• Środa, 13 maja 2026

    imieniny: Ofelii, Roberty, Serwacego

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Dyżur dla ucznia

Czwartek, 1 września 2022 (02:05)

ROZMOWA z dr. hab. Przemysławem Czarnkiem, ministrem edukacji i nauki

 

Jest Pan spokojny o przygotowanie szkół
do nowego roku szkolnego?

– Bezwzględnie tak. Wszyscy idą do szkoły i uczą się normalnie w trybie stacjonarnym. Nie ma zagrożenia nauką zdalną. Nauczycieli też wystarczy. Są znakomicie przygotowani do wykonywania swojego zawodu i wierzę
w nich wszystkich.

Jednak nauczyciele nie są już takimi optymistami. Przed ministerstwem edukacji odbył się we wtorek protest przedstawicieli Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Wśród zgłaszanych postulatów są m.in. podwyżka o co najmniej 5 proc. wyższa niż inflacja i powiązanie wynagrodzenia nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Jakie są szanse na spełnienie tych żądań?

– W państwie praworządnym takie demonstracje są jak najbardziej normalne. Rada Ministrów przyjęła we wtorek projekt budżetu. Wcześniej szlifowany był on
w konsultacjach między poszczególnymi ministerstwami
i panem premierem. Negocjacje były długie i obfite w różnego rodzaju argumenty. Ich efekt jest taki, iż podwyżki wynagrodzeń od 1 stycznia 2023 r. są faktem. Podniesienie subwencji oświatowej jest rekordowe w historii naszego państwa, bo to jest o 11 mld zł rok do roku. Mówimy
o subwencji, która będzie uchwalona w budżecie tegorocznym, i tej, która była uchwalona w budżecie ubiegłorocznym. Ponadto mamy wzrost średniego wynagrodzenia o 1240 zł brutto miesięcznie dla najmniej zarabiających nauczycieli między styczniem 2023
a styczniem 2022 r. i 850 zł brutto miesięcznie dla najlepiej zarabiających w tym samym czasie. Takich podwyżek nigdy nie było, takiego podniesienia subwencji też nigdy nie było.

Trzeba na ten temat spojrzeć realnie. Jesteśmy w czasie kryzysu gospodarczego, także po pandemii koronawirusa. Mamy też obecnie gigantyczne nakłady na obronę narodową, a chyba wszyscy się zgodzimy, że musimy być w stanie się obronić, bo wróg jest u naszych bram. Wszyscy też zdają sobie sprawę, że zapowiadane zwiększenie finansowania służby zdrowia do poziomu
6 proc. PKB też trzeba zrealizować. I wszyscy pewnie też się zgodzą, że tarcze antyinflacyjne oraz pomoc na zakup energii i ciepła, kosztująca ponad 20 mld zł w tym momencie, to są wyjątkowe wydatki w budżecie państwa. A my mimo to podnosimy subwencję oświatową o 11 mld zł. To precedens. Robimy, co możemy, i myślę, że w tak trudnej sytuacji geopolitycznej jest to bardzo dużo.

Postulaty płacowe wynikają też z faktu,
że nauczyciele i oświata zawsze byli niedofinansowani, i trudno to szybko nadrobić. A piętrzą się kolejne problemy.

– Inflacja oczywiście jest faktem. I z tym nikt nie dyskutuje. Jednak jeśli spojrzymy na to, że najmniej zarabiający nauczyciele rok do roku będą mieli 35 proc. podwyżki, a inflacja jest w okolicach 15-16 proc., to wzrost jest przecież wyraźnie ponad inflację.

Związek Nauczycielstwa Polskiego mówi
z kolei, że bagatelizuje Pan fakt, iż brakuje nauczycieli.

– Tu też warto przedstawić statystyki. W ciągu ostatnich
20 lat ubyło 1,5 mln uczniów, a nie ubyło ani jednego nauczyciela. Przybyło nawet 65-70 tys. nauczycieli. Zatem pedagogów nie brakuje. To jest tylko kwestia organizacji pracy, której oczywiście nie bagatelizuję, i zawsze jestem gotowy do współpracy z samorządem terytorialnym przy doskonaleniu prawa oświatowego. A jeśli chodzi o oferty pracy, które są rejestrowane obowiązkowo przez dyrektorów szkół od kilku lat za rządów PiS w bazie kuratoriów oświaty, to ona zawiera oferty pracy na poziomie sprzed roku, dwóch, trzech i czterech. I na przestrzeni tych lat różni się to ułamkiem procenta, więc nie ma tu żadnego dramatu kadrowego. W wielu szkołach nauczyciele czekają na zatrudnienie.

Jakie są najnowsze szacunki, jeśli chodzi
o oferty pracy w tej grupie zawodowej?

– Jeszcze tydzień temu było to 13 tys. W stosunku do roku ubiegłego to różnica 200-300 ofert. Natomiast jeśli chodzi o pełne etaty, to dotyczy to 6 tys. ofert na 700 tys. nauczycieli. Czyli to jest poniżej 1 proc.

Nauczyciele jakich przedmiotów są najbardziej poszukiwani?

– Najczęściej fizycy, matematycy, chemicy i poloniści. Ale szczególnie chodzi o nauki ścisłe, bo to są ci nauczyciele, którzy na rynku pracy mogą znaleźć lepsze oferty poza szkołą. Tym bardziej że mamy rynek pracownika, a nie pracodawcy, przy bezrobociu poniżej 5 proc. To nie pozostaje bez wpływu na sytuację w oświacie. Jednak ten problem dotyczy głównie wielkich miast. Ale to też nie jest taka skala, by nad nim nie móc zapanować. Chcemy odpowiedzieć właśnie tą gigantyczną podwyżką wynagrodzeń dla najmniej zarabiających po to, żeby ci, którzy planują wejść do zawodu nauczyciela, wiedzieli, że 35 proc. podwyżki rok do roku to jest fakt. I to właśnie ma być zachęta dla tych, którzy kończą studia.

Jakie ma Pan plany na nowy rok szkolny?

– Rok wyborczy nie służy jakimś dalekosiężnym reformom. One są na czas po wyborach, czyli głęboka reforma systemu pracy nauczyciela – tak by był on jeszcze lepiej wynagradzany, mniej pracował w domu, więcej w szkole, czyli był więcej dla ucznia, mniej dla biurokracji i szkoleń, często absolutnie niepotrzebnych. Myślę, że wszyscy nauczyciele tego chcą. Natomiast chcemy dokończyć wszystko to, czego się podjęliśmy, czyli w systemie wynagradzania i pracy, ale też w kwestii nowych przedmiotów: komponentu obronnego w edukacji dla bezpieczeństwa oraz historii i teraźniejszości (HiT). Chcemy też unowocześniać szkołę, stąd są inwestycje opiewające na 10 mld zł w ciągu ostatnich dwóch lat. One są rozpoczęte i realizowane, i to będziemy kontynuować.

AB