Mają grób, czekają na imiona
Wtorek, 5 marca 2013 (02:05)Instytut Pamięci Narodowej planuje ekshumację i badania DNA ośmiu żołnierzy spoczywających na cmentarzu wojskowym w Białymstoku – dowiedział się „Nasz Dziennik”.
Szczątki te odnaleziono w 1996 r. podczas pierwszej w Polsce, w pełni udokumentowanej ekshumacji mogiły w Lesie Izabelińskim koło Olmont. Las ten jest częścią rozległego Lasu Solnickiego, z uwagi na dokonywane w nim po wojnie przez UB liczne egzekucje zwanego Katyniem Białostocczyzny.
– Podczas rozmowy prof. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwania miejsc pochówku ofiar reżimu totalitarnego, zapewnił mnie, iż w najbliższym czasie IPN zajmie się ekshumacją szczątków tych żołnierzy – mówi „Naszemu Dziennikowi” dr Marcin Zwolski z białostockiego IPN, zajmujący się poszukiwaniem miejsc zbrodni komunistycznych. Celem ekshumacji jest ustalenie tożsamości ofiar.
Las Izabeliński to fragment dużego kompleksu leśnego, na terenie którego NKWD i UB dokonywały po wojnie egzekucji.
– Jak podają pisemne relacje świadków, które posiadamy, w Lesie Solnickim wielokrotnie rozstrzeliwano żołnierzy zbrojnego podziemia. Na pewno jest więc tam wiele jam grobowych, w których spoczywają ich szczątki – mówi Zwolski.
– Jedną z nich, dzięki wskazaniu tego miejsca przez świadka, odnalazł w 1996 r. komitet społeczny. Inne takie miejsca jest dziś bardzo trudno odnaleźć, gdyż Las Solnicki to ogromny obszar – tłumaczy.
W okolicy Białegostoku są obszary, gdzie również – jak wskazują relacje świadków – UB dokonywało zbrodni i pochówków żołnierzy niezłomnych.
– Te tereny to m.in. dawny ogród przy dzisiejszym areszcie na ul. Kopernika, teren tego dawnego więzienia czy obszar za cmentarzem prawosławnym w Białymstoku – wskazuje dr Marcin Zwolski.
Leśna mogiła
Pierwszej w Polsce, w pełni udokumentowanej i zatwierdzonej przez urzędy państwowe, ekshumacji żołnierzy niezłomnych dokonał w 1996 r. zawiązany w Białymstoku Społeczny Komitet Ekshumacji i Pochówku Zamordowanych Żołnierzy Polski Podziemnej. Tworzyli go m.in. Tadeusz Waśniewski, prezes białostockiego oddziału Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, Mirosław Trzasko, Jerzy Rybnik, syn Aleksandra Rybnika, zastępcy komendanta białostockiego Okręgu AK, zamordowanego przez UB 11 września 1946 r., oraz Krzysztof Jurgiel.
Jego celem było przeprowadzenie ekshumacji jamy grobowej znajdującej się w lesie nieopodal miejscowości Olmonty. Dokładnej lokalizacji dokonano dzięki relacji Kazimierza Sobeckiego, który zeznał, że w 1947 r. mogiłę wskazał jego ojcu leśniczy Błaszczuk.
Sobecki relacjonował, że w jego rodzinnym gospodarstwie w Olmontach słychać było serie z karabinów maszynowych oraz pojedyncze strzały z pistoletu, przy użyciu których dokonano egzekucji. Mogiła znajdowała się około 500 metrów od gospodarstwa. Przed ekshumacją przeprowadzono szereg rozmów ze świadkami.
Wiadomo, że niedługo po egzekucji do mogiły dotarła młoda dziewczyna; była narzeczoną jednego z żołnierzy. Odnalazła miejsce pochówku i rozkopała je rękami. Widać było płytko zakopanych 12 ciał. Świadkowie relacjonują, że wszystkie ofiary to młodzi mężczyźni. Pod pierwszą warstwą była kolejna z innymi ciałami. Mogiłę na powrót zasypano piaskiem, a miejsce oznaczono drutem kolczastym uformowanym w kształcie krzyża, wbitym w drzewo.
Pół wieku od tych wydarzeń społeczny komitet przeprowadził ekshumację leśnej mogiły, która, choć niewidoczna, przez dziesiątki lat znaczona była kwiatami.
– W jamie grobowej odnaleziono 8 szkieletów, 4 guziki z orłami w koronie oraz łuski nabojów produkcji rosyjskiej z roku 1945 i buty wojskowe – mówi dr Tadeusz Waśniewski.
– Z relacji świadków wynika, że w tej mogile mogły być złożone w dwóch warstwach ciała nawet 24 żołnierzy. Wiemy jednak, że wiele tych ciał niedługo po egzekucji zabrali członkowie rodzin pomordowanych – tłumaczy.
Strzał w potylicę
Pod koniec 1996 r. Komitet dokonał uroczystego pochówku szczątków żołnierzy na cmentarzu wojskowym w Białymstoku. Waśniewski wspomina, że podczas prac ekshumacyjnych odbierał anonimowe telefony z pogróżkami: „Lepiej tam nie kop, bo wkrótce położymy cię obok tych, co tam leżą”.
– Tak powiedział mi jakiś anonimowy głos przez telefon. Takich telefonów było sporo – nie ukrywa.
Przed pochówkiem szkielety zostały zbadane w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku. Ówczesny kierownik ośrodka prof. Jerzy Janica wyznaczył specjalny zespół lekarzy. Każdy z ośmiu szkieletów został opisany oddzielnym protokołem.
Każdy z tych dokumentów zaczyna się stwierdzeniem, że badane szczątki ludzkie zostały wydobyte „w czasie ekshumacji grobu w lesie koło Olmont, tj. miejsca podejrzanego o masowy mord dokonany prawdopodobnie przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w 1946 roku”.
Z opinii zawartych w protokołach dowiadujemy się m.in., że wszyscy zamordowani byli mężczyznami w wieku 25-35 lat.
„Stwierdzone uszkodzenia w obrębie czaszki świadczą o tym, że przyczyną zgonu denata był postrzał głowy – czaszki. Kierunek postrzału był od tyłu ku przodowi” – czytamy w dokumentach.
Badania wykazały, że oprawcy zadali żołnierzom także inne rany: „badany został również postrzelony w ramię lewe”, „stwierdzono złamanie żeber”, „trzonu kości promieniowej”, „Złamania te powstały w następstwie użycia narzędzia twardego, tępego, mogły powstać przed śmiercią”. W jednym z protokołów stwierdzono, że śmierć nastąpiła wskutek aż trzykrotnego strzału w tył głowy.
Adam Białous, Białystok