Kościół to nasza wspólna sprawa
Sobota, 10 września 2022 (08:03)Rozmowa z br. Krzysztofem Niewiadomskim OFMCap, odpowiedzialnym za sprawę beatyfikacyjną Czcigodnego Sługi Bożego Serafina Kaszuby OFMCap, autorem strony internetowej www.serafinkaszuba.pl
Kim był kandydat na ołtarze Sługa Boży
o. Serafin Alojzy Kaszuba OFMCap?
– Zakonnikiem, kapucynem, kapłanem. Pełna odpowiedź na to pytanie znajduje się na nagrobku o. Serafina
na cmentarzu Janowskim we Lwowie. Są to słowa
z 1 Listu do Koryntian (1 Kor 9,22): „Stałem się wszystkim dla wszystkich”. Każdy z nas mógłby z jego postaci zaczerpnąć inspirację dla swojego życia. Mogą zwracać się do niego ze swoimi sprawami zakonnicy, kapłani, duszpasterze, misjonarze, ale także redaktorzy, poloniści
i studenci. Był przecież redaktorem naczelnym periodyku teologicznego oraz studentem teologii i polonistyki. Myślę, że może wspomagać z nieba tych, którzy maja problemy
w relacjach międzyludzkich. On utrzymywał głębokie
i piękne relacje z wiernymi, rodziną, współbraćmi, pokazuje to choćby jego korespondencja, do której można sięgnąć na poświęconej mu stronie internetowej. To bogate życie ofiarnie spełnione dla Boga i ludzi. Jako duszpasterz działał od Wołynia przez Krym po Kazachstan i Syberię. Tam gdzie dziś na nowo rozognił się konflikt, tam gdzie toczą się działania wojenne, on niósł wiarę i jednał serca wiernych z Bogiem. Mógłby być patronem pokojowego współistnienia narodów i różnych wyznań. Na terenie ZSRS duszpasterzował Polakom, Rosjanom, Niemcom, Ukraińcom, Czechom i innym. Pracował dla Polaków
na obczyźnie, pozostał z nimi po II wojnie w ZSRS, dlatego, jeśli zostanie beatyfikowany, mógłby być patronem Polaków na emigracji.
Jak to się stało, że teren jego duszpasterskiej pracy stał się tak obszerny?
– Alojzy Kaszuba urodził się 17 czerwca 1910 r.
we Lwowie w rodzinie Anny i Karola Kaszubów. Był najmłodszym z czworga dzieci. 17 lipca został ochrzczony w kapucyńskiej parafii we Lwowie na Zamarstynowie.
Gdy w 1928 r. otrzymał świadectwo dojrzałości, rozpoczął nowicjat w klasztorze Kapucynów w Sędziszowie Małopolskim koło Rzeszowa. Podczas zakonnych obłóczyn przyjął imię Serafin. Ukończył studia filozoficzno-
-teologiczne w zakonnym, kapucyńskim seminarium duchownym i w 1932 r. złożył wieczyste śluby zakonne,
a w 1933 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Podjął studia
z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, był redaktorem zakonnego czasopisma „Wzlot Seraficki”, nauczycielem języka polskiego, katechetą oraz uznanym kaznodzieją.
Podczas jego wakacyjnego pobytu we Lwowie w 1939 r. wybuchła wojna i miasto zostało zajęte przez wojska sowieckie.
W 1940 r. wobec dotkliwego braku księży na Wołyniu,
za zgodą władz zakonnych, udał się tam, służąc społecznościom katolickim w parafiach pozbawionych kapłanów w Karasinie, Bystrzycy, Dermance, Medwedowie, Starej Hucie, Emilczynie, Krywotynie, Baraszach oraz miejscowościach „zza kordonu” (Horodnica), tj. za granicą polsko-radziecką z okresu międzywojennego.
Był na Wołyniu podczas straszliwej rzezie ludności polskiej, które w różnych regionach trwały do wiosny 1944 r.
Ojciec Serafin kilkakrotnie nieomal cudem uszedł śmierci.
Nie zdecydował się jednak pozostawić wiernych bez opieki kapłańskiej.
Gdy w 1945 r. trwała repatriacja Polaków z terenów przyznanych radzieckiej Ukrainie, przekonywany przez rodzinę oraz swoich parafian, którzy jechali w nieznane
bez kapłana, wsiadł do pociągu aby wyjechać do Ojczyzny w nowych granicach. Jednak Pan Bóg miał wobec niego inne plany. Coś nie dawało mu spokoju. Tuż przed przekroczeniem granicy 11 sierpnia w Zdołbunowie
o. Serafin wysiadł z wagonu repatriacyjnego, by pozostać wśród tych, którzy nie wyjechali do Polski. I tu zaczyna się jego posługa na bezkresnych terytoriach ZSRS.
Decyzja heroiczna?
– Zdecydowanie tak, zwłaszcza że posługa kapłańska została de facto zakazana, księża byli wywożeni na Sybir lub mordowani. W sierpniu 1945 r. z „pełnym prawem na całą diecezję łucką” podjął pracę na ziemi wołyńskiej, wśród zdziesiątkowanej ludności katolickiej. Objął także parafię w Równem i został jej ostatnim proboszczem.
W 1958 r. otrzymał od władz państwowych zakaz wykonywania funkcji kapłańskich, próbowano go wówczas zmusić do wyjazdu do Polski. Nie wyjechał. Został „podziemnym” duszpasterzem wielkiej parafii rozciągającej się od Morza Bałtyckiego po Morze Czarne i aż po Kazachstan. Poznał i zaprzyjaźnił się z bł. ks. Władysławem Bukowińskim, nazywanym „apostołem Kazachstanu”.
W praktyce stał się bezdomnym kapłanem, apostołem
i wędrownym duszpasterzem społeczności katolickich rozsianych od Krymu przez Podole, Wołyń aż po Dźwińsk
i Leningrad. Dla zmylenia władz komunistycznych podejmował pracę w różnych zawodach – jako introligator, sprzedawca ziół leczniczych, stróż czy palacz. Tam, gdzie pracował, przyjmował wiernych do Trzeciego Zakonu Franciszkańskiego. W ten sposób budował wspólnotę
i jednoczył swoich współpracowników. Podróżował, zapowiadając się „zaszyfrowanymi” telegramami, pisał,
że przyjeżdża wujek. Nie było kościołów, nabożeństwa odprawiano w domach prywatnych. To było bardzo niebezpieczne, także dla wiernych, którzy go nocowali
i gościli. Za udział w nielegalnym zgromadzeniu czy pomoc kapłanowi można było trafić na Sybir.
Jak wyglądała jego praca?
– Jeździł do miejscowości, które czasami latami czekały
na przyjazd kapłana. Odprawiał Msze św., chrzcił dzieci, udzielał sakramentów, błogosławił małżeństwa. Błogosławił też groby osób, które nie miały katolickiego pochówku
z powodu braku duszpasterza. Starał się przyjeżdżać
i wyjeżdżać niezauważony. Podróżował autostopem, w czwartej klasie w pociągu, czasem samolotem, a czasem po prostu pieszo, nocując w lesie.
Czy władze ingerowały w jego posługę?
– Tak bardzo, że chciały go uwięzić. W 1966 r. podczas podróży został zatrzymany i aresztowany na dworcu autobusowym w Kustanaju w Kazachstanie. Został skazany na 5 lat obozu w Arykcie, skąd odbywał liczne konspiracyjne podróże apostolskie, dlatego został przeniesiony do Arszatyńska. Tam jednak, jakimś cudownym zrządzeniem Opatrzności, został zwolniony.
W tym samym roku został zatrzymany drugi raz i skazany na 11 lat pobytu w Małej Timofijewce w zakładzie dla nieuleczalnie chorych i bezdomnych. Stąd też udało
mu się uciec.
Po latach odwiedził też rodzinny kraj.
– W 1968 r. przybył do Polski na pogrzeb swojej siostry.
Tu także podjął leczenie. Przebywał m.in. w szpitalu przeciwgruźliczym we Wrocławiu. W 1970 r. powrócił
do ZSRS, pracował dalej w Kazachstanie, ale przyjeżdżał też na Ukrainę, na Wołyń. Nie zwalniał tempa pracy, mimo że gruźlica nie ustępowała. Zmarł w nocy z 19 na
20 września 1977 r. we Lwowie. Odszedł do Pana podczas modlitwy brewiarzowej. 22 września został pochowany
na cmentarzu Janowskim we Lwowie. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyło co najmniej 300 osób, w tym 12 księży. Władze miejscowe postarały się, aby pogrzeb odbył się jak najszybciej, aby uniemożliwić przyjazd osób
z odległych stron Związku Sowieckiego i Polski.
O powrót z Polski do ZSRS prosił go bł. ks. Władysław Bukowiński, który twierdził, że „obecność Serafina w Kazachstanie jest tam bardzo cenna, dlatego że mobilizuje tamtejszą ludność”.
– Tu widzimy, że oddziaływał na wiernych jak człowiek święty, samą swoją obecnością. Cechowała go dobroć
i spokój, niósł nadzieję i miłość tam, gdzie jej brakowało. Wszędzie, gdzie posługiwał, propagował nabożeństwo pierwszych piątków miesiąca. W pierwsze piątki podróżował między miejscowościami, by jak najwięcej osób mogło skorzystać z łask płynących z Serca Jezusowego. On umiłował Jezusa Eucharystycznego. Ludzie wspominali, że podczas Mszy św. czy podczas adoracji był całkowicie zatopiony w Bogu. To wszystko oddziaływało na ludzi będących pod jego opieką duchową. To ich prowadziło do Boga. Przez swoją obecność i przykład życia był duchową podporą tych, wśród których przebywał.
Wzór spełnionego kapłaństwa?
– Przez cały czas życia kapłańskiego był blisko ludzi,
a ludzie byli blisko niego. Został na Wschodzie dla ludzi, którzy tworzyli razem z nim Kościół podziemny. On nie godził się na to, by wierni pozostali sami, bez opieki duszpasterskiej i bez Boga żywego w sakramentach. Tamten Kościół to była jedna wielka rodzina, w której kapłan nie miał wątpliwości, że jest tam potrzebny,
że ludzie na niego czekają. W tym modelu być może jest częściowa odpowiedź na dzisiejszy kryzys powołań
w Europie. Heroizm o. Serafina był powiązany z heroizmem wiernych. To budowało głęboką więź. Ojciec Serafin umiał tę więź budować i dziś trzeba do budowania takich głębokich więzi powracać. Aby powołani do kapłaństwa
i życia konsekrowanego czuli, że są potrzebni, i nie będą osamotnieni, że Kościół to nasza wspólna sprawa.
Za kilka dni przypada 45. rocznica śmierci
o. Serafina.
– Czcigodny Sługa Boży Serafin zmarł 20 września,
a z tej okazji 24 września w klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów w Krakowie odbędzie się konferencja „Czcigodny Sługa Boży Serafin Kaszuba, kapucyn, kapłan, duszpasterz kościoła na Wschodzie”. Zapraszamy wszystkich, którzy pragną lepiej poznać tę wyjątkową postać. Szczegółowy plan został umieszczony na stronie internetowej serafinkaszuba.pl.
Na jakim etapie jest proces beatyfikacyjny o. Serafina?
– W 2017 r. zakończył się ważny etap sprawy beatyfikacyjnej. Papież Franciszek podpisał 9 października 2017 r. dekret o heroiczności jego cnót. Naszemu współbratu Serafinowi Kaszubie przysługuje odtąd tytuł Venerabilis Dei Servus – Czcigodny Sługa Boży. Teraz zachęcamy do modlitwy za jego wstawiennictwem
i czekamy na cud, który otworzy drogę do beatyfikacji. Jeśli chodzi o modlitwę przez przyczynę kandydata na ołtarze, to polecam nowennę ze wspomnianej już strony internetowej. Może to być także bardzo proste i osobiste zwrócenie się do Czcigodnego Sługi Bożego. Były już przypadki, że wystarczyło bardzo krótkie wezwanie,
aby stał się jakiś cud, który wykorzystano potem do beatyfikacji. W nagłej potrzebie nie ma często czasu na długie modlitwy. Gdyby taka prośba została wysłuchana, proszę o kontakt: postulacja@kapucyni.pl.
Dziękuję za rozmowę.
Modlitwa o beatyfikację
Boże, Ojcze miłosierny, spraw, by Twój Sługa Serafin Kaszuba, kapłan z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, został przez Kościół ogłoszony błogosławionym. On całe swoje życie poświęcił ofiarnej pracy, by Twoim dzieciom prześladowanym za wiarę nie brakło światła Ewangelii
i łask płynących z sakramentów świętych. Za jego przyczyną proszę Cię, udziel mi łaski, której obecnie tak bardzo potrzebuję.
Proszę także o to, bym podobnie jak Czcigodny Sługa Boży Serafin, we wszystkich zdawał się na Twoją Opatrzność
i nawet w najtrudniejszych okolicznościach życia powtarzał: Ojcze, nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie! Proszę Cię o to w Imię Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś, Maryjo, Chwała Ojcu…)
Krzysztof Gajkowski