Zamach na suwerenność
Niedziela, 17 lipca 2022 (17:41)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Ostatnio prezes Kaczyński, odnosząc się do nieustających ataków Unii Europejskiej na Polskę i kolejnych stawianych na warunków, powiedział „Dosyć!”. Może więc czas, aby nie oglądając się na Unię, po prostu robić swoje. Czy dochodzimy do ściany w relacjach z Brukselą?
– Polska wykazała maksimum dobrej woli. Realizujemy umowy, zgodnie z wytycznymi zlikwidowana została Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, ale lista żądań i wymagań cały czas się aktualizuje i wydłuża. Chyba więc czas najwyższy się obudzić, tym bardziej że ostatni coroczny raport Komisji Europejskiej o przestrzeganiu praworządności paradoksalnie na podium stawia wszystkich, tylko nie Polskę, która znalazła się na końcu tego rankingu, natomiast liderami – obok Niemiec – są Włochy, Grecja czy Belgia. Stąd twarda odpowiedź i sygnał polityczny ze strony prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że dalej ustępować się nie da.
Jak ten raport Komisji Europejskiej ma się do jeszcze niedawnych stwierdzeń Ursuli von der Leyen, że Polska wypełnia wymagania unijne?
– Raport Komisji Europejskiej pokazuje jakąś inną rzeczywistość. Z jednej strony Unia nie ma do nas zarzutów, a z drugiej strony jesteśmy brutalnie przeczołgiwani przez urzędników unijnych, jak komisarz Věra Jourová czy Frans Timmermans; eskalowane są kolejne żądania, a wszystko po to, by nie przyznać wypłaty środków w ramach „Funduszu odbudowy” albo w znaczący sposób to nam utrudnić czy ograniczyć. Ursula von der Leyen – wszystko na to wskazuje – prowadzi podwójną grę, bo z jednej strony mówi o realizacji „kamieni milowych”, a kiedy ze strony liberalnych i lewicowych sił politycznych w europarlamencie jest za to atakowana i grozi jej nawet odwołanie z funkcji szefowej Komisji Europejskiej, ulega tej presji i mówi zupełnie co innego w sprawie Polski. Taka negatywna postawa wobec Polski powoduje, że „Fundusz odbudowy”, który ma być wsparciem w czasie wychodzenia z kryzysu covidowego, de facto staje się funduszem represji wobec Polski i – wszystko na to wskazuje – nie ma prawa być zrealizowany. Wychodzi na to, że wszyscy mogą z niego korzystać, tylko nie Polska.
Może powinniśmy podziękować za te środki i wycofać się z żyrowania?
– Przypomnę tylko, że „Fundusz odbudowy” powstał decyzją wszystkich członków Unii Europejskiej, którzy poręczają kredyt, jaki Unia zaciąga. Jednak jeśli staje się on pręgieżem, to nie ma sensu w tym tkwić, dlatego trzeba zacząć wyraźnie artykułować nasze oczekiwania. Żeby było jasne, to nie Polska się wyklucza z „Funduszu odbudowy”, ale to Komisja Europejska podjęła za nas taką decyzję. My byliśmy i jesteśmy solidarni i pokazujemy naszą wrażliwość chociażby w kwestii pomocy uchodźcom wojennym z Ukrainy, a Bruksela stoi z boku, nie kwapiąc się, żeby nas w tej kwestii wspomóc finansowo. Tak czy inaczej wychodzi na to, że Polska pieniędzy z „Funduszu odbudowy” nie otrzyma, żeby nie wiem jak była uległa wobec Unii, która nas tylko mami, wysuwa coraz to bardziej absurdalne żądania. Czas najwyższy, żeby Bruksela zaczęła nas traktować w poważny sposób.
Opozycja już grzmi, że Polska, stawiając się Unii, dąży do polexitu.
– Artykułowanie swojego stanowiska, troska o interesy państwa polskiego i jasne postawienie, że mamy w tej sprawie inne zdanie niż Komisja Europejska, absolutnie nie oznacza polexitu, ale wprost przeciwnie: pokazuje naszą dojrzałość, że na pewne sprawy się nie godzimy. Dla Platformy i jej liderów z Donaldem Tuskiem na czele jest to oczywiście okazja do ataku na polski rząd. Tusk, który służył i służy niemieckim interesom, oczywiście uważa, że każdy, kto ma inne zdanie niż Komisja Europejska, jest nie tylko eurosceptykiem, ale jest też antyunijny i dąży do polexitu. Tymczasem działania Komisji Europejskiej są coraz bardziej wyrachowane. Dowodem jest wszczęty drugi etap procedury naruszeniowej przeciwko Polsce dotyczący orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego odnośnie do prymatu Konstytucji RP nad prawem unijnym, co oczywiście nie podoba się Komisji Europejskiej. Co ciekawe, w podobnej sprawie przeciwko niemieckiemu Trybunałowi Konstytucyjnemu Komisja Europejska zrezygnowała z postępowania. To tylko pokazuje obłudę elit brukselskich.
W sukurs totalnej opozycji i Brukseli przychodzą liberalne media, które atakują polskie organy konstytucyjne.
– Dokładnie tak się dzieje. W tzw. wolnych mediach terminem powszechnym staje się określenie pseudosędzia, sędziowie dublerzy, neo-KRS, pseudo-Trybunał Konstytucyjny, nielegalny prezes Glapiński. Tylko czekać, aż zaczną podważać suwerenność Polski. Najdziwniejsze jest to, że tzw. wolne media czy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie protestowały, kiedy posłowie z Platformy, PSL-u i Lewicy złamali zasadę, dokonali skoku na Trybunał Konstytucyjny i w 2015 roku, mając świadomość, że ich rządy dobiegają końca, wybrali na zapas trzech nadliczbowych sędziów, których nie mieli prawa wybrać, bo mógł to zrobić tylko Sejm IX kadencji.
Prezydent Andrzej Duda słusznie nie przyjął od nich przysięgi, a więc nie byli oni sędziami. Przypomnę też, że po swoim wyborze prezydent Duda apelował do opozycji, aby przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi nie dokonywała zmian i nie łamała prawa. I to jest źródło całej choroby i manipulacji, jaką się wciąż posługuje Platforma. Tymczasem trzeba ludziom to przypominać, bo często nie mają oni pojęcia o całej tej sprawie, jej kulisach. Dziś mało kto pamięta, że sam prof. Rzepliński – ówczesny prezes Trybunału Konstytucyjnego – chodził po Sejmie i pomagał opozycji, a z ust polityków Platformy wybrzmiewało, że mamy swój Trybunał i swojego prezesa. Gdzie wtedy była praworządność, której dzisiaj Platforma i Komisja Europejska bronią jak niepodległości, atakując obecny polski rząd?
Cel był wtedy jasny: żeby PiS, wygrywając wybory, nie mogło przeprowadzać skutecznie reform, które byłyby blokowane w Trybunale Konstytucyjnym. Zresztą podobna historia dotyczyła Sądu Najwyższego?
– W mojej ocenie sprawa jest jeszcze głębsza. Mianowicie za pierwszych rządów PiS-u w latach 2007-2008 nastąpiło uwolnienie zawodów prawniczych, które wcześniej były zamknięte i właściwie niedostępne dla ludzi spoza środowiska. Były to działania w kierunku otwarcia zawodu sędziowskiego, ale to nie spodobało się nadzwyczajnej sędziowskiej kaście, która poczuła się zagrożona. Nie mogli przeboleć, że do Krajowej Rady Sądownictwa może kandydować ktoś wbrew woli środowiska – bo musiał być „nasz”. Doszło do tego, że dzisiaj sędzia podważa status innego sędziego i chce decydować, kto jest, a kto nie jest sędzią.
Dochodzimy tu do absurdu, do momentu, gdzie właściwie wszystko można podważyć. Co więcej, bardzo duża grupa spośród sędziów oponentów została wybrana jeszcze za czasów PRL, której rządy były – jak wiemy – „superpraworządne”. Przecież to jakaś kpina. W Niemczech sędziów z rodowodem komunistycznym zdegradowano, tylko nie w Polsce. Czas najwyższy to zrobić, bo PRL to był system komunistyczny, z góry nam narzucony, i nie miał nic wspólnego z wolnością.
Widzimy więc wybiórczość i to, że tu chodzi nie o sądy, o ludzi, ale o to, żeby do władzy w Polsce powróciła ekipa uległa wobec woli Berlina i Brukseli. Swoją drogą, gdzie w Sądzie Najwyższym byli obrońcy praworządności, którzy nie wykonywali wyroków Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu w sprawie frankowiczów. Oni tego nie widzieli, bo to było w interesie banków. Najwięcej krzyczą dzisiaj ci, którzy wyroków konsumenckich nie chcieli wykonywać.
Ustąpiliśmy w jednej czy drugiej kwestii, ale to ciągle za mało i Komisja Europejska wysuwa żądania kolejnych ustępstw. Może więc nie o żadną praworządność tu chodzi, tylko o obalenie tego rządu?
– Jeśli Komisja Europejska mówi, że Trybunał Konstytucyjny nie ma prawa ogłaszać swoich wyroków, że nie można łączyć funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, to oznacza to, że możemy po kolei zakwestionować wszystko. I Bruksela dokładnie zaczyna to robić w odniesieniu do Polski. To dyskryminacja Polski. To samo dotyczy kwestii ideologicznych czy moralności, w tym zdegradowania instytucji rodziny i małżeństwa, które w Konstytucji RP widnieje jako związek kobiety i mężczyzny. I pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy ta ingerencja w nasze wewnętrzne sprawy będzie sięgała jeszcze głębiej.
Tymczasem to nam zarzuca się, że broniąc zasad etyczno-
-moralnych, łamiemy praworządność. Droga, jaką idzie Unia, zmierza do kwestionowania wszystkiego. Dzisiaj mamy zamach nie tylko na polski rząd, ale w ogóle na suwerenność państwa polskiego. W związku z tym ustąpienie lewackim, unijnym ideologom będzie końcem Polski. Wszyscy musimy mieć tego świadomość. Jak wspomniałem wcześniej – w ramach solidarności nie widać pomocy unijnej dla Polski, która przyjęła kilka milionów uchodźców wojennych z Ukrainy, ponadto państwo to wciąż nie otrzymuje od Unii pomocy humanitarnej, a powoli zbliżają się jesień i zima. Zamiast tego Unia woli atakować Polskę, która obok Amerykanów i Brytyjczyków wspiera Ukrainę. Pozostałe państwa – te wiodące w Unii – czekają na rozwój wydarzeń i powrót do interesów z Moskwą. To pokazuje, że solidarność unijna jest tylko na papierze.
Ale idea tworzenia superpaństwa europejskiego jest wciąż jak najbardziej realna?
– Komisja Europejska wraz z europarlamentem poprzez decyzje urzędnicze, łamiąc traktaty, chce stworzyć kompletnie nieprzystająca do rzeczywistości efemerydę. To będzie bękart, który ma za nic idee Europy ojczyzn i wolnych narodów, który od początku do końca będzie się opierał na kłamstwie i łamaniu prawa. Myślę, że ojcowie założyciele Unii Europejskiej przewracają się w grobach, widząc, co na salonach europejskich wyczynia się z tym pięknym projektem. Cała idea Unii Europejskiej jest dzisiaj degradowana przez unijnych urzędników, a nierozważni politycy totalnej opozycji, popierając te działania, pokazują swoją niedojrzałość. Tacy ludzie nigdy nie powinni pełnić funkcji publicznych. Ich niedojrzałość było widać przy okazji konfliktu na polsko-białoruskiej granicy i przy wielu innych wydarzeniach. Przypomnę, że przed rozbiorami Polski szlachta, która zdradziła Polskę, też wskazywała nam, co możemy, a czego nie, i de facto stała po stronie wrogów Polski.