• Czwartek, 14 maja 2026

    imieniny: Macieja, Bonifacego

Tchórzostwo europejskich polityków

Środa, 13 kwietnia 2022 (17:43)

Z Markiem Astem, członkiem Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości oraz przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jakie znaczenie, jaki wymiar w kontekście agresji rosyjskiej na Ukrainę ma dzisiejsza wizyta prezydentów Polski, Litwy, Łotwy i Estonii w Kijowie?

– Myślę, że najtrafniej wyraził to wicepremier Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu w niedzielę przed Pałacem Prezydenckim, podczas obchodów 12. rocznicy katastrofy smoleńskiej, kiedy mówił również o tchórzliwości Zachodu w obliczu olbrzymiej tragedii, jaką jest agresja Rosji na Ukrainę, gdzie rozmiar zbrodni dokonywanych przez rosyjskich sołdatów przekracza wszelkie wyobrażenia. Do tego rodzaju okropieństw w XXI wieku nigdzie nie dochodziło, co więcej, dzieje się to w Europie, na oczach całego świata.

Tak czy inaczej mamy do czynienia z jednej strony z tchórzostwem i zachowawczą postawą europejskich elit, a z drugiej z odwagą prezydenta Andrzeja Dudy oraz towarzyszących mu prezydentów: Litwy Gitanasa Nausėdy, Łotwy Egilsa Levitsa i Estonii Alara Karisa, którzy udali się do Kijowa. Ta wizyta ma wymiar symboliczny, pokazujący, że Polska mimo tego, iż nie należy do najbogatszych państw Unii Europejskiej czy najlepiej uzbrojonych, to jednak ma odwagę stanąć na czele frontu sprzeciwu wobec Putina i jego imperialnej polityki.

Polska mimo iż – jak Pan zauważył – nie jest krajem najbogatszym, to otwiera swoje granice, a Polacy swoje serca i domy dla Ukraińców, jednak Unia Europejska mimo deklaracji i okrągłych słów nie kwapi się ze wsparciem finansowym dla Polski…

– Mało tego, Unia Europejska nie tylko nie kwapi się ze wsparciem, czym mogłaby w tym konkretnym przypadku dać dowody solidarności i udzielić Polsce pomocy w dźwiganiu ciężaru, który wiąże się z przyjmowaniem uchodźców z Ukrainy, ale również nie wspiera finansowo Ukrainy. Można zatem powiedzieć, że odmawiając pomocy Polsce, Unia jednocześnie pozostawia w odosobnieniu państwo ukraińskie, które stało się ofiarą zbrodniczej polityki Putina. Co ważne, nie można tej kwestii wiązać ze sporem o praworządność, jaki się toczy między Unią Europejską a Polską, gdzie blokowane są środki w ramach „Krajowego planu odbudowy”, gdzie również nie ma pozytywnej decyzji, nie ma pozytywnej reakcji na usiłowania polskiego rządu, aby te należne nam pieniądze zostały w końcu odblokowane.

Mamy zatem do czynienia ze złą wolą po stronie Unii Europejskiej i jednocześnie z niedostrzeganiem, że dzisiaj to Polska jest liderem solidaryzującym się z Ukrainą, wspierającym realnie, co warto podkreślić, Ukrainę m.in. poprzez przyjmowanie uchodźców, których w Polsce przebywa dzisiaj ponad 2 miliony, a przeszło przez nasz kraj już ponad 2,7 miliona osób. Ta polityka Unii jest niezrozumiała, a może właśnie zrozumiała, bo pewnie przywódcy państw Europy Zachodniej woleliby, żeby wojna na Ukrainie szybko się zakończyła – bez względu na wynik, i żeby mogli powrócić do interesów z Rosją.

Jednak kiedy trzeba było wesprzeć Turcję czy Grecję w kryzysie uchodźczym, to Unia Europejska jakoś nie wahała się wysupłać miliardy euro, a my musimy sobie radzić sami?

– Dokładnie tak, ale to tylko pokazuje tchórzostwo polityków europejskich, którzy uginali się pod tureckim szantażem. Przypomnę, że Turcja twardo postawiła sprawę, a prezydent Erdogan jasno stwierdził, że nie będzie blokował napływu imigrantów islamskich do Unii Europejskiej, jeśli nie otrzyma wsparcia finansowego. I tylko pod tym szantażem, za powstrzymanie imigrantów muzułmańskich, Unia Europejska się ugięła i przekazała Turcji wsparcie finansowe w wysokości 6 miliardów euro. Natomiast dzisiaj, kiedy mamy do czynienia z falą uchodźców wojennych – Europejczyków, uciekających przed rosyjskimi bombami, przed zbrodniami wojennymi dokonywanymi przez siepaczy Putina, to Unia Europejska pozostaje niewzruszona i udaje, że nie widzi zaangażowania Polski, a wręcz przeciwnie – często tendencyjnie wskazuje na aktywność państw, które angażują się symbolicznie we wsparcie Ukrainy. Natomiast wysiłku Polski, który jest absolutnie największy, niestety nie dostrzega.

Premier Mateusz Morawiecki, a także europosłowie z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów zaapelowali do Komisji Europejskiej o wsparcie finansowe dla Polski. Jednak komisarz ds. budżetu Johannes Hahn uważa, że jeszcze za wcześnie na przeznaczanie konkretnego unijnego wsparcia finansowego dla krajów Unii przyjmujących uchodźców. Za wcześnie?

– Po stronie Polski zostały już zaangażowane miliardy złotych na różne formy wsparcia, pomocy dla uchodźców – zarówno w formie bezpośredniej, które trafiają do ukraińskich uchodźców np. w ramach programu „Rodzina 500 plus”, także w formie jednorazowych zasiłków. To wsparcie dociera również do polskich rodzin, które goszczą u siebie uchodźców z Ukrainy, na cały wysiłek logistyczny. Ponadto te środki są też przekazywane przez państwo polskie samorządom i te wszystkie sumy łącznie idą już w miliardy złotych. Natomiast to, że komisarz ds. budżetu Johannes Hahn mówi, że jest jeszcze za wcześnie na wsparcie wysiłków Polski, świadczy tylko o złej woli po stronie naszych partnerów w Unii Europejskiej. To pokazuje również jakąś niechęć, wynikającą pewnie z wrogości do rządu i polskiego premiera, który jako jedyny ma odwagę nazywać rzeczy po imieniu, który twardo stawia sprawy i apeluje o nałożenie prawdziwych, mocnych sankcji na Rosję, który wzywa Unię Europejską do maksymalnego wsparcia dla walczących Ukraińców. I to pewnie unijnym decydentom się nie podoba.

Wczoraj w Polsce gościł prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, który chciał się udać także do Kijowa, ale jak napisał niemiecki dziennik „Bild” – powołując się na informacje z ukraińskich kręgów rządowych – prezydent Zełenski nie chce się z nim spotkać. Jak czytać ten gest ukraińskiego prezydenta?

– Widać, że kolejny polityk niemiecki chce poprzez puste gesty stworzyć mylne wrażenie, że Berlin jest zaangażowany w pomoc dla walczących Ukraińców. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Otóż Niemcy cały czas nie byli nawet za tym, żeby uruchamiać radykalne sankcje, chociażby poprzez wykluczenie Rosji z systemu finansowego SWIFT. Tym samym dwa największe rosyjskie banki, jak Sberbank czy Gazprombank, które prowadzą finansowe rozliczenia dostarczanych do Unii Europejskiej gazu i ropy, zostały wykluczone z sankcji. Również bardzo znamienna jest polityka kanclerza Olafa Scholza, który dzisiaj, wbrew opinii publicznej w Niemczech, prowadzi politykę, nazwijmy to, „łagodnego sprzeciwu” wobec agresji Rosji, natomiast nie decyduje się na poparcie radykalnych kroków wobec Kremla.

Myślę, że prezydent Wołodymyr Zełenski to wszystko dostrzega i stąd brak woli spotkania się z prezydentem Frankiem-Walterem Steinmeierem, którego bliskie relacje z Rosją w ostatnich latach są powszechnie znane, podobnie jak to, że jako szef niemieckiej dyplomacji w rządzie kanclerz Angeli Merkel był zwolennikiem budowy gazociągu Nord Stream 2. Dzisiaj wprawdzie słyszymy, że wcześniejsze zaangażowanie po stronie Rosji było błędem, ale Ukraińcy te umizgi niemieckie wobec Putina pamiętają. Ponadto cóż dobrego mogłoby wyniknąć z wizyty prezydenta Niemiec w Kijowie poza tym, że wyłącznie on sam zbijałby kapitał polityczny, a żadna realna pomoc dla Ukrainy ze strony Niemiec z tej wizyty nie wynikałaby.

Czy ten zdecydowany gest Zełenskiego może być jakimś otrzeźwieniem dla Niemiec i całej Unii Europejskiej, która chełpi się, że pomaga, ale rękoma Polaków?

– Obawiam się, że jeżeli zdjęcia z Buczy czy innych miejsc rosyjskich zbrodni wojennych, zbrodni ludobójstwa dokonywanych przez Rosjan na Ukrainie, nie przyniosły otrzeźwienia, to taka reakcja prezydenta Zełenskiego na chęć przyjazdu na Ukrainę prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera też pewnie większego wrażenia niestety nie zrobi. Ukraina w obliczu tego olbrzymiego zagrożenia dla swojej niepodległości, swojej suwerenności, wciąż pozostaje osamotniona. Tej realnej pomocy, o którą prezydent Zełenski od dawna prosi, wciąż niestety nie ma.

Tymczasem za chwilę w Donbasie dojdzie do konfrontacji sił ukraińskich z rosyjskimi i to starcie może być decydujące dla dalszego przebiegu tej wojny. W tej sytuacji niemrawa postawa Zachodu i taka postawa lidera Unii Europejskiej, jakim są Niemcy, pokazuje, że przywódcy zachodniej Europy ciągle się przyglądają z boku temu, jak Ukraina walczy i jak się wykrwawia. Tak jak Niemcy na początku tej wojny liczyli, że ten konflikt zakończy się w ciągu dwóch-trzech dni zajęciem Kijowa i zwycięstwem Rosji, więc na tamtym etapie ich zaangażowanie było zbędne, dzisiaj też liczą, że na ich zaangażowanie jest ciągle za wcześnie, co podkreślił komisarz ds. budżetu Johannes Hahn, i ciągle trwa oczekiwanie na rozstrzygnięcie – chyba takie, kiedy Rosja zdominuje Ukrainę, a Zachód będzie mógł powrócić do interesów z Moskwą.

        Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki