• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

To święto zawdzięczamy tym, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 r.

Niedziela, 3 marca 2013 (19:37)

Z prof. Janem Żarynem, historykiem, dyrektorem Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, rozmawia Jacek Dytkowski

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych został ustanowiony na mocy ustawy z dnia 3 lutego 2011 roku. Dlaczego dopiero po ponad dwudziestu latach od upadku komunizmu w Polsce mówi się coraz więcej o bohaterach podziemia antykomunistycznego?

– Myślę, że była to konsekwencja narastania dobrego klimatu. Apogeum nastąpiło w latach 2005-2010 za sprawą wielu osób, których dziś nazywamy strażnikami pamięci narodowej. W znacznej mierze to ci, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 r.: prezydent Lech Kaczyński, Janusz Kurtyka, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Andrzej Przewoźnik, generalny sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Tomasz Merta, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego. Można długo wymieniać. Tak się jednak złożyło, że tego formatu ludzie stanęli na czele instytucji demokratycznego państwa. Fakt, że była w nich pewna wrażliwość, zaowocował takim zwieńczeniem działań w postaci ustanowienia 1 marca Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Widziałbym to właśnie jako pewien narastający proces. Dziś owocuje tym, że jest wiele podmiotów samorządowych, społecznych stowarzyszeń, które angażują się w obchody 1 marca. Sam też reprezentuję, jako przewodniczący Społecznego Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ponad 80 organizacji, które w Warszawie i okolicach od kilku już dni oddają hołd bohaterom tego święta.  Mam nadzieję, że ta chwila, w której się znaleźliśmy, będzie już stałą cechą społeczeństwa polskiego. Ludzie otrzymali w ostatnich latach dużo nowych informacji na temat żołnierzy antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. Ponieważ jest to wiedza niesamowicie emocjonalnie zapadająca głęboko w serca, będzie to już nasze ogólnopolskie święto.

Nietrudno odnieść wrażenia, że przez ostatnie 20 lat mieliśmy do czynienia ze sprzeciwem pewnych środowisk wobec przywracania pamięci o żołnierzach wyklętych. Obecnie też nie brak różnych skandalicznych  zdarzeń, jak np. uszkodzenie w krakowskim parku Jordana pomnika Danuty Siedzikówny „Inki”, sanitariuszki AK, zamordowanej przez komunistycznych oprawców. Skąd wynika opór wobec tego święta?

– Opór wynika z tych środowisk, które – poza tą „chwilą” w okolicach 10 kwietnia 2010 r. – nami rządziły. Są to pewne elity, które wywodzą się zasadniczo z dwóch zaścianków. Jeden to trzymanie się pewnych „pozytywów” PRL-owskich. Wynika z dziedziczenia własnej biografii, wyborów, braku umiejętności w odcięciu się od poprzednich pokoleń. Oznacza trwanie – trochę na zasadzie uparciuszka – w przekonaniu, że PRL była jednak jakąś polską alternatywą, w której przecież się żyło, spędzało się uczciwie swoje godziny pracy, miało się wykształcenie, dostawało mieszkanie. Taki styl myślenia jest jeszcze jak najbardziej w Polsce widoczny i przenoszony z pokolenia na pokolenie.

A druga zaściankowość?

– Jest ona ogólnoeuropejska. Opiera się na rzekomej zasadzie, że istnieje jakaś tożsamość europejska nie wypływająca z narodowych korzeni, tylko z gabinetów biurokratów brukselskich. Jest to oczywiście zaścianek. Jeśli spojrzymy w Brukseli na urzędy Unii Europejskiej, zobaczymy, że są symbolicznie okazałe, ale jakoś ani turystów, ani mieszkańców tam nie ma. To pewien zamknięty plan architektoniczny – podobnie jak umysłowy. Więc są to pewne dwa zaścianki, gdzieś tam sobie funkcjonujące, pogubione i prawdopodobnie obciążone różnymi obawami, kompleksami, wyobrażeniami, które oddalają od chęci uczestnictwa w takich ważnych narodowych świętach.

 

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Dytkowski