretów nie było żadnych. Można więc powiedzieć, że po czynach ich poznamy. I poznajemy. Tymczasem Ukraińców interesuje przede wszystkim wygranie wojny z Rosją, a jednocześnie pomoc humanitarna, która nie następuje w niezbędnym zakresie.
Przypomnę tylko, że na dzisiaj to Polska jako pierwsza i w największym zakresie udzieliła i udziela pomocy milionom Ukraińców, przyjmując ich pod swój dach. Tymczasem Unia Europejska nic w tym zakresie nie robi, udając, jakby nic się nie stało. Tym bardziej należy o tym głośno mówić, że na gruncie unijnym trzeba wspierać Polskę w tym temacie. Natomiast jeśli po szefowej Komisji Europejskiej na mównicę wychodzi Manfred Weber – także Niemiec i kolega Ursuli von der Leyen – i mówi o nakładaniu kar, o braku praworządności w Polsce, to pokazuje, że w Brukseli – w sprawie Polski – bez zmian. O ile szefowa Komisji Europejskiej w chwili szczerości wskazała na Polskę, która ostrzegała przed uległością wobec Moskwy, to polityka w pozostałych obszarach jest bez zmian. Nie widać też perspektyw na zmiany, chyba że będą następować zmiany rządów w poszczególnych państwach Unii, co mam nadzieję nastąpi i spowoduje przerwanie tego szaleństwa. Na razie wrogiem numer jeden w pojęciu Brukseli jest nie Rosja, ale Polska, która hamuje ich plany utworzenia superpaństwa europejskiego. Tak jak przez lata robiono z nas rusofoba, tak dzisiaj próbuje się nas wsadzać w buty sceptyków europejskich, czy wręcz wrogów Unii Europejskiej, którymi nie jesteśmy.
Czy nie robimy zbyt mało, żeby ten mit obalać?
– Niestety, zbyt słabo przebijamy się z przekazem, że prawo do innego zdania wcale nie oznacza, że ktoś jest wrogiem Unii Europejskiej. To nieprawda. My jesteśmy tylko wrogiem głupiej, bezrefleksyjnej polityki urzędników unijnych, którzy zachowują się niczym władcy. I o tym trzeba głośno mówić, nie wolno pozwolić na dyktaturę brukselskich urzędników. Tymczasem Unia, czując się coraz pewniej, zmierza właśnie w tym kierunku.
Szefowa Komisji Europejskiej wyraziła skruchę, ale sama skrucha bez zmiany polityki względem Rosji, a także postawy wobec Polski nie wystarczy?
– Tak, to za mało, ale na razie nie wymagajmy od zideologizowanych elit brukselskich zbyt wiele. Ursula von der Leyen, podsumowując działania Komisji Europejskiej, rzeczywiście nie wskazała drogi naprawiania błędów, co więcej, nie wskazała kierunku zmiany podejścia do Polski. To oznacza, że to podejście wcale się nie zmienia. Wspomniany szef Europejskiej Partii Ludowej – Manfred Weber – powiedział jasno, że Unia będzie się domagać od Polski przestrzegania praworządności, w czym – i to jest ciekawe – ma pomóc Donald Tusk.
To jakieś nieporozumienie, zwłaszcza że Polska jest dzisiaj trzecim państwem – po Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii – które militarnie wspiera Ukrainę, a największe państwa unijne, jak np. Niemcy czy Francja, mają to w nosie, za to były pierwsze w sprzedaży broni Rosji. W dodatku czyniły to, łamiąc embargo nałożone przez Unię Europejską. Jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, że za złamanie prawa nie ma żadnych konsekwencji, za to szuka się winy po stronie Polski, która rzekomo nie przestrzega tzw. praworządności, i nakłada się na nas kolejne finansowe kary.
To kolejny dowód, że chora Unia wymaga szybkiej, radykalnej interwencji?
– Owszem. Europa znajduje się w trudnej sytuacji ekonomicznej, energetycznej i Komisja Europejska zamiast znaleźć wyjście ucieka do przodu i jeszcze bardziej chce naciskać na Polskę. Wracając jeszcze do przemówienia Ursuli von der Leyen, to plus jest jeden – mianowicie tzw. wolne media dowiedziały się, że kryzys jest w całej Europie, że prąd, gaz i drożyzna jest wszędzie, a nie – jak to wałkowano miesiącami – tylko w Polsce, i że winny temu wszystkiemu jest polski rząd. Jeśli zaglądniemy na mapę inflacyjną Europy, to zobaczymy, że inflacja paradoksalnie największa jest w państwach graniczących ze strefą rosyjską – z Rosją, Białorusią. Swoją drogą warto powiedzieć, dlaczego im dalej od granicy z Rosją, tym inflacja jest coraz niższa.
Warto zapytać, dlaczego Europejski Bank Centralny potrafi prowadzić skuteczną politykę inflacyjną na gruncie Francji, Niemiec, a nie potrafi np. na Litwie, Łotwie czy w Estonii. Trzeba też mówić o Polsce, że jesteśmy w strefie wojny, a nie okłamywać i manipulować opinią publiczną. Jesteśmy krajem, obok którego toczą się działania wojenne, wybuchają bomby, giną ludzie, i to nie jest dobry klimat do robienia interesów. Zacznijmy o tym mówić otwartym tekstem, bo to jest brutalna prawda pokazująca jaka jest rzeczywistość.
Polska o tym mówi…
– Ale tzw. wolne media i opozycja mają inne przekazy. Jeśli posłuchać przemawiających z sejmowej mównicy czy występujących w mediach polityków totalnej opozycji, to ręce opadają. Wygląda to tak, jakby ci ludzie żyli w innym wymiarze, jakby kompletnie nie rozumieli sytuacji. Tak było chociażby podczas konfliktu na polsko-białoruskiej granicy, podobnie dzisiaj udają, że nie rozumieją, co dzieje się w sferze energetycznej. Za to mamy ciągłe przekonywanie, że dzięki środkom z „Krajowego planu odbudowy” można będzie uratować sytuację energetyczną, co jest kompletnym nieporozumieniem. Jeśli jest tak, jak twierdzą Tusk, jego polityczni kompani i sprzyjające im media, to dlaczego inne państwa, które otrzymały pieniądze z „Funduszu odbudowy”, wciąż borykają się z problemami energetycznymi, i to często większymi od nas? Jeżeli KPO jest złotym kluczem do rozwiązania kryzysu energetycznego – jak twierdzi opozycja – to dlaczego państwa, które już dawno te środki otrzymały, borykają się z tym kryzysem?
To pokazuje, że problem jest bardziej złożony. Skończmy więc z prowadzeniem polityki naiwności, a zacznijmy działać racjonalnie i nie skupiajmy się na problemach trzeciorzędnych, które nie mają żadnego znaczenia. Dzisiaj toczy się walka, jak przetrwać jesień i zimę. Myślę, że ogłoszona przez rząd nowa tarcza solidarnościowa, zgodnie z którą ceny prądu zostaną zamrożone na poziomie br., o ile nie przekroczy się pułapu zużycia 2 tys. kWh lub w przypadku rodzin wielodzietnych – 2,6 tys. kWh, to jest przykład mądrej polityki, a jednocześnie problem dla opozycji, bo jeśli ten program wejdzie w życie, to oszczędzając energię, zapłacimy mniejsze rachunki za prąd. Jestem ciekaw, jak do tego podejdzie opozycja, bo w tym momencie paliwo polityczne – przynajmniej w kwestiach energetyki – im się kończy. Właśnie dostali szacha, a wszystko wskazuje na to, że finalnie będzie to szach-mat.