• Czwartek, 14 maja 2026

    imieniny: Macieja, Bonifacego

Zachód musi być solidarny

Wtorek, 31 maja 2022 (21:46)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas zakończonego dziś szczytu unijnego w Brukseli udało się osiągnąć porozumienie w sprawie szóstego pakietu sankcji na Rosję, w którym znalazło się m.in. złagodzone embargo na import rosyjskiej ropy. Jak Pan Profesor ocenia to porozumienie, czy na pewno możemy mówić o unijnej solidarności?

– Przede wszystkim dość długo, bo miesiąc od ogłoszenia sankcji przez przewodniczącą Komisji Europejskiej trwało dogadywanie się państw członkowskich Unii Europejskiej w tej sprawie. Poza tym solidarność unijna nigdy nie była stuprocentowa, a jej brak – w wielu wypadkach – prowadził do skandalicznych sytuacji, zwłaszcza jeśli mówimy o postawie Niemiec czy Francji. Przypomnijmy sobie, że jeszcze kilka dni temu, przed wynegocjowaniem szóstego pakietu sankcji, kanclerz Olaf Scholz i prezydent Emmanuel Macron dzwonili do Putina, mając – jak sądzę – nadzieję, że nie będą zmuszeni do takich ruchów, że mimo wszystko uda im się skłonić Putina do zaprzestania agresji i że w jakiś sposób wojna na Ukrainie się zakończy i będzie można wrócić do interesów z Rosją. Tak się jednak nie stało.

Rosja i Putin gra zresztą tak, jak od początku wojny – bardzo ostro, brutalnie, zbrodniczo i nie patrzy na żadne uwarunkowania. Zatem odważna obrona Ukraińców – z jednej strony, a z drugiej to, jak Putin gra, nie biorąc pod uwagę kwestii biznesowych, tylko polityczno-militarne, zmusiło Niemcy do wyrażenia zgody na kolejny, szósty już, pakiet sankcji.

Jak dotkliwe mogą być te nowe sankcje?

– Mają one ogromne znaczenie, bo jeśli bierzemy pod uwagę ropę naftową, to są gigantyczne kwoty, jakie Rosja zarabia na imporcie tego paliwa i nie tak łatwo będzie jej znaleźć odbiorcę czy odbiorców na innych kierunkach, a to oznacza potężne straty dla państwa i reżimu Putina, który może mieć problemy z dalszym finansowaniem swoich działań wojennych na Ukrainie.      

Jednak te sankcje dotyczące embarga na ropę będą obejmować dostawy do Unii Europejskiej za pośrednictwem tankowców, natomiast jedna trzecia rosyjskiej ropy wciąż będzie płynąć Rurociągiem „Przyjaźń”...

– Z tego, co usłyszałem, to owszem Rurociąg „Przyjaźń” będzie wciąż aktywny, ale z wyłączeniem nitki płynącej przez Polskę i Niemcy, a zatem Warszawa i Berlin będą z tego rezygnować. Tylko częściowo ten rurociąg będzie drożny, a wszystko to za sprawą oporu Węgier, wiemy, że problemy w związku z zaprzestaniem dostaw ropy będą miały też Słowacja i Czechy. Zatem rzeczywiście to embargo nie będzie działało w stu procentach, ale nie ulega wątpliwości, że powoli, ale jednak, następuje zmiana myślenia czy podejścia Zachodu do interesów z Rosją i  jest zapowiedziana ogromna redukcja, jeśli chodzi o import rosyjskiej ropy. W związku z tym, jeśli rzeczywiście te restrykcje będą przestrzegane, jeśli wojna na Ukrainie się nie zakończy, to z całą pewnością to embargo będzie oznaczało zrywanie kolejnych nici łączących Rosję z Zachodem, co jest szczególnie ważne dla nas, dla Polski.

Teraz wydaje się, że przyszedł czas na kolejny krok i embargo na rosyjski gaz…

– To prawda, choć z importem gazu jest łatwiej niż z ropą – tak przynajmniej twierdzą analitycy, co więcej, dla Rosji chyba bardziej dotkliwe jest embargo na ropę, a zatem w sensie finansowym są to kwestie o wiele ważniejsze dla Rosji niż w przypadku gazu. Można powiedzieć, że na naszych oczach dokonują się ważne zmiany geopolityczne – tym trwalsze im dłużej ta wojna, ten konflikt będą trwać. Zatem nawet w przypadku zakończenia tej wojny bardzo trudne będzie odtworzenie relacji w dawnym stylu. Swoją drogą, trzeba też powiedzieć, że te sankcje to jest też duży sukces Polski.

Oczywiście trudno byłoby osiągnąć konsensus, jeśli nie byłoby presji Stanów Zjednoczonych, i dobrze, że jest ona wciąż obecna, co przekłada się także na presję medialną w poszczególnych państwach, łącznie z Niemcami. Kanclerz Olaf Scholz od dłuższego czasu jest pod ogromną presją, i to nie tylko niemieckiego biznesu, który chciałby jak najszybszego powrotu do relacji z Moskwą, ale także jest pod presją mediów niemieckich, których nacisk też nie pozostaje bez wpływu. Proszę też zwrócić uwagę, że Putin nie daje właściwie żadnego argumentu przywódcom zachodnim – mam na myśli Niemcy, Francję czy Włochy, żeby mogli się z pewnych rzeczy wykręcić czy nawet go w jakimś sensie obronić. Natomiast gdyby w swoich działaniach był bardziej subtelny i pod wpływem presji Macrona czy Scholza, powiedzmy, zgodził się na odblokowanie portu w Odessie, żeby ruszyć z dostawami zbóż, a tym samym zminimalizować głód na świecie, to takim działaniem niejako podałby rękę przywódcom Francji i Niemiec, dając im argument do złagodzenia tych sankcji. Tymczasem Putin nie chce ustąpić nawet o centymetr, i taka jego postawa jest – jak się wydaje – bardzo rozczarowująca dla Berlina i Paryża.             

Rzeczywiście, 20 milionów ton zbóż czeka w ukraińskich magazynach na wyeksportowanie... Jeśli nie, to w krajach afrykańskich będzie głód, który może dotknąć ponad 200 milionów ludzi.

– Tymczasem Rosja blokuje ten import, co pokazuje, że wojna eskaluje. I widać, że Rosjanie chcą grać głodem mieszkańców Afryki Północnej jako czynnikiem politycznym. To pokazuje wielki cynizm Putina, który jako zakładników w tej agresywnej wojnie, którą sam wywołał, chce brać ludzi biednych, ludzi niedożywionych. To rzecz niespotykana, bo w cywilizowanym świecie – nawet w obliczu konfliktów zbrojnych – takich metod się nie stosuje. Widać jednak, że Putina to nie dotyczy.

Jak zatrzymać to rosyjskie szaleństwo?      

– Wszystko będzie zależało od tego, czy w sytuacji dalszej eskalacji tego konfliktu Sojusz Północnoatlantycki – w pewnym momencie – nie zdecyduje się na udrożnienie kanału handlowego dla transportów zbóż. NATO ma do tego odpowiednią siłę w przeciwieństwie do Rosji, która nie jest potęgą morską. Może się to dokonać oczywiście przy założeniu, że Turcja przez cieśniny dopuści okręty sojusznicze na Morze Czarne. Tego też nie można wykluczyć, bo głód to jest bardzo poważny problem, który pociąga za sobą m.in. problemy migracyjne, humanitarne. Trudno nawet sobie wyobrazić, z jak poważną sprawą, brzemienną w skutkach, możemy mieć do czynienia i do czego ten konflikt może jeszcze doprowadzić, jeśli Rosjanie będą trwać w swoim uporze.

Słyszymy też o innej propozycji, mianowicie dostarczania ukraińskiego zboża innymi kanałami – lądowymi, przez Polskę…        

– Jak widać są rozważane różne warianty. To potężny problem polityczny, ale też logistyczny, przed którym staje Ukraina i świat. Ukraińskie zboże jest stosunkowo tanie, więc kraje biedne czy mniej zamożne w ten sposób uzupełniały braki żywności. Teraz zarysowuje się poważny problem, bo bez tej żywności będzie im trudno przetrwać. Stąd świat jakoś musi temu zaradzić, jakoś udrożnić wywóz zboża z Ukrainy i pomóc ludziom, aby w Afryce Północnej nie było głodu.

Wspomniał Pan Profesor, że kryzys żywnościowy może wywołać falę migracyjną z Afryki Północnej do Europy. Mamy do czynienia ze świadomym działaniem Rosji, która w przemyślany, cyniczny sposób podchodzi do kwestii bezpieczeństwa żywnościowego świata, co więcej, chce Europie zgotować kolejny kryzys migracyjny?

– Oczywiście jest to świadome działanie Putina, który wie, co może wywołać, ale już niejednokrotnie w tej wojnie, a także wcześniej, udowodnił, że życie ludzkie – nawet swoich żołnierzy – nie ma dla niego żadnego znaczenia. Myślę, że ta postawa Rosji i cały ten problem głodu, jaki się jawi na horyzoncie bardzo wyraźnie – zachęca Zachód, aby nakładać kolejne sankcje, w tym embargo na rosyjską ropę. Oczywiście można to było zrobić wcześniej, uprzedzając ruchy Putina. Od początku napaści rosyjskiej na Ukrainę upłynęły już ponad trzy miesiące, które w mojej ocenie, w dużej mierze zostały zmarnowane. Młyny unijnej biurokracji – jak widać – mielą bardzo powoli, do tego dochodzi gęsta sieć powiązań niemiecko-francusko-rosyjskich czy w ogóle między Zachodem a Rosją, która jest tak silna, że bardzo trudno jest w krótkim czasie nie tylko zerwać te powiązania, co w ogóle zmienić podejście do Rosji.

Oczywiście jest to wynik ogromnych błędów w polityce zarówno zachodniej, że dała się wmanewrować w tę rosyjską grę, ale jest to też błąd Moskwy, która – na tym etapie – nie daje partnerom na Zachodzie narzędzi, dzięki którym mogliby się wywinąć czy obronić swoje racje dotyczące współpracy z Rosją i ewentualnie wstrzymać czy ograniczyć pole sankcyjne. Jeśli zatem Rosjanie pójdą na wywołanie głodu i potężnych fal migracyjnych z Afryki Północnej do Europy, to rodzi się pytanie, czy i jak Zachód na to odpowie.

I co zrobią Amerykanie?        

– Amerykanie mają cały szereg narzędzi, żeby odpowiedzieć – jeśli dojdzie do całkowitego embarga na rosyjskie surowce kopalne – a do tego może dojść, to Rosja może mieć gigantyczne problemy. Zatem to nie jest tak, że tylko Rosjanie mają narzędzia w ręku, bo Zachód też takowe posiada, i to dużo mocniejsze. Pojawia się tylko pytanie, czy Zachód będzie solidarny w swoich działaniach i dociśnie sankcyjnie Rosję, czy może kolejny raz zwyciężą poprawność polityczna i chęć robienia biznesów z Rosją...

     Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki