Silny mandat dla polskiego rządu
Czwartek, 15 września 2022 (11:47)Z Beatą Kempą, posłem do Parlamentu Europejskiego
z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Po początkowych protestach Koalicja Obywatelska złożyła w Sejmie własny projekt uchwały ws. reparacji od Niemiec,
co więcej, uzupełnia go o odszkodowania
od Rosji. Nagłe olśnienie, nawrócenie, czyżby przejrzeli na oczy?
– Nie sądzę. W mojej ocenie to obłudna gra i jedynie próba przykrycia wcześniejszego sprzeciwu. Przypomnę, że kiedy Zjednoczona Prawica złożyła w Sejmie projekt uchwały
ws. reparacji od Niemiec, to nagle budzi się Platforma. Chcę powiedzieć, że jako posłowie do Parlamentu Europejskiego również wydaliśmy oświadczenie
ws. reparacji wojennych od Niemiec, aby na forum unijnym także rozmawiać na ten temat. Natomiast wracając do naszych adwersarzy, oponentów politycznych – to myślę, że się zorientowali, że popełnili ogromny błąd, krytykując raport, atakując ideę raportu i kwestię zwrócenia się
do Niemiec o to, żeby odszkodowania za niemieckie zbrodnie zostały Polsce wypłacone.
Z badań wynika, że większość Polaków uważa za słuszne to, co zrobiła Zjednoczona Prawica, zabierając się za sprawę reparacji od Niemiec. Natomiast pierwsza reakcja Donalda Tuska na opublikowany 1 września br. raport była reakcją naturalną dla tego polityka, bo takie są jego prawdziwe poglądy poparte zresztą czynami. Sądzę, że tak naprawdę Tusk, jeśli wygrałby wybory, to nie będzie się nawet chciał domagać naprawienia krzywd przez Niemcy. Dlatego te działania, których w jego wykonaniu jesteśmy dzisiaj świadkami, to zwyczajnie gra pod publikę.
Koalicja Obywatelska i sam Donald Tusk, umieszczając w swoim projekcie uchwały dodatkowo reparacje od Rosji, próbują rozwodnić sprawę?
– Odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z próbą licytacji ze strony totalnej opozycji, czy tak jak sami mówią: z próbą wpuszczenia w pułapkę Zjednoczonej Prawicy. W mojej ocenie, gdyby chcieli realnie, solidnie popracować nad tym tematem, to na samym początku nie mówiliby twarde: nie! Czyli nie daliby przyzwolenia swoim kolegom w Niemczech i swojej rodzinie politycznej
na forum Parlamentu Europejskiego – Europejskiej Partii Ludowej do tego, żeby dyskredytować raport przygotowany przez zespół ekspertów pod kierownictwem posła Arkadiusza Mularczyka i samą ideę reparacji.
Tymczasem taki pretekst dali, bo pierwsze komentarze już poszły i one były na skutek jasnych deklaracji właśnie byłego szefa Rady Europejskiej, a następnie przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej Donalda Tuska. Należy sobie zdawać sprawę, że postawa Tuska
i Platformy nie była działaniem dla dobra Polski i Polaków. To jest pierwsza kwestia, natomiast druga, jaka wynika
z takiej postawy, to rzucenie koła ratunkowego
dla Niemiec, co jest oczywiste, zważając na zależności polityków Platformy. Dzisiaj tego typu uchwałami ta formacja próbuje w sposób rozpaczliwy ratować swój wizerunek, dość dramatyczną sytuację liderów politycznych Platformy – Donalda Tuska, Grzegorza Schetyny czy Radosława Sikorskiego po pierwszych komentarzach
w momencie upublicznienia raportu przez zespół posła Arkadiusza Mularczyka.
Sejm przyjął uchwałę autorstwa parlamentarzystów PiS ws. reparacji od Niemiec za zbrodnie II wojny światowej. Jakie kroki po tej uchwale powinny teraz zostać podjęte?
– To silny mandat dla polskiego rządu. Uchwała wzywa rząd do podjęcia starań o reparacje, wzywa też rząd niemiecki do wzięcia odpowiedzialności za zbrodnie
na polskim Narodzie. My w Brukseli również rozmawiamy
– w gronie europarlamentarzystów – o różnych możliwych działaniach, na różnych polach, aby sprawę reparacji wzmocnić. Droga do uzyskania reparacji z pewnością będzie trudna, wyboista, z wieloma przeszkodami, dlatego wszyscy musimy się nastawić na długi, trudny marsz. Jednak powinien to być marsz, w którym nie ustaniemy. Reparacje Polsce się należą. Dlatego żadne trudności
ze strony Niemiec nie osłabią naszego zaangażowania
w tę sprawę.
Jeśli zaś chodzi o Niemcy, to myślę, że pierwsze emocjonalne komentarze kanclerza Olafa Scholza czy mediów niemieckich świadczą, że Niemcy się boją tego tematu. Obawiają się nagłośnienia tej kwestii, mówienia prawdy i przypominania o ich zbrodniach wobec nie tylko Polski, lecz także wobec wielu innych narodów w Europie
i na świecie. Polska, której Niemcy wymordowali 5,5 mln obywateli, jest oczywiście najbardziej dobitnym, krwawym przykładem tych zbrodni i bestialskiej działalności Niemców. Dlatego Niemcy, którzy kreują siebie na lidera Unii Europejskiej, zwyczajnie się boją tego tematu, obawiają się, że ich wizerunek państwa humanitarnego, moralnego – budowany konsekwentnie przez dziesięciolecia – nagle runie i świat pozna prawdziwe ich oblicze. Słowa Scholza, że sprawa reparacji wojennych została już załatwiona, są kompletnie nieuprawnione. Wręcz przeciwnie kanclerz Scholz powinien sobie zdawać sprawę z tego, że tylko i wyłącznie roztropna polityka Niemiec pokazująca ich dobrą wolę w załatwieniu kwestii reparacji byłaby w stanie tego wizerunku nie zepsuć
do końca. Tak czy inaczej wszystko przed nami.
Jak Pani zdaniem zachowają się Niemcy?
– Zobaczymy, jak się zachowają. Jedno jest pewne, że marsz w kierunku uzyskania odszkodowań się rozpoczął
i na pewno będzie długi. Uważam, że powinniśmy przy każdej nadarzającej się okazji mówić o niemieckich zbrodniach, przypominać o krzywdach, sprawcami których są Niemcy, i domagać się pełnego zadośćuczynienia w tym zakresie. Nie ma bowiem nic gorszego niż bezkarność. Brak konsekwencji tylko rozzuchwala ludobójców, przestępców w ich totalitarnych działaniach. Dlatego jest
to też sygnał do społeczeństwa, w tym również społeczeństwa rosyjskiego, że żaden zbrodniarz nigdy nie zostanie bezkarny, że jeśli będą popierać swoich przywódców – Putina, to nadejdzie moment, kiedy jako państwo będą musieli ponieść także konsekwencje finansowe.
Na razie mamy polski raport w sprawie niemieckich zbrodni i stąd konsekwencje musi też ponieść budżet niemiecki. Myślę, że w tym momencie ważne jest, żeby nie zniechęcać się, żeby nie słuchać głosów chwiejnej opozycji, która wczoraj mówła dla reparacji – nie, a dzisiaj mówią
– tak. Ich retoryka też jest bardzo mglista, ponieważ dla poparcia swojego projektu uchwały nie przygotowali żadnego raportu, tak jak zrobiła to Zjednoczona Prawica. Bądźmy więc pewni, że jeśli wygrają wybory, to odłożą sprawę reparacji od Niemiec na bardzo, bardzo mocno zakurzoną półkę.
Sprawa reparacji wojennych od Niemiec żyje też w Parlamencie Europejskim?
– Tak. We wtorek w ramach polskiej delegacji dyskutowaliśmy o tej sprawie i omówiliśmy szereg działań, które będą podejmowane w tym zakresie, w tym szerokie komunikowanie opinii publicznej i dziennikarzy. Będziemy też podejmować indywidualne działania, rozmowy, aby możliwie jak najszerzej nagłaśniać tę sprawę.
Możemy się spodziewać jakiejś inicjatywy, uchwały, projektu rezolucji Parlamentu Europejskiego ws. reparacji wojennych
od Niemiec?
– Nad tą kwestią trzeba jeszcze popracować i mamy
na to plan, a rezolucja Parlamentu Europejskiego jest jednym z elementów tego planu. Musi to być jednak bardzo dokładnie przygotowane. Te działania muszą być jednak szersze, bo sama rezolucja Europarlamentu nie wnosi żadnych skutków prawnych. Każda rezolucja ma charakter bardziej blankietowy, natomiast muszą być podjęte przede wszystkim działania informacyjne – i to na szeroką skalę. Chodzi o to, żeby świat się dowiedział, jaki ogrom zniszczeń, zbrodni dotknął Polskę i Polaków ze strony Niemiec. Jest to temat bardzo niewygodny dla Niemiec, które chcą uchodzić za wzór wszelkich cnót, natomiast zbrodnie na polskim Narodzie w czasie II wojny światowej pokazują ich prawdziwe oblicze.
Zatem rozumiem, że takie działania będą podejmowane?
– Oczywiście, że tak, co więcej, już są podejmowane
w naszych rozmowach.