Warto odróżnić słowa od czynów
Czwartek, 8 września 2022 (16:14)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak to jest, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mówi, że trzeba obciąć rosyjskie dochody, które Putin wykorzystuje do finansowania wojny na Ukrainie, gdy Niemcy wciąż robią interesy z Rosją mimo różnego rodzaju sankcji? Tylko w I półroczu br. Rosja sprzedała Niemcom najwięcej towarów w historii…
– Przede wszystkim należy odróżnić słowa od czynów polityków europejskich, tak samo jak należy odróżnić zapowiedzi Niemców dotyczące pomocy Ukrainie od tego, co realnie w tej kwestii robią. Ostatnio kanclerz Olaf Scholz zapowiedział dostawy supernowoczesnej broni, ciężkiej broni – systemów obrony powietrznej i artylerii – na Ukrainę, ale fakty wydają się temu przeczyć. Ta wojna pokazuje, że podwójne standardy, brak etyki są charakterystyczne dla Niemiec. Proszę też pamiętać, że Niemcy po aneksji Krymu, w 2014 roku przyłączały się do sankcji przeciwko Rosji – zwłaszcza tych, które w istocie okazywały się jedną wielką fikcją. Widać zatem, że Niemcy lawirują i niespecjalnie coś dobrego z tego wynika dla Ukrainy. Warto patrzeć nie na deklaracje i słowa, ale na realną politykę, na kontrakty i ich realizację, kiedy przychodzą faktury za transakcje między Niemcami
a Rosją.
Widać, że w rozumieniu Niemiec wojna nie jest końcem świata – zwłaszcza gdy ich bezpośrednio nie dotyczy, natomiast ważniejsze są interesy?
– Wojna jest pewnym sposobem – dość specyficznym – prowadzenia polityki, więc jeśli tak jest, to Niemcy próbują się do tego dostosować. Dla Berlina zawsze najważniejsze były interesy i tu nic się nie zmienia.
Jak rozumieć ten rozdźwięk i co to oznacza, bo szefowa Komisji Europejskie mówi, że Rosja nie jest wiarygodnym dostawcą energii i manipuluje europejskimi rynkami energetycznymi, z kolei kanclerz Olaf Scholz i w ogóle Niemcy chcą dalej współpracować z Rosją nie tylko w tym zakresie?
– To pokazuje, że Unia Europejska tylko pozornie jest zjednoczona, że są różne interesy – coraz bardziej rozchodzące się – i Unia, która głosi wielkie, dumnie brzmiące hasła o demokracji, sama tak naprawdę nie ma nic wspólnego, albo bardzo niewiele, z demokracją. Jest to szczególnie zauważalne, jeśli chodzi o dobór władz na unijnych szczytach, w kwestii podejmowania decyzji czy dajmy na to poszanowania opozycji w Parlamencie Europejskim. Ostatnio mówił o tym prof. Ryszard Legutko, poruszając m.in. kwestię roli ugrupowań opozycyjnych w europarlamencie. To pokazuje obłudę, bo Bruksela domaga się praw dla opozycji w Polsce – rzekomo prześladowanej, podczas gdy rządząca w Unii Europejskiej większość nie szanuje podstawowych reguł demokratycznych na forum Parlamentu Europejskiego. Niestety w Unii Europejskiej słowa coraz częściej rozmijają się z rzeczywistością. Przypomnę, że Związek Sowiecki też ciągle mówił o demokracji, o równości, jedności krajów socjalistycznych, także o prawach człowieka, i dzisiaj im bardziej Europa staje się marksistowska, tym bardziej przypomina Związek Sowiecki.
Komisja Europejska ma w piątek zaproponować obowiązkowy cel ograniczenia zużycia energii elektrycznej
w Unii Europejskiej w godzinach szczytu. Kolejny dyktat?
– Szkoda, że Unia Europejska nie potrafiła wprowadzić ograniczeń, kiedy Niemcy uzależniały całą Europę od rosyjskiego gazu, kiedy wbrew interesom, zwłaszcza Europy Środkowej, Berlin we współpracy z Moskwą budował rurociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Wtedy żadnej jedności nie było i Unia nie zrobiła nic, żeby w tym zakresie wymusić solidarność na Niemcach, a dzisiaj chce ją wymuszać w relacji do Niemiec. Czysta hipokryzja. Podobnie Bruksela nie zareagowała w żaden sposób na łamanie prawa europejskiego, kiedy kanclerz Angela Merkel otwierała drzwi Europy na imigrantów muzułmańskich z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, a zaraz potem chciała wymusić na państwach członkowskich relokację tychże imigrantów – wbrew prawu europejskiemu. Coraz bardziej widać, że prawo czy zasady nie mają żadnego znaczenia, a liczy się tylko siła. Przy okazji wychodzi, jak bardzo Komisja Europejska jest narzędziem w rękach mocarstw europejskich, a nie jest instytucją reprezentującą całą wspólnotę, starającą się realizować interesy wszystkich państw.
Unia Europejska kolejny raz próbuje sobie nadawać kompetencje, których nie posiada. Trudno się oprzeć wrażeniu, że taki model działania staje się normą?
– Oczywiście. Dzieje się tak, ponieważ unijni decydenci zdiagnozowali, że na gruncie prawa, czyli na gruncie traktatów o Unii Europejskiej, nie bardzo są już w stanie zmieniać istniejącego prawa, bo do tego potrzebna jest jednomyślność w głosowaniach Rady Europejskiej. Nie są też za bardzo w stanie na gruncie obowiązującego prawa i traktatów wymusić korzystne dla nich zmiany, więc stosują dwa opresyjne narzędzia. Z jednej strony uzurpację i domniemanie kompetencji, których w unijnym prawie nie ma wprost zapisanych, a z drugiej strony wykorzystują władzę sądowniczą, a więc Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który wyrokami niemającymi nic wspólnego z prawem wydaje korzystne dla Brukseli wyroki. Mamy zatem dowolną interpretację prawa europejskiego oraz traktatów, a wtedy nie potrzeba ratyfikować niczego, bo Trybunał w Luksemburgu wszystko za nich załatwia. Zatem nie ma najmniejszych wątpliwości, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest bytem czysto politycznym, który nawet trudno nazywać sądem, ponieważ są tam reprezentowane poszczególne kraje, ale sędziowie, ich nominacje, są czysto polityczne. Nic zatem dziwnego, że Trybunał w Luksemburgu wypowiada się w kwestii upolitycznienia sądów, podczas gdy sam jest instytucją upolitycznioną do szpiku kości.
Tylko że ten rozdźwięk i podział istniejący
w Unii Europejskiej widzi Putin, który na wszelkie sposoby – bez większego wysiłku – stara się wykorzystywać to z korzyścią dla siebie. Unia tego nie dostrzega? Gazprom opublikował nawet spot zatytułowany „Zima będzie długa”, w którym straszy te rządy europejskie, które zrezygnowały z zakupu rosyjskiego paliwa…
– Rosja ma taką długą tradycję i skrzętnie wykorzystuje istniejące poddziały do rozgrywania poszczególnych państw, aby je jeszcze bardziej uzależnić od siebie i sobie podporządkować. Ktoś ostatnio – nawiązując do historii – zadał pytanie i odpowiedział mądrze – jak to było możliwe, że stosunkowo niewielka Anglia była w stanie skolonizować wielkie Indie. Jak to było możliwe, że ok. 20 tysięcy kolonizatorów opanowało liczący 200 milionów mieszkańców kraj? Otóż było to możliwe, ponieważ były tam potężne podziały wewnętrzne i wykorzystano starą rzymską maksymę divide et impera – dziel i rządź, która została tam zastosowana i na kanwie istniejących podziałów, generowania konfliktów i w umiejętny sposób zarządzania tymi konfliktami zdominowano ten subkontynent – zresztą nie tylko ten jeden, bo taką samą metodę stosowano wszędzie. I podobna sytuacja jest tutaj – dla Rosji najlepiej, najkorzystniej było wygenerować ten konflikt. Dlatego wspierali i wspierają działania zachodnie przeciwko krajom Europy Środkowej – w szczególności działania przeciwko Polsce, która stoi im na drodze. Polska pomaga w konflikcie Ukrainie, chce odpychać Rosję od Europy, w związku z tym jest dla Kremla niewygodna i stąd też taka, a nie inna gra. Zresztą wiemy też, jak Rosja potrafi ingerować w politykę w krajach zachodnich itd.
Co ciekawe, Niemcy taką samą politykę stosują wobec nas – mianowicie starają się sparaliżować nasze państwo, generując konflikty wewnętrzne, popierając totalną opozycję i zachęcając ją do jeszcze większej totalności. Tak więc nie chodzi tu wcale o zwykłą rywalizację polityczną, walkę na programy, która jest czymś normalnym w demokracji, ale o totalność, czyli negowanie wszystkiego, łącznie z wzywaniem do rewolucji, aby usadowić w Warszawie rząd przychylny polityce Berlina i Brukseli.
Nic dziwnego, że Putin tylko zaciera ręce…
– Dokładnie tak. Proszę zwrócić uwagę, jak Putin rozgrywał katastrofę smoleńską po wielkim, niewybaczalnym błędzie Donalda Tuska, który oddał śledztwo w ręce Rosjan. To umożliwiło im stosowanie różnych prowokacji na tym tle – łącznie z profanacją i zamianą ciał ofiar itd., a wszystko po to, żeby generować konflikt wewnętrzny w Polsce, żeby Polska nieustannie drgała. Czyniono to także po to, żeby uzależnić ówcześnie rządzących naszym krajem, czyli rząd koalicji PO – PSL, żeby Donald Tusk i jego ekipa musiała wręcz bronić absurdów, które w sprawie katastrofy smoleńskiej i śmierci 96 ofiar z prezydentem Rzeczypospolitej Lechem Kaczyńskim wygłaszała Rosja.
I to jest ta stara zasada, którą Moskwa zawsze stosuje,
i podobnie rzecz wygląda dzisiaj, kiedy mamy próbę podziału w Europie i generowanie nowych konfliktów. Czas pokaże, czy i do jakiego stopnia ta próba i te działania Rosji okażą się skuteczne.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki