Dziś w „Naszym Dzienniku”
Rosja gra energią i surowcami
Środa, 20 lipca 2022 (02:01)ROZMOWA z Kazimierzem Grajcarkiem, byłym przewodniczącym Krajowego Sekretariatu Górnictwa
i Energetyki NSZZ „Solidarność”
Gazprom poinformował, że nie może zagwarantować wznowienia dostaw gazu rurociągiem Nord Stream 1. To straszenie czy zapowiedź podjęcia realnych działań?
– To jest dowód na to, że sankcje, które Unia Europejska nakłada na Rosję, są skuteczne, w najgorszym wypadku uciążliwe dla Moskwy. Nie jest też tajemnicą to, że Zachód wysyła na Ukrainę olbrzymie ilości środków i sprzętu wojskowego. Bez tego wsparcia Ukraińcy nie wytrzymaliby tak długo. Rosja wie, że nie ma najmniejszych szans
w otwartej, militarnej konfrontacji z Zachodem. Musi więc sięgać po broń, która również będzie skuteczna, ale nie posłuży za casus belli. Presja energetyczna może pomóc Rosjanom wymknąć się z potrzasku. Już widać tego efekty, jak m.in. oddanie przez Kanadę turbiny do gazociągu Nord Stream 1 lub też zgoda Komisji Europejskiej na transport rosyjskich towarów do Królewca. Moskwa nie ma już nic
do stracenia. Uważam, że zakręcenie kurka z gazem – możliwe, że już teraz – jest sprawą pewną. To nie jest tylko straszenie.
Konserwacja Nord Stream 1 ma się zakończyć w czwartek. Tego dnia wejdziemy w nową fazę kryzysu energetycznego?
– Tak, już w czwartek może rozpocząć się nowa faza starcia Rosji z Zachodem. Okaże się jednak, w którą stronę wszystko pójdzie – czy czeka nas pogłębienie kryzysu gospodarczego, czy też obie strony dadzą sobie czas na negocjacje i gaz popłynie gazociągiem. Mnie niepokoją zapowiedzi prominentnych polityków unijnych, że konieczne jest stworzenie ram politycznych i prawnych do tego, żeby kraje posiadające gaz musiały dzielić się nim
z innymi. To może być problem dla naszej gospodarki,
ale też i wielu rodzin. Do polskiej polityki energetycznej
i klimatycznej można – a nawet trzeba – mieć duże zastrzeżenia, jednak – jak się okazuje – to, że potrafiliśmy zawczasu pomyśleć o uniezależnieniu się od dostaw rosyjskiego gazu, to jest to poważny atut naszego kraju. Gazociąg z Norwegii czy gazoport w Świnoujściu znacznie wzmacniają nasze bezpieczeństwo.
Zimą zabraknie w Polsce węgla?
– To może być poważny problem. Z jednej strony fakty są takie, że zapotrzebowanie na węgiel jest dużo wyższe niż dzisiejsze możliwości naszych kopalń, ale z drugiej strony mocno wierzę w górników i wiem, że świadomość ciążącej na nich odpowiedzialności jest ogromna. Żeby tylko politycy im nie przeszkadzali, to mogą oni zaangażować się jeszcze bardziej w wydobycie węgla. Jestem tego pewny, że oni zrobią wszystko, aby węgla w Polsce nie zabrakło i żeby nikt nie martwił się o to, czy będzie miał czym palić. Największym problemem w tej sytuacji są politycy.
Dlaczego?
– Wojna Ukrainy z Rosją została wznowiona 24 lutego, a od tego czasu rząd nic nie zrobił – albo zrobił niewiele – aby zwiększyć wydobycie. Informacje o możliwej wojnie pojawiały się już na jesieni 2021 r. Wielce prawdopodobne było to, że Unia nie będzie mogła rosyjskiej agresji zostawić bez odpowiedzi. Już wtedy rząd Mateusza Morawieckiego powinien pomyśleć o tym, żeby dodatkowo zabezpieczyć się energetycznie. Przecież dla rządu nie jest to zaskoczeniem, że Rosja gra energią i surowcami. Latem 2021 r. zaczęły się problemy na rynku gazu. Trzeba było już wtedy zacząć działać.
Tylko co można było zrobić?
– Zatroszczyć się o własne wydobycie. Te kilka miesięcy
od wybuchu wojny to jest naprawdę niewiele czasu dla sektora wydobywczego i energetyki. Ale na początku
2022 r. wystarczyło wysłać sygnał do kopalni, żeby zagwarantować odpowiednie środki, i wiele z nich zwiększyłoby wydobycie. Tymczasem w grudniu 2021 r., gdy kryzys energetyczny już trwał, a i wiadomo było,
że Władimir Putin zagra gazem, parlament przyjął ustawę o wygaszaniu kopalni. I zastanawia mnie to, że są środki na likwidację polskich kopalni, a nie ma pieniędzy, gdy stoimy pod ścianą i górnicy muszą ratować energetykę
i ciepłownictwo. To jest wyjątkowo dziwna polityka.
Rząd zdecydował się, że uratuje sytuację importem węgla.
– I jest to bardzo dobry ruch, bo węgiel potrzebny jest nam tu i teraz, a zwiększenie wydobycia musi potrwać.
Ale nie jest to rozwiązanie na dłuższą metę. Importowany węgiel będzie droższy niż wydobywany przez polskich górników. Przy tym zamykamy własne kopalnie, a więc nie będziemy mogli zarobić dodatkowych pieniędzy na sprzedaży węgla innym. To jest polityka, która przynosi same straty.
Ceny węgla poszły w górę, a rząd proponuje jednorazowy dodatek węglowy w wysokości 3 tys. zł. Jak ocenia Pan ten pomysł?
– Nie budzi to we mnie entuzjazmu. Wszelkiego rodzaju dopłaty to jest półśrodek. Ponadto mamy do czynienia
z wysoką inflacją, a to jest dodatkowe rzucenie pieniędzy na rynek. Z jednej strony podnosi się stopy procentowe,
a z drugiej oferuje się społeczeństwu kolejne pieniądze. Oczywiście, również uważam, że społeczeństwu w tych trudnych chwilach należy się pomoc. Pomóc ludziom, a nie dotować handlarzy węglem.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym