• Czwartek, 14 maja 2026

    imieniny: Macieja, Bonifacego

Co może zrobić Putin…?

Niedziela, 8 maja 2022 (17:39)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzień 9 maja to jedna z ważniejszych dat w rosyjskim kalendarzu – „Dzień Zwycięstwa”. Od lat jest on wizerunkowym symbolem rosyjskiej potęgi. W tym roku o potędze i wielkości Rosji mowy być chyba nie może?

– Rzeczywiście, 9 maja w historii Rosji, a wcześniej ZSRS, to był największy dzień tryumfu. Koniec II wojny światowej był uznawany za święto potęgi tego państwa. Było więc wiadomo, że tego dnia plac Czerwony będzie miejscem defilady żołnierzy, pokazu sprzętu, któremu zazwyczaj towarzyszyła cała paleta sowieckich, a później rosyjskich notabli oraz zaproszonych gości. Czasy się jednak zmieniły. Rosja zaatakowała Ukrainę, co więcej, na froncie ponosi poważne straty i kto wie, czy ten dzień tryumfu, dzień chwały rosyjskiego oręża, nie zamieni się w wielki apel pamięci ponad 20 tysięcy poległych żołnierzy i wielkiej militarnej klęski Putina.

Straty rosyjskiej armii w ludziach i w sprzęcie są ogromne i pokazują, że „król jest nagi”. Okazuje się, że Rosja, która przez dekady odgrywała rolę potęgi, jednej z największych potęg militarnych na świecie, de facto jest bezradna, niezdolna wygrać ze znacznie słabszym przeciwnikiem, słabiej wyposażonym pod względem uzbrojenia. Co więcej, to wszystko dzieje się na oczach całego świata. I tak jak dotychczas można było mówić o defiladach tryumfu, potęgi rosyjskiej, tak tegoroczna defilada może się okazać defiladą smutną, defiladą krzyku bezradności, a jednocześnie pokazać rozmiar nieodpowiedzialnych i niebezpiecznych decyzji władz Kremla.

Czego możemy się spodziewać? Co w tej sytuacji 9 maja może zrobić Putin?

– Różne są przewidywania, spekulacje i właściwie wszystko, co powiemy dzisiaj, może przypominać wróżenie z fusów. Oczywiście otwartym tekstem Putin nie może powiedzieć do narodu, że jego wojsko przegrywa działania militarne na terenie Ukrainy. Inna sprawa, że marzenie Putina – zdobycie Kijowa, a przynajmniej podzielenie i odcięcie Ukrainy od Morza Azowskiego i Morza Czarnego – legło w gruzach. Jest zatem pytanie, co na dzisiaj może jeszcze zrobić. Otóż może podczas defilady w Moskwie położyć nacisk na broń atomową, na prezentację sprzętu, który może zostać użyty na wypadek wojny jądrowej. Mówi się też, że pojawi się tzw. samolot apokalipsy, który podczas ewentualnej wojny nuklearnej ma pozwolić na bezpieczną ewakuację władz Rosji i z pokładu umożliwić na zarządzanie państwem. Nacisk może pójść zatem na pokaz siły, że Rosja jest wciąż ważna i gotowa walczyć. To może być zarazem groźba wymierzona w Zachód. Zatem możemy mieć ogromną manifestację sprzętu z bronią atomową, połączoną z wiecem propagandowym poparcia dla Putina. I taki scenariusz jest, moim zdaniem, prawdopodobny.

Co może ogłosić Putin, zwracając się do własnego społeczeństwa?

– Nawiązując do sankcji, może powiedzieć, że państwa NATO wypowiedziały Rosji wojnę gospodarczą. Proszę też zwrócić uwagę, że mimo działań wojennych, mimo agresji Rosja jak dotąd nie wypowiedziała wojny Ukrainie, a mamy tylko mowę o specjalnej interwencji wojskowej, o walce z faszystami ukraińskimi itd., a więc o „niewinnych działaniach”. Rosja na całym swoim terytorium – od Kaliningradu po Moskwę, Petersburg czy Władywostok – odczuwa skutki zachodnich sankcji, a co za tym idzie – skutki kryzysu. Wycofanie się inwestorów zagranicznych, brak podstawowych produktów, puste półki w sklepach – to wszystko nie tworzy dobrej atmosfery wśród społeczeństwa rosyjskiego. Dlatego podczas parady w Moskwie Putin może próbować scalić naród rosyjski wokół wroga – i tak jak to było w czasie II wojny światowej, gdy Rosjanie musieli walczyć z Niemcami, tak teraz, kto wie, czy nie będą musieli walczyć w obronie ojczyzny. Taka może być retoryka, taki przekaz wysłany do Rosjan.

Skoro jest wojna, to muszą być mobilizacja i powszechny pobór. Może właśnie o to chodzi Putinowi?

– Putin zawsze może to ogłosić i nie musi niczego tłumaczyć. Tak może zrobić każdy kraj – Polska również. Na dzisiaj – w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę – mamy przecież nowelizację wszystkich możliwych aktów prawnych związanych z obronnością kraju, jak np. ustawa z 11 marca br. o obronie Ojczyzny. Wracając jednak do meritum – Putin bez wątpienia może dzisiaj zaatakować Zachód i po tym, jak przykręcił kurek, to teraz może całkowicie wstrzymać dostawy gazu do Europy. Owszem, łączy się to z brakiem pieniędzy dla Moskwy, ale zawsze może to wytłumaczyć Rosjanom, stawiając sprawę tak: kto kogo bardziej potrzebuje – Europa Rosji czy Rosja Europy?

Zawsze może powiedzieć, że skoro Europa nie chce Rosji, skoro uważa Rosję za zbrodniarzy, to zakręcamy im kurki z ropą i gazem. Skoro Unia Europejska do końca roku zapowiada odejście od rosyjskiej ropy, to Putin może pójść krok do przodu i wyprzedzając ruch, już teraz wstrzymać dostawy. Może sobie na to pozwolić, bo doskonale zdaje sobie sprawę, w jakiej kondycji są poszczególne państwa Europy Zachodniej, wie też o pustych magazynach z gazem. Trzyma Europę w szachu i może powiedzieć – po co czekać do końca roku – wstrzymujemy dostawy już dzisiaj.

Rosjanie to zaakceptują, bo przecież wiąże się to z pogłębieniem biedy?

– Rosjanie są zdolni do wielu wyrzeczeń, co przerabiali już nieraz. Wychowani w sowieckiej mentalności, zacisną pasa, byleby tylko Rosja była wielka. Wykorzystując to, Putin może pójść na totalne starcie gospodarcze, które miałoby wyprzedzić działania wciąż podzielonego Zachodu. Jeżeli zostaną zablokowane ropa i gaz dla Unii Europejskiej, to w tym momencie Putin ma otwarte drzwi do działań w Naddniestrzu, Mołdawii, Kazachstanie.

Sprzyjać mu będzie chaos gospodarczy powstały po ewentualnej decyzji dotyczącej wstrzymania dostaw ropy i gazu. Warto też pamiętać, że do działań wspomagających Ukrainę też potrzebna będzie ropa, bo armia potrzebuje paliwa, którego może zacząć brakować. Na razie zachodnia Europa nie poradzi sobie bez rosyjskich węglowodorów, a Rosja – zaciskając pasa – bez zachodnich pieniędzy da sobie radę – przynajmniej przez jakiś czas. Proszę zwrócić uwagę, że Rosjanie, pomijając bestialstwo i zbrodnie, których się dopuszczają wobec ukraińskiego narodu, grabią i rabują wszystko. Ukrainę – uważaną wcześniej za „spichlerz świata” – rabują z żywności, ze zbóż, gromadząc zapasy dla siebie. Proszę też pamiętać, że Putin walczy nie z całym światem, ale ze Stanami Zjednoczonymi i z Unią Europejską, ale jego sojusznicy, czyli Azja, Indie, podobnie Chiny, które wciąż zachowują się niejednoznacznie wobec konfliktu na Ukrainie, wciąż jednak są po stronie Moskwy, a przynajmniej nie są jej przeciwni. W jakimś sensie może więc na nich liczyć, a Europa bez rosyjskiego gazu i ropy – na tym etapie – może mieć poważne problemy. Oczywiście można się posiłkować ropą z innych kierunków, ale nie zmienia to faktu, że braki wystąpią, i to poważne.

Kłania się krótkowzroczna polityka i uzależnianie się od Rosji, a Polska przed tym przestrzegała wielokrotnie…?       

– Dokładnie tak. Jednak interes, chęć zarobienia, chęć dominacji Niemiec czy Francji nad innymi wzięły górę nad rozsądkiem. Dzisiaj mleko się rozlało i trzeba z tej matni jakoś próbować wyjść. Co więcej, już słyszymy o okresie przejściowym np. dla Węgier, i ten wyjątek może służyć Putinowi do pokazania Unii Europejskiej, czym jest osławiona, ale przereklamowana solidarność unijna. Tym samym pokaże podział istniejący w Europie. Proszę też pamiętać, że część oligarchów rosyjskich żyje czy ma ulokowane swoje majątki na Cyprze, tam też działają – jako cypryjskie – rosyjskie firmy i kto wie, czy się nie okaże, że w ramach obejścia unijnych decyzji ropa do niektórych państw będzie płynąć za pośrednictwem Cypru i to Cypr może się okazać zagłębiem ropy i gazu dla niektórych państw europejskich. Takiego wariantu też nie wykluczałbym.

Zakładając – czysto hipotetycznie – że Putin wykona taki ruch, to także nasza sytuacja może się stać problematyczna. To dobrze, że mamy magazyny z gazem wypełnione w ponad 80 proc., że mamy Terminal LNG im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu i zakontraktowane dostawy, ale panika, jaka powstanie na rynkach światowych, może się odbić także na Polsce. Putinowi zależy na spotęgowaniu kryzysu.

Jakie mogą być tego skutki?

Ta ewentualna gospodarcza „bomba atomowa” może zatrzymać europejską gospodarkę. Europa ma za mało czasu, żeby się przygotować na taki ruch Putina. Zbyt długo zwlekano, licząc, że Putin nie użyje gazu i ropy jako broni. Tymczasem może to zrobić w każdej chwili – zresztą pierwszy akt już zrobił, wstrzymując dostawy gazu do Polski oraz Bułgarii w ramach kontraktu jamalskiego. Jako Polska przestrzegaliśmy przed uzależnianiem się od dostaw węglowodorów tylko z jednego, rosyjskiego kierunku, ale nikt nas nie słuchał. Dzisiaj widać, że nie potrzeba żadnej nowej wojny, że zakręcając ropę i gaz, Rosja automatycznie wywołuje totalny kryzys i krach na rynku światowym. Będą przerwy w dostawach, a wiele zakładów opierających się na ropie i gazie może przestać funkcjonować. Z dnia na dzień nie da się załatwić dywersyfikacji dostaw, bo na to potrzeba czasu, którego Europa nie ma czy może nie mieć. Zatem Putin może cały świat postawić pod ścianą.

Co wówczas z solidarnością unijną?

– Tak jak już wspomniałem, solidarność unijna jest tylko na papierze, natomiast o wszystkim decydują twarda polityka i korzyści. Putin takim działaniem może postawić wiele państw przed poważnym dylematem i czekać, aż do niego powrócą, z tym że może to już być na jego warunkach. Mogą się zatem rozpocząć rozmowy, ale nie w grupie, tylko indywidualnie; co więcej, jestem przekonany, że na gruncie europejskim ma już kilka państw chętnych do wejścia w taki układ zależności. Zwyciężą egoizm narodowy i interesy poszczególnych państw.

       Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki