Triumf ducha
Poniedziałek, 15 sierpnia 2022 (08:15)W 1920 roku Polska modliła się o cud. Niebo odpowiedziało – 15 sierpnia pod Warszawą zatrzymany został marsz bolszewickich hord niosących na swoich bagnetach bezbożną rewolucję i zagładę.
Dokonał się wielki Maryjny cud. Na miarę Lepanto, Wiednia – wspaniałych zwycięstw, które odmieniły bieg historii, a których nie można wytłumaczyć tylko ludzkim działaniem.
Wiktorię w wojnie z wojskami spod czerwonej gwiazdy zawdzięczamy Matce Bożej Łaskawej – Strażniczce Rzeczypospolitej. Sama Maryja niemal pół wieku wcześniej objawiła mistyczce Wandzie Malczewskiej, że w święto Wniebowzięcia dopomoże nam w odparciu odwiecznego wroga. Ten nadprzyrodzony wymiar Cudu nad Wisłą był oczywisty dla nauczycieli naszego Narodu: św. Jana Pawła II, ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, ks. kard. Augusta Hlonda. W 50. rocznicę zwycięstwa nad bolszewikami Prymas Tysiąclecia – świadek wielkiej wiktorii, mówił do Episkopatu Polski: „Wiara każe nam widzieć w wielu zdarzeniach historycznych Narodu interwencję Bożą. Taką interwencję Bożą niewątpliwie widzieliśmy i w roku 1920”.
Cud nad Wisłą to zwycięstwo wiary we wszechmoc Bożą, w siłę modlitwy i w jedność Narodu. To była naprawdę wojna o być albo nie być. Pod Warszawą decydował się los Polski i wszystkiego, co ją stanowi: Kościoła, religii, kultury, tradycji – dziedzictwa cywilizacji chrześcijańskiej.
Czy bylibyśmy dziś Polakami, gdyby zwyciężyli bolszewicy? Jaka skala eksterminacji dotknęłaby Naród – już w sierpniu 1920 roku krwawy kat Dzierżyński nakazał utworzenie obozów koncentracyjnych dla Polaków. W jakim języku mówilibyśmy? Żyjąc w Polskiej Republice Rad, zapewne po rosyjsku.
Wysiłek Narodu
Sto lat temu niszczycielski komunizm został zatrzymany. Dzięki Polsce „błędy Rosji”, przed którymi ostrzegała Matka Boża w Fatimie, nie rozlały się wtedy po całej Europie i świecie.
Jak możliwe było tak wielkie zwycięstwo? Nie miało przecież prawa zaistnieć. Nikt, poza samymi Polakami, nie wierzył, że uda się obronić świeżo odzyskaną niepodległość. Zachód spisał swego sojusznika na straty i nie robił żadnej tragedii z tego faktu. Armia Tuchaczewskiego, która miała rzucić Leninowi pod nogi Warszawę, liczyła prawie pół miliona sołdatów. Mogliśmy im przeciwstawić trzykrotnie mniejsze siły.
A jednak Pan Bóg pobłogosławił wielki wysiłek Narodu. Okazał swą łaskę, przyjmując ofiarę życia ks. Ignacego Skorupki. Wysłuchał żarliwych modlitw Narodu, który zawierzył się swej Królowej i Najświętszemu Sercu Jezusa. Wynagrodził poświęcenie, ofiarność, patriotyzm Polaków spieszących z pomocą wdowim groszem na wsparcie armii. Pan dziejów pobłogosławił nam, bo sternicy nawy państwowej potrafili wznieść się ponad egoizm, niechęci i działać w jedności.
Ponad „duchem czasu”, który zawsze podcina nam skrzydła, zatriumfował szlachetny duch polski, gdy walczymy o sprawy Boże i narodowe. Żołnierze spod Ossowa, Radzymina, Włocławka, Płocka, Zadwórza wiedzieli, że walczą w obronie ładu moralnego i narodowej tożsamości. Chcieli być Polakami, nie obywatelami komunistycznej międzynarodówki. Marzyli, żeby Polska była Polską.
Trudno wyobrazić sobie Polskę bez katolicyzmu, bez Chrystusa, bez krzyża. W tym wyraża się sens naszego trwania wbrew tylu wyrokom śmierci wydanym na Naród przez wrogów polskości i chrześcijaństwa. To jest zadanie zlecone nam przez Boga na „ziemi szczególnie odpowiedzialnego świadectwa”, jak wskazywał św. Jan Paweł II. Chwalebnie wypełnili je obrońcy Polski i Europy w 1920 roku. Przyjąć i dorastać każdego dnia do misji powierzonej Narodowi musi każde kolejne pokolenie.
Małgorzata Rutkowska