• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Niemcy ratują się węglem

Wtorek, 14 czerwca 2022 (00:03)

Ledwie na jesieni ubiegłego roku w umowie koalicyjnej nowego rządu Niemiec zapisano przyspieszenie odejścia od węgla m.in. poprzez wygaszenie niemieckich elektrowni węglowych już do 2030 roku, a blisko pół roku później nowa rzeczywistość każe patrzeć inaczej na aspekt bezpieczeństwa energetycznego kraju. Choć oficjalnie deklaracji odejścia od węgla nikt w Niemczech nie odwołał, to niemiecki rząd przyjął w minioną środę ustawę regulującą pozostawienie elektrowni węglowych jako rezerwy, która natychmiast byłaby gotowa rozpocząć produkcję energii.

Działania w tej sprawie wynikają z obaw Niemiec przed odcięciem dostaw rosyjskiego gazu, który przez naszych zachodnich sąsiadów został wybrany dla całej Unii Europejskiej jako „paliwo przejściowe” przed erą paliw ze źródeł odnawialnych.

– Z jednej strony Niemcy mocno propagują produkcję energii ze źródeł odnawialnych, ale to dlatego, że są tam producenci wiatraków sprzedawanych później w całej Europie, a oprócz tego są oni posiadaczami technologii, na podstawie której w Chinach produkowane są panele fotowoltaiczne. Z tego tytułu też płyną dochody do Niemiec. Z drugiej jednak strony Niemcy są realistami i dobrze wiedzą, że bez węgla na dłuższą metę się nie obejdzie. Co więcej, w ubiegłym roku zwiększyli nawet wydobycie węgla brunatnego o 30 mln ton – punktuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. Jednoznacznie wskazuje, że za forsowaniem przez Niemcy odnawialnych źródeł energii w państwach Unii Europejskiej, potęgowanym deklaracjami, że sami szybko porzucą węgiel, leżą korzyści dla niemieckiej gospodarki wynikające ze sprzedaży części do wiatraków czy paneli fotowoltaicznych kontrahentom w UE. – Niemcy, pomijając cele deklaratywne, dbają jednak przede wszystkim o to codzienne bezpieczeństwo – zaopatrzenie w energię elektryczną. I to jest normalne – dodaje.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Artur Kowalski