• Środa, 13 maja 2026

    imieniny: Ofelii, Roberty, Serwacego

Unia coraz bardziej pogrąża się w kryzysie

Czwartek, 25 sierpnia 2022 (14:12)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W ostatnich dniach w Kijowie gościł prezydent Andrzej Duda. Jakie jest znaczenie tej wizyty i jakich efektów możemy się po niej spodziewać?

– Myślę, że jest to potwierdzenie sojuszu polsko-
-ukraińskiego – i to nie ulega wątpliwości. Z oczywistych względów ta wizyta do samego końca była utrzymywana
w tajemnicy. Wygląda na to, że Ukraina dotrzyma słowa
w obszarze współpracy. Chyba najważniejsze, co wynika
z tej wizyty i rozmów prezydentów Andrzeja Dudy
i Wołodymyra Zełenskiego, to kwestia obietnic, że po zakończeniu wojny Polska będzie brała czynny udział
w odbudowie Ukrainy, co wybrzmiewało pośrednio także
w wypowiedzi prezydenta Dudy.  

Czy w tej kwestii mogły być jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, zwłaszcza że zaangażowaliśmy się we wsparcie Ukrainy
i Ukraińców?

– Te wątpliwości zawsze są, dlatego że mamy świadomość, jakie starania w tym kierunku czyni już dzisiaj biznes niemiecki, który zasiedlił hotele ukraińskie, gdzie odbywają się różnego rodzaju pertraktacje. Jako Polska zawsze działaliśmy i działamy transparentnie i legalnie, ale nie możemy też innym państwom zabronić pracy na rzecz odbudowy Ukrainy. Ufamy jednak, że z uwagi na nasze koszty pomocy Ukrainie i milionom ukraińskich uchodźców, których przyjęliśmy do siebie, będziemy tym krajem, który będzie brał udział w kluczowych momentach odbudowy Ukrainy, a Polska – ze względu na swoje położenie – stanie się placem dla składu materiałów budowlanych. Kiedy wojna się skończy, polskie firmy, polskie materiały budowlane powinny trafić na Ukrainę, co będzie – w jakimś sensie – spłatą czy rekompensatą kosztów, jakie Polska poniosła, angażując się we wsparcie dla Ukrainy.

Jak tak naprawdę wyglądają dzisiaj relacje polsko-ukraińskie? Czy rzeczywiście są tak dobre, a może są tylko doraźnie determinowane naszą pomocą?     

– Sądzę, że te relacje są lepsze, niż mogłoby się wydawać. I przynajmniej na tę chwilę możemy powiedzieć,
że prezydent Zełenski zachowuje się przyzwoicie,
bo zarówno na arenie międzynarodowej, jak i w relacjach dwustronnych pokazuje swoje przywiązanie do Polski.
Za każdym razem wyraża swą wdzięczność Polsce
i Polakom za otwarte serca i pomoc. Myślę, że ta dobra linia zostanie utrzymana, choć niewątpliwie jest jeden problem, jeśli chodzi o odbudowę Ukrainy, a mianowicie: nie mamy tak potężnych firm budowlanych, jakimi dysponują państwa zachodnie.

Z tego względu musimy tworzyć konsorcja, połączenia firm, żeby wystartować w przetargach, i w ten sposób zyskiwać przewagi konkurencyjne. I do tego musimy się dobrze przygotować. Natomiast najważniejsza i tak będzie wola polityczna i uznanie, że Polska jest tym krajem, który w potrzebie najbardziej pomógł Ukrainie. W związku z tym powinniśmy oczekiwać postawy, która pozwoli polskim firmom zaistnieć w procesie odbudowy Ukrainy i w ten sposób – w jakimś sensie – odzyskać pieniądze, jakie Polska wyłożyła na pomoc ukraińskim uchodźcom.

Nie da się jednak budować dobrych relacji, przyszłości bez rozliczenia się
z przeszłością. Cały czas bowiem na polsko-
-ukraińskich relacjach ciążą ukraińskie zbrodnie na Polakach na Wołyniu
i w Małopolsce Wschodniej. Rozumiemy,
że trwa wojna i Ukraina jest w trudnym położeniu, ale czy nie jest to odpowiedni moment, żeby zerwać z banderowską przeszłością, stanąć w prawdzie i rozliczając się z przeszłością, przeprosić Polskę?

– Rzeczywiście ta banderowska ideologia cały czas ciąży
na polsko-ukraińskich relacjach. Jesteśmy tego świadomi
i każdy rzetelny historyk to powie. Oczywiście jest pytanie, w którym momencie należałoby zamknąć ten rozdział
i kiedy Ukraina to zrobi, bo piłka jest po stronie ukraińskiej. Myślę, że we wzajemnych rozmowach
polskich i ukraińskich władz powinno być także miejsce
na historyczne porozumienie i rozliczenie – przeprosiny również za Wołyń. W mojej ocenie to wszystko jest do załatwienia. Powiem więcej: tocząca się wojna jest dobrą okazją do załatwienia tych drażniących spraw. Chyba lepszej okazji, kiedy oba narody łączą się poprzez wsparcie, aby przeciwdziałać barbarzyńcy Władimirowi Putinowi, już nie będzie. Jest zatem okazja, żeby w końcu wyjaśnić wszystkie kwestie, które ciążyły i ciążą na polsko-
-ukraińskich relacjach, również słowo „przepraszam” musi paść ze strony ukraińskiej.             

Polska angażuje się we wsparcie Ukrainy,
a gdzie jest Unia Europejska, gdzie są pieniądze obiecane Ukrainie przez Ursulę von der Leyen, których tylko część została przekazana?

– Komisja Europejska jest w tej chwili bardzo ostrożna, jeśli chodzi o przekazywanie pieniędzy, dlatego że sama ma problemy. Przypomnę tylko, że Unia Europejska,
a szczególnie strefa euro, zaczyna się mierzyć
z ogromnymi problemami gospodarczymi. Prawdopodobnie już na dniach usłyszymy o kolejnym upadku gospodarki greckiej. Tymczasem Unia Europejska wpompowała
w Grecję tylko w ostatnich 12 latach 300 mld euro
i nic to nie dało.

Kryzys w Grecji jest ciągle niezażegnany i jest to prawdziwy dramat, zwłaszcza że Grecja ma w tym momencie najwyższe bezrobocie i najniższe płace w całej Unii. Podobny kryzys, jeśli chodzi o bezrobocie, dotyka Hiszpanię, gdzie 37 proc. młodych Hiszpanów w wieku
od 18 do 24 lat nie ma pracy, również 31 proc. Włochów
i Portugalczyków – w tym samym przedziale wiekowym
– to bezrobotni. Jak widać, całe południe Europy jest pogrążone w ogromnym kryzysie, co więcej – należy się spodziewać kolejnych wzrostów stawek kredytowych,
a to znaczy, że Europejski Bank Centralny (EBC) będzie podwyższał stopy procentowe – tak jak zrobiła to kilka miesięcy temu Rada Polityki Pieniężnej w Polsce.

W tej sytuacji Europa jest w trwodze, co dalej się zadzieje w strefie euro. Tymczasem, co należy podkreślić, Unia Europejska nie ma własnych pieniędzy, ma tyle środków, ile włożą w formie składki państwa członkowskie. Jeśli więc będzie jakakolwiek poważna dedykacja finansowa dla Ukrainy z Unii Europejskiej, to będzie pod warunkiem,
że poszczególne kraje – 27 państw członkowskich – na to się złożą.

Czy jest już o tym mowa?    

– Owszem, na posiedzeniach Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego pobrzmiewa,
że najprawdopodobniej państwa członkowskie będą musiały wziąć pożyczkę i uzyskane w ten sposób środki przekazać Komisji Europejskiej, która przekaże je Ukrainie, pokazując, jaka jest łaskawa. Mówi się o tym,
że ta alokacja ma być w wysokości 9 mld euro – tak przynajmniej było przed wakacjami. W poniedziałek, kiedy wrócę do Brukseli, spróbuję się dowiedzieć, jak w tej chwili wygląda sytuacja, czy coś w tej materii się nie zmieniło.

Tak czy inaczej, sytuacja Unii Europejskiej nie wygląda różowo, bo Unia nie ma własnych pieniędzy, tych środków dzisiaj jej bardzo brakuje. Jak dotąd nie udają się Unii nowe propozycje podatkowe, jak podatek graniczny czy pomysł na podatek cyfryzacyjny od firm, czy podatek od wielkich przedsiębiorstw. Zatem nowe planowane dochody są zagrożone wobec tego, najprawdopodobniej od 2028 roku każdy kraj członkowski będzie miał podwyższoną składkę – wszystko po to, żeby spłacić dług Unii Europejskiej. Przypomnę tylko, że w tej chwili płacimy
do wspólnej unijnej kasy 1,40 proc. dochodu narodowego brutto, a skończy się tym, że będziemy płacić 2 proc.
albo i więcej. Wszystko po to, żeby spłacić wszystkie pożyczki, jakie zaciągnęła Unia Europejska, i będziemy
to robić solidarnie jako państwa członkowskie.      

Nie otrzymując środków w ramach „Krajowego planu odbudowy”?

– Przyznam, że liczymy na to, iż wszystko wypali, jeśli chodzi o wieloletnie ramy finansowe, czyli budżet Unii Europejskiej. Jest też jedna bardzo dobra informacja: europejski komisarz ds. rolnictwa i rozwoju wsi Janusz Wojciechowski 31 sierpnia oficjalnie w imieniu Komisji Europejskiej zaakceptuje polski krajowy Plan Strategiczny dla wspólnej polityki rolnej na lata 2023-2027, co oznacza, że 25 mld euro trafi do polskich rolników. To jest bardzo dobra wiadomość dla wszystkich rolników gospodarujących na wielkich areałach oraz dla małych i średnich gospodarstw.

Wygląda na to, że na razie nie dostaniemy pieniędzy
z „Krajowego planu odbudowy”, bo opozycja nie miałaby paliwa, nie miałaby o czym mówić w kraju, podburzać społeczeństwa przeciwko władzy itd. W Brukseli liczą na to, że Donald Tusk będzie rozrabiał i destabilizował sytuację. Wszystko widzimy jak na dłoni i słyszymy ten przekaz,
że dopóki będzie rządziła Zjednoczona Prawica, dopóty Polska nie otrzyma pieniędzy z „Krajowego planu odbudowy”. Jeśli coś zmieniłoby się w tej materii,
to o czym mówiłby na swoich spotkaniach i na antenach liberalno-lewicowych mediów Donald Tusk. Stąd po prostu na razie tych środków nie otrzymamy.

Donald Tusk swoją misją i postawą pracuje na kolejną posadkę w Brukseli?    

– Jestem przekonany, że po to wrócił do Polski. Zresztą sam powiedział, że przeraża go upiorna myśl o pracy
w polskim parlamencie. Prawdopodobnie bardziej będzie zainteresowany pracą w Brukseli i widać, że robi wszystko, aby tak się stało. Drogą do tego celu jest bałamucenie Polaków, podawanie różnych bzdur bez pokrycia, bez uzasadnienia ekonomicznego.

Widać, że Polska mu ciąży, co już nieraz mówił, Polska zawsze mu ciążyła. Jako szef Rady Europejskiej nic nie załatwił dla swojego kraju, natomiast zanotował wiele porażek, jak chociażby z brexitem. Widać jednak, że razem z Guyem Verhofstadtem nadal chce budować superpaństwo europejskie. I najlepiej, gdybyśmy zrezygnowali z własnej waluty – ze złotówki – i wprowadzili euro, za czym optuje Tusk. Powiem tylko, że gdybyśmy przyjęli w Polsce euro,
to wszystkie rezerwy walutowe, jakie posiadamy – także złoto – przeszłyby pod zarząd Komisji Europejskiej.

        Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki