Dziś w „Naszym Dzienniku”
Siły zła zostały uruchomione
Sobota, 9 lipca 2022 (16:44)Z prof. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury i Podstaw Retoryki KUL, rozmawia Urszula Wróbel
Środowiska aborcyjne prześcigają się
w kolportowaniu manipulacji po to, aby zalegalizować zabijanie dzieci. Prawda nie ma dla nich żadnego znaczenia. Ostatni haniebny przykład powielania fałszywych treści to przywołanie historii kobiety
z Salwadoru, która rzekomo za to,
że poroniła, została skazana na 50 lat więzienia. Kłamstwa te kolportuje poseł Lewicy Wanda Nowicka. W rzeczywistości kobieta brutalnie zamordowała swoje dziecko, zadając mu kilka ciosów nożem.
– Takie metody znane są już od wielu lat. Manipulacje wykorzystuje się do tego, aby zohydzić niezgadzających się na aborcję. Prawda jest taka, że kobieta nie została skazana za poronienie, bo to absurd, ale za to, że z zimną krwią zabiła swoje nowo narodzone dziecko. Oczywiście, lewica nie zamierza tego dementować, bo jej celem jest wprowadzanie zamętu. Może ktoś się dowie, jaka była prawda, ale to się stanie zawsze za późno. Prawda jest kategorią cywilizacyjną i nie ma dla lewicy żadnego znaczenia. Jeśli prawda nie jest „po ich stronie”, to się ją zmienia. Oczywiście, takie działanie musi być oparte na emocjach. Wtedy osiągają oni swój cel, czyli wzbudzają zamęt.
Wykorzystują do tego „półprawdy”?
– Tak. Wykorzystują „półprawdy” po to, aby uwiarygodnić kłamstwo. W przywołanym przykładzie mieszają się różne wątki. Co ważne, środowisko aborcyjne działa bezwzględnie, aby zalegalizować zabijanie dzieci. Najniebezpieczniejsze jest to, że robią to bardzo sprytnie. Cynicznie odwołują się do emocji po to, żeby człowiek
nie wiedział, kiedy zaczyna się życie ludzkie. Środowiska proaborcyjne tak przedstawiają rzeczywistość,
aby zaciemnić zdroworozsądkowe widzenie.
A zdroworozsądkowe widzenie nie pozostawia wątpliwości, że od momentu poczęcia człowiek ma wpisane w swoją naturę prawo do życia.
Parlament Europejski wypowiedział się jasno, że będzie dążył do tego, aby prawo
do aborcji zostało wpisane do Karty praw podstawowych.
– Niestety, ale PE już od pewnego czasu daje sygnały,
że te kwestie są dla niego priorytetowe. Będą podejmowane próby, aby aborcję wpisać do prawa stanowionego przez UE. Takie zapisy miałyby wyprzeć Dekalog. Prawo do życia, przykazanie „nie zabijaj” byłoby – w myśl ich ideologii – zastąpione prawem do zabijania,
a później nakazem zabijania. Marzy im się sowietyzacja sytemu prawa, sprowadzonego do poziomu prawa stanowionego, w ramach którego podstawowym prawem człowieka jest prawo do zabijania. Jeśli ktoś się przeciwstawi temu systemowi, to zostanie uznany
za przeciwnika UE, będzie niszczony, bo to przecież jest nielegalne. Musimy pamiętać, że ideolodzy nie uznają prawa Bożego, prawa naturalnego. Oczywiście, jednocześnie z mówieniem o prawie do zabijania będą mówić o wartościach humanistycznych, wartościach europejskich. Jednak to będą już tylko hasła.
Prawdziwe wartości zostaną zniszczone?
– Już są zdeptane. To, co oni nazywają praworządnością, jest właściwie zaprzeczeniem praworządności. Prawo zostanie sprowadzone do funkcji legalizacji antyprawa,
bo przecież podstawowym prawem jest prawo do życia, więc jeśli ktoś systemowo pozwala zabijać, to jak
to nazwać? W tym tkwi olbrzymie niebezpieczeństwo.
W zależności od sytuacji demograficznej, sytuacji politycznej ideolodzy będą dowolnie powoływać się na ich praworządność przy jednoczesnym zabijaniu ludzi. Musimy mieć świadomość, że ich intencje są bardzo nieczyste,
a konsekwencje ich działań na pewno będą groźne.
Rysuje Pan czarny scenariusz na przyszłość.
– Przestrzegam przed zbytnią naiwnością, zwłaszcza jeśli popatrzymy na to, co się dzieje za wschodnią granicą.
Nie możemy mieć złudzeń: siły zła zostały uruchomione. Dlatego trzeba pamiętać, że jeśli wejdzie się na tory kultu prawa stanowionego czy takiego, które jest tworzone przez gremia ludzkie, to w zależności od sytuacji, w jakiej dane społeczeństwo się znajduje, władza przypisuje sobie prawo do stosowania antyprawa, czyli anty-Dekalogu,
czyli zanegowania tego wszystkiego, co zawarte jest
w 10 przykazaniach, a przy jednoczesnym odebraniu człowiekowi statusu osoby i odrzuceniu istnienia Boga możemy się domyślić, jaka czeka nas przyszłość.
Musimy więc odpowiednio reagować
na manipulacje pojawiające się
w przestrzeni polityczno-medialnej.
– Zdecydowanie. Mam tu na myśli odważne zabieranie głosu przez osoby duchowne, zwłaszcza przez hierarchów kościelnych. Kiedy lewica operuje kłamstwem, fałszem, takie jasne stanowisko jest potrzebne, aby pokazać prawdę. Pamiętajmy, zło nie lubi działać w pełnym świetle, a tym światłem jest wiara i rozum. One ukazują, na czym polega okrucieństwo i perfidia takiego scenariusza realizowanego przez ideologiczną lewicę.
Kto ma dawać świadectwo prawdzie?
– Powinny to być osoby, które mają autorytet
i reprezentują sobą instytucję, np. Kościół. Dziś jest tak wiele różnych informacji i poglądów, że ludzie nie są
w stanie samodzielnie wszystkiego rozeznać. Dlatego tak ważna jest tu rola autorytetów, które na dzisiejsze czasy przemawiają w sposób jasny, zrozumiały i odpowiedzialny.
I właśnie dlatego lewica za wszelką cenę stara się niszczyć te autorytety?
– To jest ich główna metoda działania – niszczyć autorytety, które pomogłyby odnaleźć się człowiekowi
we współczesnym świecie, żeby nie mógł on odróżnić prawdy od kłamstwa. Stąd też się biorą ataki
na hierarchów Kościoła, na uczonych, na wszystkich tych, którzy potencjalnie mogą pomóc ludziom: jeśli
nie zrozumieć, to choć uwierzyć i w ten sposób pomóc postępować zgodnie z zasadami, które głosi osoba mająca ten prestiż. Oczywiście, ostatecznie człowiek musi sam rozstrzygnąć, za czym podąży, ale rozstrzyga przez odwołanie do autorytetów, czyli takich osób, które pomagają nam się odnaleźć się w tych zawirowaniach. Często przez takie zagubienie człowiek może zejść na złą drogę, nawet wbrew własnej woli czy wbrew intencjom.
Skąd młodzi ludzie mają wiedzieć, kto jest autorytetem, którego warto słuchać?
– Obowiązkiem rodziców, szkoły i Kościoła jest przekazanie tej wiedzy. Młodych ludzi trzeba wychowywać, trzeba nauczyć odnajdywać autorytety, które pomogą im się odnaleźć w życiu. Trzeba przekazać, aby nie ulegali manipulacji. Autorytet to przecież nie despota.
To ktoś, kto ma określone kompetencje i poczucie odpowiedzialności, a nawet miłości wobec wychowanków, których prowadzi. Wychowanie powinno polegać
na umożliwieniu człowiekowi stopniowego wspinania się
na kolejne szczeble samodzielności. W tym procesie powinni brać udział rodzice, nauczyciele, katecheci
i duchowieństwo.
Dzisiejszy świat odrzuca wszelkie autorytety. Czym może nam grozić odrzucenie autorytetów?
– Jeśli matka zabierze trzyletnie dziecko nad rzekę
i nie będzie reagować, kiedy zbliży się ono do wody,
a wręcz zacznie się zastanawiać, co się stanie, kiedy ono się zanurzy po szyje, i jednocześnie nie podejmie żadnych działań, to widzimy niebezpieczeństwo takiego zaniechania z jej strony. Podobnie rzecz się ma z autorytetami.
Nie wolno zaniedbać bycia autorytetem dla młodych.
W tym kontekście nie powinny nas dziwić ataki lewicy np. na św. Jana Pawła II.
– On bardzo wyraziście i komunikatywnie mówił
o cywilizacji życia i śmierci. Takie autorytety jak Jan
Paweł II albo próbuje się przemilczeć, a przemilczenie jest formą kłamstwa, albo zagłuszyć, aby stracił blask autorytetu, a następnie zaszczuć. Nie możemy oddać
im rządu dusz. To jest możliwe, o ile będziemy rozumieć, że człowiek od poczęcia jest osobą i ma przypisane
od poczęcia prawo do życia.