Trzeba wyjść do ludzi i z nimi rozmawiać
Poniedziałek, 6 czerwca 2022 (15:39)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wciąż pobrzmiewają echa konwencji Prawa i Sprawiedliwości, której myślą przewodnią było hasło „Polska w sercu”. Prezes Jarosław Kaczyński ogłosił też mobilizację i wyjazd w teren. Kampania wyborcza zatem się zaczyna?
– Wszystkie siły polityczne prowadzą swoje kampanie już w momencie zakończenia wyborów i wszystko jest podporządkowane kolejnym wyborom. Zatem kampania wyborcza w Polsce trwa już prawie trzy lata, a więc nie jest to żadne novum. Pamiętajmy też, że mandat poselski zgodnie z prawem działa na terenie całego kraju i wszyscy posłowie są zobligowani do działań nie tylko w swoich macierzystych regionach, ale również na obszarze całej Polski. Nikt też nie ogranicza, nie limituje im spotkań z wyborcami.
Komentarze odnośnie do tej konwencji i wystąpienia prezesa Kaczyńskiego są bardzo różne – od pozytywnych ocen zwolenników po totalną krytykę opozycji…
– Miałem okazję w całości wysłuchać przemówienia prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który przedstawił pewien rys dokonań, co jest sukcesem rządzącej koalicji Zjednoczonej Prawicy, ale w swoim wystąpieniu potrafił powiedzieć – nie wyszło nam, nie zrobiliśmy wszystkiego, co zamierzaliśmy. Odnosiło się to przede wszystkim do kwestii mieszkaniowych i programu „Mieszkanie Plus”, gdzie szef partii wciąż widzi duży potencjał, duże możliwości, ale jednocześnie nie jest zadowolony z wyników w tym obszarze. To są ważne rzeczy, a podejście pokazuje, że prezes Kaczyński nie jest oderwany od rzeczywistości, że potrafi powiedzieć nie tylko o sukcesach, ale też o porażkach i o tym, co nie zostało zrobione, co trzeba zrobić. Jednocześnie ma świadomość, że oczekiwania Polaków są znacznie większe.
Kryzys nie działa na rzecz formacji rządzącej. To chyba dodatkowo komplikuje sytuację?
– Dzisiaj mamy sytuację wyjątkowo trudną, i to nie tylko dla partii rządzącej, nie tylko dla Polski, ale dla całego świata. Wszystko dzieje się na gruncie kryzysu energetycznego, kryzysu politycznego będącego pochodną wojny na Ukrainie i napaści Rosji na wolny kraj. Jesteśmy też świadkami kryzysu żywnościowego na świecie. Dlatego tym bardziej trzeba wyjść do ludzi i z nimi rozmawiać, wyjaśniać sytuację i przyczyny takiego stanu rzeczy. Jeśli bowiem posłuchać niektórych mediów, to można odnieść wrażenie, że inflacja jest tylko w Polsce, ceny paliw wzrastają tylko w Polsce, podobnie rzecz ma się z cenami węgla itd.
Totalna opozycja i sprzyjające jej media upraszczają problem, sugerując, że wszystko, co złe dzieje się tylko w Polsce, co jest kłamstwem. Nikt nie próbuje tłumaczyć, że kryzys jest globalny, że jako Polska i inne państwa – wszyscy jesteśmy w środku potężnego tornada, które rozpoczęło się od kryzysu covidowego, że covid ma pewne konsekwencje, które przekładają się na wzrost inflacji w Polsce i na świecie, że pomaganie ludziom jest sprawą ważną, ale jak każde wsparcie ma także swoje konsekwencje. Inaczej mówiąc, trzeba wyjść do ludzi, z nimi rozmawiać i wyjaśniać to, co zakłamują opozycja i antyrządowe media. Pamięć ludzka jest krótka, wybiórcza – za nami kilka miesięcy od zakończenia lockdownów, a już zapominamy, czym był covid i jakie są jego konsekwencje. Tym bardziej dzisiaj potrzeba wyjścia polityków i spotkań z ludźmi, potrzeba też uświadamiania i uspokajania atmosfery. Nie znam przywódcy żadnego kraju, który byłby zainteresowany podkręcaniem atmosfery we własnym państwie w związku z sytuacją kryzysową. Każdy stara się uspokajać sytuację, wyjaśniając, operuje faktami, a nie posługuje się manipulacjami, czy wręcz kłamstwami. Niestety, opozycja totalna to czyni.
Po mediach lewicowo-liberalnych niechętnych władzy trudno chyba spodziewać się innego podejścia?
– Owszem, ale kontra wobec władzy nie musi pozbawiać uczciwego postawienia sprawy i pokazania, jak faktycznie jest. Natomiast tutaj mamy raczej formę interpretacji sytuacji, formę bardzo spłyconą, wyrwaną z kontekstu, a wszystko podszyte jest starą zasadą – im gorzej, tym lepiej dla nas. Mamy zatem swoistą zasadę tryumfalizmu, że wzrosła inflacja. Oczywiście, inflacja rośnie i pewnie te oceny byłyby prawdziwe, gdyby dotyczyło to tylko Polski. Tymczasem te wszystkie wydarzenia kryzysowe dzieją się nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie.
Dlatego komunikaty powinny być jasne, przejrzyste, a nie tendencyjne, zmanipulowane. Dlatego PiS wyrusza w teren do Polaków, ale nie po to, żeby ogłaszać nowe tryumfalne hasła, ale po to, żeby poprzez rozmowy z Polakami szukać nowych rozwiązań, pomysłów, aby wychodzić jeszcze bardziej naprzeciw wyzwaniom, jakie niesie kryzys. Przypomnę, że od 1 lipca wejdą w życie zmiany podatkowe, obniżona zostanie stawka PIT w pierwszym progu podatkowym z 17 proc. na 12 proc. Trzeba powiedzieć, że mamy do czynienia z sytuacją niespotykaną na przestrzeni 30 ostatnich lat, kiedy są masowe obniżki podatków. Z reguły wszystkie podatki wędrowały wyłącznie do góry, tutaj zaś mamy obniżanie, i to wyraźne. Przy czym zapominamy też, że wszystkie obniżki podatków, zmiany wysokości danin publicznych wymagają zgody czy akceptacji Komisji Europejskiej.
W odróżnieniu od tego typu spotkań polityków Platformy podczas konwencji PiS właściwie nie było odniesień do opozycji…
– Były, ale bardzo delikatne i bardzo inteligentne przytyki choćby odnoszące się do maratonu Donalda Tuska, czy do słynnego hasła Platformy „piniendzy nie ma…”. Natomiast w przypadku PiS przekaz był jeden – skupiamy się na sobie, a nie na przeciwnikach politycznych, skupiamy się na rzeczywistości, która nie jest prosta ani łatwa. Nikt nie próbował farbować rzeczywistości, ale skupiać się na zadaniach.
Mimo medialnych spekulacji przed konwencją PiS w trakcie spotkania nie pojawiły się nowe programy prospołeczne. Dlaczego?
– Wydaje się, że w Zjednoczonej Prawicy obowiązuje zasada, że nie wszystko od razu wystawia się na stół. Politycy PiS wyruszają w Polskę – to duża akcja, podczas której być może będą się rodzić nowe pomysły, nowe zadania.
Wygląda, że PiS nie jest zmęczony władzą i chce wygrać wybory po raz trzeci z rzędu, ale mimo iż sondaże dają przewagę Zjednoczonej Prawicy, nie będzie to łatwe zadanie?
– Sądzę, że dużą rolę odgrywa tu psychologia – mianowicie wszyscy – nawet w szeregach PiS-u sądzili, że dwa razy da się wygrać wybory, ale trzeci raz to jest już niemożliwe. Tymczasem wszystko wskazuje, że prezes Kaczyński w to wierzy. Jest to możliwe, ale do wyborów mamy ponad rok. Tymczasem przed nami trudna rzeczywistość, np. problemy energetyczne. Na całe szczęście mamy wiosnę, a przed nami jeszcze piękne lato, ale czas szybko płynie i niedługo przyjdą jesień i zima, gdzie problemy energetyczne, problemy związane z ogrzewaniem domów, mieszkań itd. będą poważnym wyzwaniem dla ludzi.
A drożyzna i inflacja z pewnością nie będą sprzyjać rządzącym?
– Dlatego prezes Kaczyński wyraźnie się do tego odnosił, wskazując, że to jest wyzwanie dla jego formacji – walka z inflacją, walka z drożyzną. Możemy dywagować, czy PiS zrobił wszystko, żeby z tą drożyzną wygrać, ale w tym momencie warto sięgnąć do 2008 roku i ówczesnego kryzysu, z którym rządząca wówczas koalicja PO – PSL nie zrobiła nic. Dzisiaj mamy działania, mamy próbę obniżek podatków, akcyzy, VAT-u, mamy podniesioną kwotę wolną od podatku, do tego wsparcie dla ludzi starszych, seniorów w postaci 13. i 14. emerytury. Biorąc to pod uwagę, spróbujmy się zastanowić, co byłoby, gdyby rządziła dzisiaj Platforma i gdyby w świetle kryzysu, podwyżek itd. tego wparcia nie było.
Są jednak ekonomiści, którzy uważają to za rozdawnictwo?
– Pomyślmy, co byłoby dzisiaj, gdyby tego wsparcia i pomocy dla emerytów, względem najmniej uposażonych ludzi nie było i gdyby państwo powiedziało – tak jak to mówiła Platforma: budżet nie jest z gumy, pieniędzy nie mamy, więc nie damy?
Niezależnie od konwencji i planów PiS-u coraz głośniej mówi się o odejściu z rządu wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego i choć nie ma konkretnej daty, to biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi samego zainteresowanego oraz dzisiejszą szefa KPRM Michała Dworczyka, ten termin się zbliża…
– W mojej ocenie dzisiaj problemem dla Polski nie jest to, czy Jarosław Kaczyński odejdzie z rządu, czy nie. Dzisiaj najważniejszym problemem jest walka z inflacją, walka z szaleństwem, jakie na naszych oczach dzieje się w sklepach oraz na stacjach benzynowych. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że jest grupa osób, która na każdym kryzysie chce zarobić, zbić kokosy. I o ile w pewnych obszarach można sobie jakoś wytłumaczyć, że drożeją gaz czy ropa – dwa nośniki energii, od których jesteśmy uzależnieni i które musimy sprowadzić z zewnątrz, ale jest pytanie: czy ceny węgla, drewna nagle aż tak bardzo musiały wzrosnąć?
A może mamy do czynienia ze spekulacjami i ewidentnym wykorzystywaniem sytuacji przez samych Polaków?
– Ktoś wyraźnie chce zarobić na tym kryzysie kosztem społeczeństwa, i to trzeba nazwać po imieniu. Ktoś pod hasłem kryzys energetyczny usiłuje zarobić grube miliony złotych. Cena węgla na placu w kopalni waha się w granicach ok. tysiąca złotych, a jak ma to się do cen węgla w sprzedaży klientom indywidualnym. Okazuje się, że węgiel, który przejedzie kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów z kopalni jest kilka razy droższy. Tylko czy jest to biznes, czy wydzieranie pieniędzy z ludzi, którzy są zmuszeni kupić węgiel, żeby zimą ogrzać swoje domy. Myślę, że jest to ewidentna okazja na szybki zarobek, na czym niektórzy próbują zbić kokosy. Uważam, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów powinien się temu procederowi przyjrzeć, bo to są – według mnie – nieuczciwe praktyki. Jeśli drewno, które leży na składach od roku czy dwóch, nagle drożeje kilkanaście razy, to nikt mi nie powie, że jest to działanie uczciwe. Ponadto obniżka na ceny żywności i inne surowce była po to, żeby było taniej, tymczasem nieuczciwe praktyki i podnoszenie cen po to, żeby je obniżyć o VAT, nie były w porządku.