• Środa, 13 maja 2026

    imieniny: Ofelii, Roberty, Serwacego

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Prawda nas zjednoczy

Sobota, 2 lipca 2022 (01:51)

Z prof. Grzegorzem Kucharczykiem, historykiem z Polskiej Akademii Nauk, rozmawia Małgorzata Rutkowska

 

Widzimy, że agresja Rosji na Ukrainę zmieniła wszystko – od polityki międzynarodowej po kwestie energetyczne i bezpieczeństwo żywnościowe. Czy wpływa też na politykę pamięci prowadzoną przez naszego wschodniego sąsiada?

– Będzie można to zweryfikować dopiero po reakcjach strony ukraińskiej, gdy chodzi o kwestie upamiętnienia zbrodni popełnionych na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej. Ten test jest przed nami.

Do tej pory państwo ukraińskie nie chciało się zmierzyć z trudną przeszłością, od kilku lat trwa blokada na poszukiwania, ekshumacje i godne pochówki pomordowanych Polaków.

– Wydaje się, że cierpienia narodu ukraińskiego w wyniku agresji Rosji na Ukrainę tworzą paradoksalnie sytuację, która może skłonić Kijów do uwzględnienia naszej wrażliwości. Po takich tragicznych wydarzeniach jak Bucza łatwiej zrozumieć Polaków dopominających się o pamięć o zbrodniach, które były nieporównywalne w sensie skali, ale też okrucieństwa w stosunku do tego, co stało się w Buczy, Irpieniu czy w innych miejscach, które kojarzymy słusznie z rosyjskim bestialstwem na Ukrainie. Zbrodnie popełnione przez nacjonalistów ukraińskich podczas II wojny światowej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej były znacznie większe, gdy chodzi o skalę, bardziej dramatyczne, gdy chodzi o sposób mordowania niewinnych ofiar. Dlatego wydaje mi się, że obecna dramatyczna sytuacja Ukrainy stwarza dogodną okazję do tego, żeby poważnie stanąć w prawdzie wobec trudnych kart w relacjach polsko-ukraińskich.

Czy bezprecedensowy fakt przyjęcia ponad 4 milionów ukraińskich uchodźców może pomóc Ukraińcom w oczyszczeniu własnej pamięci?

– Spotykamy się z wieloma świadectwami Ukraińców, którzy mówią, że nie spodziewali się tak dobrego, serdecznego przyjęcia ze strony Polski, tzw. zwykłych Polaków, polskich rodzin, które otworzyły swoje domy przed nimi. To jest postawa zupełnie nieodzowna do tego, żeby myśleć o relacjach polsko-ukraińskich, które przede wszystkim powinny być oparte na prawdzie. Polacy udowodnili po 24 lutego 2022 r., że mają wrodzone poczucie sprawiedliwości, że widzą, że dzieje się krzywda narodowi, który został napadnięty przez Rosję, i trzeba mu pomóc. Fakt, że wielu Ukraińców doświadcza zwykłej, ale jakże potrzebnej ludzkiej życzliwości, jest dobrym wstępem, żeby rozmawiać też o trudnych kwestiach. Trzeba również przypominać, że byli Ukraińcy, ukraińscy sąsiedzi, którzy pomagali Polakom, ukrywali ich, ratowali w tych dramatycznych czasach, kiedy rozpoczęło się ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Oczywiście nie cały naród ukraiński ponosi odpowiedzialność za mordy na Polakach. Nie można też zapominać o Rosji, która – jak przestrzegał przed II wojną światową prof. Marian Zdziechowski – używa nacjonalizmu ukraińskiego jako tarana do rozbicia polskości na Kresach. Sięgnijmy jednak po współczesną analogię: skoro Kreml finansował zachodnie organizacje lobbujące za rosyjskim gazem, to czy nie mógł utrzymywać swoich agentów wpływu na Ukrainie, którzy mieli za zadanie pilnować, by relacje polsko-ukraińskie zatruwała nierozliczona sprawa ludobójstwa OUN-UPA na Polakach?

– Jeżeli w relacjach polsko-ukraińskich staniemy na gruncie prawdy, wytrąci to propagandzie rosyjskiej jakikolwiek plan wbijania klina między Polską a Ukrainą czy między Polaków a Ukraińców. Wszystko będzie wyjaśnione, gdy strona ukraińska stanie w prawdzie o tych straszliwych czasach. Wtedy straci moc jakakolwiek propaganda, która sączyłaby nienawiść, zachęty do nieporozumień, czy nawet konfliktów między Polakami a Ukraińcami. Jest to więc nieodzowne z każdego punktu widzenia.

Wróćmy jeszcze do fali uchodźców ukraińskich w Polsce. Każdy z nas może być ambasadorem prawdy, wyprostować kłamstwa o zbrodni wołyńskiej obecne na Ukrainie. Jak skorzystać z tej szansy?

– Trzeba mieć nadzieję, że Polacy, którzy goszczą Ukraińców, rozmawiają z nimi i sami mają też wiedzę. Ale to nie jest wcale takie pewne, zwłaszcza jeżeli chodzi o młode pokolenie. Deficyty w edukacji historycznej, szczególnie gdy chodzi o wiek XX, czyli okres II wojny światowej i późniejsze lata, są dramatyczne. Pytanie o pamięć o Wołyniu jest oczywiście adresowane do strony ukraińskiej, z postulatem rozliczenia się z tą przeszłością, ale także jest adresowane do nas. My też mamy obowiązek edukowania, informowania przede wszystkim polskiej młodzieży, która poznaje historię w szkole, o tym, co wydarzyło się na Wołyniu. Obawiam się, że wcale nie jest tak, że wszyscy mają pełną wiedzę na ten temat Wołynia. Oczywiście stan wiedzy w ostatnich latach się poszerza, ale ciągle jest jeszcze wiele do zrobienia.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB