Pamięć o Woli
Czwartek, 4 sierpnia 2022 (20:55)Od 5 lipca w Muzeum Powstania Warszawskiego będzie dostępna dla zwiedzających wystawa „Wola 1944: Wymazywanie. Ludobójstwo i sprawa Reinefartha”.
Wernisaż wystawy odbył się w Muzeum Powstania Warszawskiego z udziałem ministra kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotra Glińskiego.
Wystawa jest nową, znacznie rozszerzoną, wersją tej, która była prezentowana w ubiegłym roku. Składają się na nią eksponaty – rzeczy osobiste ofiar, a także świadectwa ocalonych wydobyte zarówno z telewizyjnych archiwów, jak i tworzonych współcześnie kolekcji historii mówionej. Korzystając ze zbioru ponad 100 fotografii, zgromadzonych w aktach śledztwa prowadzonego w sprawie Heinza Reinefartha przez prokuraturę we Flensburgu w latach 1961-1967, wystawa opowiada historię postępowania, które ostatecznie zakończyło się umorzeniem, pozostawiając zbrodniarza na wolności.
Dyrektor Instytutu Pileckiego Magdalena Gawin przypomniała, że Heinz Reinefarth, nazywany katem Warszawy, „nigdy nie miał procesu, miał tylko śledztwa, które się ciągnęły od 1958 r. do roku 1964”. – W wyniku tychże śledztw zgromadzono 39 tomów akt, 59 segregatorów biurowych, 110 segregatorów specjalnych,
2 tys. kart kartotecznych, przesłuchano 1135 świadków, 900 stron załączników, po czym niemiecka prokuratura złożyła wniosek o umorzenie śledztwa. Dzisiaj te materiały dzięki wsparciu ministra kultury i dziedzictwa narodowego znalazły się w Polsce. Śledztwa, zdjęcia nigdy wcześniej niepublikowane i nigdy nieanalizowane, będą służyły nam i kolejnym pokoleniom – podkreśliła.
Oceniła, że Reinefarth jest „symbolem nazistowskich zbrodni, matactw prawniczych powojennych Niemiec oraz jest przede wszystkim symbolem opuszczenia Polaków przez ówczesnych komunistyczny rząd”.
Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, zwrócił uwagę, że mieszkańcy Woli „nie byli tylko zabijani, oni byli też w następnym kroku pozbawiani jakiejkolwiek tożsamości, ślad ich istnienia niknął, bo ich ciała były palone”. – Po wojnie z Woli wywożono tylko prochy – dodał.
– Ta wystawa jest też pamięci tych, którzy tu zginęli bezimiennie, bo mimo to, że Muzeum Powstania Warszawskiego od 15 lat gromadzi dane o cywilnych ofiarach Powstania Warszawskiego – jak szacuje prof. Andrzej Kunert, to tych ofiar było ok. 140 tys. – do tej pory dotarliśmy i zidentyfikowaliśmy, dzięki współpracy z dziesiątkami instytucji, ok. 50 tys. ofiar. Pozostałe 90 tys. pozostaje dalej bezimienne, dlatego że kierowana przez Himmlera instytucja pilnowała, żeby wszystkie podległe służby zacierały wszelkie ślady, żeby pozbawiać tych ludzi nie tylko życia, ale żeby ślad po nich ginął – podkreślił Jan Ołdakowski.
Przygotowanie ekspozycji było możliwe dzięki programowi poszukiwań archiwalnych prowadzonemu przez oddział Instytutu Pileckiego w Berlinie. Badaczom udało się dotrzeć do akt śledztwa w sprawie Reinefartha, przechowywanych w Landesarchiv Schleswig-Holstein.
Ekspozycja została podzielona na dwie części. Pierwsza z nich dotyczy samej rzezi Woli. To właśnie ta część została mocno rozszerzona – dodano liczne relacje, a także eksponaty ze zbiorów Muzeum, tak aby ta ludobójcza zbrodnia mocno wybrzmiała w ramach tej ekspozycji.
Z kolei drugą część stanowią materiały, do których dotarł Instytut Pileckiego. Są to materiały ze śledztwa prowadzonego w latach 1961-1967 w sprawie Reinefartha. Szczególną wartość ma kolekcja ponad 30 oryginalnych fotografii, które Hanns von Krannhals – niemiecki historyk Powstania Warszawskiego – wykonał w miejscach masowych egzekucji na Woli podczas wizji lokalnej
w 1962 r. Niektóre z nich zawierają odręczne szkice, przedstawiające przebieg wydarzeń z sierpnia 1944 r.: usytuowanie stanowisk karabinów maszynowych i miejsca gromadzenia ciał ofiar, a także nieistniejące już w latach sześćdziesiątych elementy topografii miasta.
Narrację wystawy uzupełniają doniesienia i komentarze prasowe z lat 50. i 60., które ilustrują reakcje opinii publicznej na sprawę Reinefartha zarówno w komunistycznej Polsce, jak i w Niemczech zachodnich.
Wszystkie te materiały układają się w retrospektywną opowieść o dramatycznych losach mieszkańców Woli. Odsłaniają również kulisy działania powojennego niemieckiego wymiaru sprawiedliwości, który okazał się w tym wypadku nieskuteczny.
AB, PAP