• Środa, 13 maja 2026

    imieniny: Ofelii, Roberty, Serwacego

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Przetasowania geopolityczne będą trwać latami

Czwartek, 23 czerwca 2022 (01:29)

ROZMOWA / z Janem Dziedziczakiem, sekretarzem stanu
w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, byłym wiceszefem polskiej dyplomacji

 

Podczas szczytu NATO w Madrycie w dniach 29-30 czerwca kraje Sojuszu mają przyjąć nową koncepcję strategiczną. Ostatni tego typu dokument powstał w 2010 r. Opracowanie nowej strategii wydaje się konieczne wobec tego, co wydarzyło się w ostatnich latach?

– Zdecydowanie tak. Rosja swoimi agresywnymi decyzjami zakwestionowała cały dotychczasowy porządek świata. Zniszczyła wszystko, co budowaliśmy w Europie przez ponad 30 lat – od czasu upadku żelaznej kurtyny. W 2010 r. w Lizbonie Sojusz Północnoatlantycki rozpoczął nowy etap współpracy z Rosją – strategiczne partnerstwo. Wśród naszych partnerów z Zachodu nadzieje na ułożenie sobie dobrych relacji z Rosjanami były duże. Moskwa zaprzeczyła temu dwukrotnie – w 2014 r., bezprawnie anektując Krym, a potem 24 lutego 2022 r., uderzając na ukraińskie miasta i wsie. Jest to największa wojna w tej części Europy od zakończenia II wojny światowej. Mamy niezbite dowody, że rosyjska armia dopuszcza się zbrodni wojennych na Ukrainie. Nie sądzę, aby w obliczu tych faktów ktokolwiek choćby wspominał o kontynuowaniu strategicznego partnerstwa z Rosją. A więc cała dotychczasowa wschodnia polityka NATO stała się nieaktualna i wymaga, jeśli nie napisania na nowo, to na pewno dogłębnego dopracowania.

W projekcie dokumentu zawarto, że to Rosja stanowi dzisiaj największe zagrożenie. To realna ocena czy potrzeba chwili wobec trwającej na Ukrainie wojny?

– Jest to odpowiedź na bieżące wydarzenia. Ale nie zapominajmy, że to bieżące wydarzenia zmieniają przyszłość. Dziś dochodzi do poważnych przetasowań geopolitycznych, które będą trwać latami. Niemożliwe jest dzisiaj utrzymywanie poprawnych relacji z Rosją, gdy kieruje nią reżim, który dopuszcza się zbrodni wojennych, który brutalnie gwałci zasady pokoju. Musimy być tego świadomi: to, co dzisiaj się dzieje na Ukrainie, zmienia sytuację w Europie na całe lata i dziesięciolecia. Już nie powrócimy do sytuacji sprzed 24 lutego. Żaden kraj, opracowując swoją politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, nie będzie mógł wkomponować w nią współpracy z Rosją.

Widzimy, jak duże podziały w Europie wygenerowało wznowienie wojny na Ukrainie. Czy w razie zagrożenia Sojusz będzie jednością?

– Jestem o tym przekonany. Właśnie w tym, że wobec nawet największego zagrożenia potrafimy stanąć ramię
w ramię, tkwi jego istota. Nas łączą nie tylko wzajemne zobowiązania – art. 5 traktatu waszyngtońskiego, ale także te same wartości. Wspólnotę atlantycką obejmującą tak wiele krajów udało się zbudować właśnie dzięki temu,
że kochamy wolność i miłujemy demokrację. To sprawia, że jesteśmy jednym organizmem – zupełnie obcym kulturowo Rosji. To Rosja jest po stronie zła. I nasi partnerzy mają tego świadomość.

Skoro łączą nas wspólne wartości, to dlaczego w sprawie wojny na Ukrainie brakuje jednomyślności?

– Kraje Unii Europejskiej i NATO jednoznacznie opowiedziały się po stronie narodu ukraińskiego, który został napadnięty i jest teraz prześladowany. Te różnice, jakie teraz obserwujemy, dotyczą tego, w jaki sposób mamy osiągnąć wspólny cel – a więc doprowadzić do zakończenia wojny na Ukrainie. Trochę inaczej też patrzymy na kwestię sposobów pomocy Ukraińcom.
To sprawia, że różnice są dzisiaj najbardziej widoczne.
Jest duża grupa krajów, która ciągle jest bardzo mocno zaangażowana we współpracę gospodarczą, surowcową
i energetyczną z Rosją. I to właśnie sprawia, że nie są one w stanie wykonać radykalnych kroków. Liczę na to, że szczyt NATO w Madrycie będzie okazją do jeszcze ściślejszej integracji i do przezwyciężenia wszelkich różnic zdań.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB