Barbarzyństwo wobec poległych
Środa, 6 lipca 2022 (21:24)Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się o zniszczonych w sposób barbarzyński, zrównanych z ziemią grobach polskich żołnierzy na cmentarzu w Makuliszkach w obwodzie grodzieńskim – miejscu pamięci narodowej. Kim trzeba być, żeby niszczyć groby?
– To jest zasadnicze pytanie i właściwie kwintesencja tego wszystkiego, co jest człowieczeństwem. Pozwoli pan redaktor, że podzielę się tutaj osobistą refleksją, otóż w latach 90. pełniłem funkcję sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, i to wtedy pojawiły się pierwsze głosy, żeby groby komunistów – mam na myśli Marchlewskiego, Bieruta, których panteony zostały wzniesione na wojskowych Powązkach – przenieść w inne miejsce. W sensie moralnym była w tym wielka racja, tylko – odpowiedzialny za to – uświadomiłem sobie, że owszem, komuniści otwierali, przetrząsali, przenosili groby – choćby kwatera Orląt w hołdzie poległym w obronie Warszawy podczas najazdu bolszewickiego w 1920 roku, która pierwotnie była zlokalizowana w zupełnie innym miejscu niż jest dzisiaj. Jednak w kulturze polskiej nie było czegoś takiego jak niszczenie grobów czy wyrzucanie z nich ludzkich szczątków.
Uważam, że skoro są oni już w ręku Boga, to człowiek nie powinien, nie ma prawa ingerować w miejsca ich pochówków. Oczywiście osąd czynów to jedno, ale z drugiej strony dotykanie grobów – w naszej kulturze – wydawało się niemożliwe. I tak powinno być. Dlatego zgodziliśmy się, żeby te monumenty komunistyczne obsadzić tujami i tak zostały do dziś dnia. Zresztą w takich sytuacjach jak ta z Makuliszek chyba zawsze pojawia się pytanie, gdzie jest granica, jeśli chodzi o rozliczanie z przeszłością, nazwijmy to grobową, natomiast nigdy nie przypuszczałem, że taka chwila nadejdzie na Białorusi i będzie dotyczyła grobów polskich żołnierzy.
Jak z tym szacunkiem do zmarłych czy poległych było w kulturze wschodniej?
– Proszę sobie przypomnieć akcję Anty-Katyń, czyli oskarżanie Polaków o mordowanie jeńców bolszewickich. W 1944, 1945 roku wkraczająca Armia Czerwona niszczyła będące w wielu miejscach groby swoich pobratymców – właśnie tych jeńców bolszewickich. Do dziś dnia ocalały bodajże dwa czy trzy takie miejsca pochówków, bo dla czerwonych jeniec był zdrajcą. Kilka lat temu na Białorusi wyszła książka – praca habilitacyjna o Kościele katolickim w czasie II wojny światowej na terenie Białorusi. Wprawdzie praca tego autora została bardzo dobrze oceniona przez grono naukowców białoruskich, ale ministerstwo mu tej habilitacji nie zatwierdziło – z dwóch powodów.
Zarzucono, po pierwsze, że autor nie wykorzystał źródeł sowieckich, a po drugie, że nie uznał Kościoła katolickiego za instytucję terrorystyczną. Już sam ten fakt daje dużo do myślenia, widać, że to bandytyzm – coś, co jest pozbawione wszelkich wyższych uczuć ludzkich, ale także coś, co godzi w prawo międzynarodowe. Są przecież przepisy, że polegli żołnierze, groby żołnierzy pochowanych na danym terenie są pod opieką państwa sprawującego tam władzę. Dlatego ingerencja w groby – jak w przypadku Białorusi i Makuliszek – jest zbrodnią cywilizacyjną, to jest coś, co stawia Łukaszenkę w gronie ludzi wyzutych z wszelkich zasad. To jest coś, co w kanonach cywilizacji europejskiej się nie mieści, co także cywilizacje wschodnie powinny potępić.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP potępiło ten akt barbarzyństwa, wskazując, że reżim Łukaszenki zerwał zobowiązanie, umowę Polski i Białorusi o ochronie grobów i miejsc pamięci…
– Dokładnie. To, co zrobił Łukaszenka, to nic innego jak naruszenie podstawowych zasad obowiązujących między cywilizowanymi państwami. Rosja działa podobnie, bo czym innym są groźby Kremla, że zniszczą cmentarze katyńskie? Uważam więc, że w przypadku barbarzyńskiego potraktowania grobów polskich żołnierzy w Makuliszkach mamy do czynienia z szantażem, który wyszedł z Kremla, a został realizowany przez reżim Łukaszenki.
To bez wątpienia dobitny przykład barbarzyństwa białoruskiego reżimu wymierzony w Polskę. Czy możemy mówić, że mamy tu próbę zatarcia śladów polskości na Białorusi?
– Oczywiste jest, że to bestialstwo wpisuje się w działania białoruskich władz przeciwko Polsce i Polakom. My, Polacy, możemy się uśmiechnąć, kiedy Tadeusza Kościuszkę nazywa się Białorusinem, nawet kiedy z Adama Mickiewicza próbuje się zrobić Litwina. My traktujemy to z przymrużeniem oka, natomiast tam jest to traktowane z powagą, mamy więc do czynienia z próbą zatarcia śladów polskości. Za tym idą konsekwencje – mianowicie tam polskość, Polska – jeśli w ogóle była, to była traktowana jako okupant. Widzimy więc, że wyzbywa się tożsamości Rzeczypospolitej i nie bardzo wie, do czego nawiązywać – stąd zresztą więź Mińska i Kremla. Oni szukają jakiegoś porozumienia, tożsamości, wzajemnego dziedzictwa, natomiast przekłamują fakty historyczne, próbują zmieniać rzeczywistość poprzez chociażby niszczenie polskich cmentarzy. Myślę, że nie jest to ostatnie słowo, dlatego należy się spodziewać kolejnych podobnych przestępczych, zbrodniczych akcji, bo Łukaszenka – jak widać – nie ma żadnych zahamowań, podobnie jak jego partner z Kremla.
Tylko że niszczenie mogił nie zmieni historii i nie zatrze pamięci o przeszłości, na co wskazuje polski MSZ?
– Historii nie można zmienić, ale można ją fałszować. I podobnie jak Lenin i komunizm miał być wiecznie żywy, tak samo reżim Łukaszenki – w jego przekonaniu – będzie trwał wiecznie. To kłamstwo oczywiście się szybko skończy, ale taka polityka jest realizowana. To zakłamywanie, czy wręcz wymazywanie faktów z historii jest zresztą argumentem za tym, żeby ze swoimi zbrodniczymi czynami zapisać się jedynie w sposób negatywny, bo cóż dobrego można powiedzieć o Łukaszence i Putinie.
Kim byli żołnierze III i VI Brygady Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego polegli w 1944 roku, których groby zbezczeszczono w Makuliszkach?
– Żołnierze III i VI Brygady Armii Krajowej byli tymi, którzy podjęli walkę w ramach operacji „Burza”. Była to walka przede wszystkim z Niemcami, co więcej, była to walka toczona niejednokrotnie z żołnierzami sowieckimi – zresztą byli przez nich najczęściej zdradzani. Przede wszystkim jednak walczyli z okupantem niemieckim i wyzwalali Wilno, wyzwalali tamtejsze tereny, uczestniczyli w operacji „Ostra Brama”, której celem było odbicie Wilna z rąk niemieckich i – jak wspomniałem – zostali podstępnie zdradzeni. Operacja „Ostra Brama”, która była największą oprócz Powstania Warszawskiego operacją bojową AK, wprawdzie przyniosła Wilnu wolność, ale była to wolność nie AK-owska, ale w ostateczności sowiecka. Dowódca tej operacji ppłk. Krzyżanowski „Wilk”, mogący wobec wojsk sowieckich tytułować się generałem, został podstępnie ujęty, a następnie w więzieniu na Rakowieckiej zamordowany. Część żołnierzy III i VI Brygady Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego poległa w walce na terenie Okręgu Nowogródzkiego AK, Okręgu Wileńskiego AK, które zostały połączone do wspólnej operacji „Ostra Brama”.
Swoją drogą, czy dewastacja cmentarza w Makuliszkach przed przypadającą na 7 lipca rocznicą rozpoczęcia operacji „Ostra Brama” to przypadek czy zamierzone działanie reżimu Łukaszenki?
– Można powiedzieć, że było to łukaszenkowe, zbrodnicze przygotowanie do tej rocznicy. Ale to tylko – mam taką nadzieję – zmobilizuje do działania cywilizowany świat, społeczeństwo polskie, zmobilizuje także środowiska AK-
-owskie, których z uwagi na upływający czas zostało bardzo niewiele. Myślę więc, że z naszej strony będzie jednoznaczna, ostra reakcja. Proszę pamiętać, że cmentarz Orląt we Lwowie został tak samo zdewastowany przy pomocy czołgów, ciężkiego sprzętu, a dzisiaj – prawie w całości – został odtworzony. Myślę, że cmentarzyk w Makuliszkach na Białorusi, cmentarzyk żołnierzy III i VI Brygady Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego, którzy polegli w 1944 roku, także zostanie przywrócony.