Czerwoni kolaboranci
Piątek, 22 lipca 2022 (21:15)Przez wiele lat dzień 22 lipca stanowił jedną z najważniejszych dat w panteonie świąt Polski „ludowej”. Całe społeczeństwo było zmuszane do uczestnictwa w zakrojonych na szeroką skalę obchodach kolejnych rocznic ogłoszenia manifestu PKWN. W narracji propagandowej PRL wydarzenie to było przełomem, od którego liczono okres panowania władzy komunistycznej.
Ustrój komunistyczny to system zbudowany na kłamstwie i zasada ta odnosi się także do PKWN. Data 22 lipca, jako dzień powstania PKWN w 1944 r. i ogłoszenia manifestu, była fałszywa. PKWN bowiem powstał wcześniej – 21 lipca w Moskwie. Podobnie manifest ogłoszono nie w Chełmie, ale wieczorem 22 lipca w moskiewskim radiu. W Moskwie także wydrukowano pierwsze dwa tysiące plakatów z treścią manifestu. Dopiero 23 lipca ukazał się drukiem w pierwszym numerze gazety „Rzeczpospolita” – organie PKWN, wydrukowanym w drukarni polowej 1. Armii „ludowego WP”.
Na czele 15-osobowego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego stanął Edward Osóbka-Morawski, jego zastępcami byli Wanda Wasilewska i Andrzej Witos (młodszy brat Wincentego Witosa). Resort obrony narodowej objął gen. Michał Żymierski, współpracujący z NKWD już od 1932 r., a najważniejszy pion – bezpieczeństwa publicznego – przejął Stanisław Radkiewicz. Sami członkowie PKWN odlecieli z Moskwy do Chełma dopiero 27 lipca. Tymczasem już 24 lipca Rząd RP zaprotestował wobec aliantów, ujawniając taktykę Stalina. Była ona w gruncie rzeczy sowiecką manipulacją, skierowaną nie tylko wobec Polaków, lecz także wobec zachodnich sojuszników.
Stalin, by otwarcie dokonać w Polsce zamachu stanu, wykorzystał precedens Wolnych Francuzów gen. Charles’a de Gaulle’a, którzy powołali w 1943 r. Francuski Komitet Wyzwolenia Narodowego (Comité français de libération nationale, CFLN), uznany przez aliantów za reprezentację narodu francuskiego, mimo że był to twór samozwańczy. Nie miało dla Sowietów żadnego znaczenia, że francuski legalny rząd na czele państwa Vichy stał de facto po stronie niemieckiej, gdy tymczasem polski rząd rezydował w Londynie, wspierając wysiłek zbrojny aliantów. Sowieci, zarówno w 1939 r. – jako sojusznicy Hitlera, jak i w 1944 r. – już w obozie aliantów, nie zmienili stosunku do Polski, określając jej rząd i władze jako „faszystowskie”.
Po raz pierwszy oficjalne sowieckie oskarżenie o kolaborację z III Rzeszą pod adresem polskiego rządu na uchodźstwie oraz struktur Polskiego Państwa Podziemnego padło przy okazji odkrycia przez Niemców mogił w Katyniu. 19 kwietnia 1943 r. w gazecie „Prawda”, stanowiącej oficjalny prasowy organ WKP(b), napisano o „polskich współpracownikach Hitlera”, a w nocie wręczonej przez rząd sowiecki polskiemu ambasadorowi w Moskwie nocą z 25 na 26 kwietnia 1943 r. znalazło się oskarżenie, że „między wrogiem sprzymierzonych – Hitlerem – a Rządem Polskim istnieje kontakt i zmowa”. Nieco później, w maju 1943 r., Stalin w liście do Winstona Churchilla określił otoczenie rządu polskiego mianem „prohitlerowskich krzykaczy”.
Jednak PKWN w niczym nie przypominał Komitetu Wolnych Francuzów, stanowił jedynie marionetkowe ogniwo władzy wasalnego wobec Moskwy reżimu – jak to ujął prof. Paweł Wieczorkiewicz: „Miał być czasowym jedynie decorum, maskującym działania i zamierzenia Sowietów przed zachodnią opinią publiczną”. Był też jednym z narzędzi służących do zniszczenia ujawnionych struktur Delegatury Rządu oraz Armii Krajowej i odebrania Polakom suwerenności. Fasadowość PKWN objawiała się odwoływaniem się do narzędzi charakterystycznych dla porządku demokratycznego oraz tworzeniem pozorów niepodległości i praworządności. Posługiwano się także nośnymi w owym czasie hasłami „ludowymi”, unikając demagogii komunistycznej, Polakom zbytnio kojarzącej się z „bolszewicką zarazą” i kołchozami. Mimo to mało kto uznawał ten stworzony z rozkazu Stalina twór polityczny za prawomocny, a jego całkowita dyspozycyjność wobec Moskwy nie była dla nikogo tajemnicą.
Oczywiście PKWN swoje działania mógł prowadzić tylko pod ochronnym parasolem Armii Czerwonej. Należy zaznaczyć, że status prawny pobytu Armii Czerwonej na ziemiach polskich, z punktu widzenia Polaków, był niejasny, gdyż oficjalne stosunki dyplomatyczne pomiędzy Polską a ZSRS nie istniały od czasu zerwania ich przez Stalina w kwietniu 1943 r. Aby ten problem „rozwiązać”, już 26 lipca 1944 r. PKWN oddał pełnię jurysdykcji na ziemiach Polski (czyli w rozumieniu komunistów leżących za zachód od tzw. linii Curzona) w ręce sowieckie. Krótko mówiąc, utworzony przez Sowietów quasi-rząd oddał w ręce sowieckie prawo do sądzenia i skazywania obywateli RP. W efekcie m.in. kilkanaście tysięcy żołnierzy polskiego podziemia zostało wywiezionych do łagrów w Związku Sowieckim, nie licząc setek pomordowanych i uwięzionych.
Dzień później, 27 lipca, PKWN oddał w ręce ZSRS Kresy RP, podpisując układ o „polsko-radzieckiej granicy”, współuczestnicząc w zniszczeniu polskości na wschodzie i w wysiedleniu setek tysięcy Polaków z ich rdzennych ziem.
Aby nadać represjom prawny charakter, PKWN ogłosił serię dekretów mających zasadniczy wpływ na panującą sytuację i nastroje społeczne. Podobnie jak wcześniej, były to działania nielegalne, lecz nie miało to dla komunistów znaczenia. Stosowano politykę faktów dokonanych, wszelki opór łamiąc siłą.
Jednym z najbardziej znanych dekretów PKWN, który przyczynił się do stłamszenia oporu Polaków, był dekret z 31 sierpnia 1944 r. „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego”, czyli tzw. dekret sierpniowy. Formalnie skierowany przeciwko zbrodniarzom niemieckim, używany był do skazywania na podstawie fałszywych oskarżeń żołnierzy polskiego podziemia (np. gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”).
Innym z wydanych przez PKWN zarządzeń był dekret z 15 sierpnia 1944 r. o częściowej mobilizacji i rejestracji ludności do służby wojskowej. Była to próba wysłania polskiego rekruta na linię frontu, by walczył pod rozkazami Sowietów. Spotkała się ona ze skuteczną kontrakcją propagandową ze strony AK, połączoną z działaniami utrudniającymi, jak np. rekwirowanie ksiąg parafialnych w celu uniemożliwienia rejestracji ludności. Generalnie mobilizacja ta zakończyła się fiaskiem. Efekty mobilizacji ukazuje meldunek AK z września 1944 r. z powiatu mieleckiego: „Za czas od 27 IX do 29 IX zgłosiło się w sumie 5 ludzi, w tym 2 kaleki”. Odpowiedzią komunistów była fala represji wobec osób niepodporządkowujących się ich nakazom.
PKWN wraz z NKWD organizował również terenowe szczeble rodzimego aparatu represji. Przykładowo we wrześniu 1944 r. w Rzeszowie – wówczas powiatowym mieście województwa lwowskiego – powstał Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, równolegle przystąpiono do organizacji jego niższych szczebli w innych powiatach. Ubecy swoich kolaborantów i agentów starali się umieszczać w każdej instytucji. W jednym z meldunków AK z jesieni 1944 r. czytamy: „Na terenie Obwodu [AK Jarosław] ma objąć w charakterze leśniczego służbę wysłannik Rządu Lubelskiego [PKWN – MS], którego zadaniem będzie śledzenie nastrojów społeczeństwa i działalności AK. Dowódcy placówek w razie pojawienia się na podległym sobie terenie jakiegoś nowego leśniczego, mają niezwłocznie zameldować o tym K.O [Komendzie Obwodu], podając nazwisko i bliższe dane”.
16 października 1944 r. do Rzeszowa przybył liczący 1100 żołnierzy 104. oddział z nowo sformowanej 64. Zbiorczej Dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD, której głównym zadaniem było zwalczanie oddziałów AK i innych podziemnych formacji zbrojnych. Licząca około 10 tysięcy żołnierzy dywizja sformowana została na mocy rozkazu Ławrientija Berii z 13 października 1944 r. Jej dowództwo mieściło się w Lublinie. Tylko w ciągu pierwszego tygodnia działań żołnierze dywizji zatrzymali 740 osób, w tym 143 żołnierzy AK. Według sowieckich dokumentów w okresie 1945-1946 na terenie Polski żołnierze dywizji zabili 1475 „bandytów” i 872 „żołnierzy i oficerów przeciwnika”, aresztowali 47 329 osób, w tym 3570 „bandytów z AK i UPA”. Zdobyli 7052 sztuki broni. Straty dywizji wyniosły 177 zabitych i 133 rannych. To są właśnie prawdziwe korzenie władzy komunistycznej w Polsce.
Dla PKWN istniało jedno poważne zagrożenie – było nią zwycięstwo powstańców warszawskich. Gdyby Warszawa została opanowana przez AK, byt lubelskiego quasi-rządu byłby skończony. Jeszcze w czasie trwania powstania prasa PKWN pisała propagandowe kalumnie: „Tragiczna karta warszawska to przedśmiertny akt sanacji, pragnącej wrócić do władzy za cenę bohaterstwa ludzi, których w błąd wprowadzono. Dowództwo AK, złożone z bankrutów sanacyjnych, pchnęło ludność przeciwko tankom i ciężkiej artylerii, przeciwko lotnictwu i oddziałom SS. Ta haniebna karta sanacji, maskującej się za plecami grupki tak zwanego Dowództwa AK, staje się jasna dla wszystkich uczciwych oficerów i żołnierzy tej organizacji”.
By poprawić swój wizerunek, 18 sierpnia 1944 r. PKWN powołał w Lublinie Komitet Niesienia Pomocy dla Warszawy, którego celem było stworzenie dla celów propagandowych wrażenia organizowania przez komunistów pomocy powstańcom, a przy okazji pozyskanie środków materialnych od społeczeństwa. 29 sierpnia 1944 r. w powstańczym piśmie „Barykada” w następujący sposób komentowano sprawę Komitetu Niesienia Pomocy dla Warszawy: „[…] Komitet Patriotów [ZPP] przesłał Polakom do wiadomości, że pod protektoratem Komitetu Wyzwolenia Narodowego [PKWN] w dniu 18 sierpnia, a więc po 18 dniach powstania, powstał w Lublinie Komitet Niesienia Pomocy Warszawie, który (cytujemy dosłownie) rozpoczyna swoją pracę natychmiast. Dziś mamy 28 sierpnia, a nie otrzymaliśmy z Lublina żadnej pomocy”.
Próbując zjednać sobie szerokie warstwy społeczne, a zarazem podciąć byt egzystencjalny ziemiaństwa i podziemia, 6 września 1944 r. PKWN wydał kolejny dekret – „o przeprowadzeniu reformy rolnej”. Przez okres PRL przedstawiano to jako wielki sukces komunistów i dobrodziejstwo dla chłopów (warto zaznaczyć, że z przejętych wówczas przez państwo blisko 20 tysięcy dworów i pałaców zniszczeniu uległo niemal 80 procent). Mimo to jesienią 1944 r. nastroje społeczeństwa stale się pogarszały. Przykładowo 15 października 1944 r. szef kontrwywiadu w mieleckim obwodzie AK Władysław Uzar, ps. Rewicz, meldował: „Zaciekawienie ludzi co do ustroju sowieckiego, jakie było na początku, obecnie znikło. Jeśli ktoś miał jakieś nadzieje co do wartości ustroju sowieckiego, to obecnie mit o raju chłopów i robotników w ZSRS prysnął zupełnie. Ludność, zwłaszcza wiejska, wykazuje wielkie zniechęcenie i brak wiary do Sowietów, a przyczyniły się do tego grabieże żołnierzy Czerwonej Armii, dokonywane gwałty na kobietach, a przede wszystkim wysokie cyfry kontyngentów zbożowych, przewyższające nawet cyfry kontyngentu zabranego przez Niemców w roku 1943/44”.
Stan taki był wynikiem innych dekretów PKWN, które w PRL nie były już tak chętnie przypominane, tj. dekretu z 18 sierpnia 1944 r. o wojennych świadczeniach rzeczowych – obowiązkowych dostawach zbóż i ziemniaków dla państwa, oraz dekretu z 22 sierpnia 1944 r. o wojennych świadczeniach rzeczowych – obowiązkowych dostawach mięsa, mleka i siana dla państwa. Oficjalnie dostawy zbóż miały być zmniejszone o jedną czwartą, a ziemniaków o jedną trzecią w stosunku do kontyngentów niemieckich z 1943/1944 r., lecz działacze komunistyczni, ochraniani przez czerwonoarmistów, bezwzględnie ściągali kontyngent. W efekcie ilość zebranych dostaw we wspomnianym powiecie mieleckim przekroczyła o blisko 50 procent wyznaczone normy. Nad regionem zawisło widmo głodu.
Nie lepiej było na innych terenach południowej Polski, np. 3 października 1944 r. komendant Obwodu AK Jarosław apelował i nakazywał: „W związku ze stale pogarszającą się sytuacją żywnościową, mając na uwadze dużą ilość członków AK, którzy zmuszeni są ukrywać się, oraz dużą ilość rodzin po aresztowanych, które zostały pozbawione wszelkich środków do życia, apeluję do dowódców placówek, by w miarę możliwości dostarczali wszelkiego rodzaju tłuszcze, mąkę, kartofle itd. na składnicę meldunkową Obwodu. Produkty te będą kwitowane w prasie, względnie o ile będzie to konieczne, zapłacę ceny paskowe.
Polecam dowódcom placówek dołożyć wszelkich starań w zdobyciu produktów, by zapobiec widmu klęski głodowej, na jakie są narażone rodziny, po ich zmarłych, poległych lub aresztowanych kolegach. W razie niemożności dostarczenia produktów, należy w jak najkrótszym terminie złożyć meldunek negatywny”.
Komuniści zatem pragnęli zagłodzić „wrogów ludu”, ale swoją politykę uzasadniali koniecznością wyżywienia „ludowego wojska polskiego” i „sojuszniczej” Armii Czerwonej. Tyle że obowiązkowe kontyngenty zostały zniesione ostatecznie w… 1971 r.
8 listopada 1944 r. w jednym z „Biuletynów Informacyjnych AK” ukazał się tekst podsumowujący rolę PKWN i wojska Berlinga: „PKWN i ’Wojsko Polskie’ – ślepe narzędzia obcej polityki – dopuszczają się na własnych braciach najstraszliwszych zbrodni. Zapełniają się więzienia najlepszymi synami Ojczyzny; ściany cel zabryzguje krew tych, którzy zrządzeniem losu uniknęli śmierci z rąk hitlerowskich. Przewiało nad Polskę grozę. Zrozumieliśmy, jak okrutnym szyderstwem tchną zapewnienia PKWN o demokracji, swobodzie, wyzwoleniu chłopa spod ucisku pana, gdy właśnie synów chłopskich rozstrzeliwują skutych w celach. Kogo ma uszczęśliwić reforma rolna, skoro wygubi się najlepszych Polaków. Znacie nazwiska ofiar. Byliśmy z nich dumni. Ich bezkompromisowe oddanie się sprawie wolności służyło nam za przykład do naśladowania.
Straszna zbrodnia przejęła społeczeństwo polskie najgłębszym oburzeniem i wstrętem, wprost nie do wiary, by mogli dokonać jej ludzie w mundurach polskich żołnierzy. Widocznie zatracili już w sobie resztki człowieczeństwa”.
Sowiecki zamach stanu z 1944 r. niestety okazał się skuteczny. Zdrada, jakiej dopuścili się działacze PKWN, podobnie jak inne zbrodnie komunistyczne, nie została rozliczona ani osądzona. Pozostaje nam jedynie – w kolejną rocznicę fałszywego komunistycznego święta 22 lipca – przypomnieć o haniebnej roli, jaką ten kolaboracyjny twór odegrał w historii Polski.
Dr MirosławSurdej, IPN Rzeszów