• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Ukraina znalazła się w popiołach

Sobota, 9 kwietnia 2022 (00:05)

ROZMOWA z s. Hieronimą Dorotą Kondracką, albertynką ze Lwowa

Siostry albertynki we Lwowie posługują ludziom odrzuconym na margines społeczny. Obecnie pomagają też uchodźcom.

– Od początku wojny jesteśmy w pogotowiu, spieszymy wszędzie tam, gdzie jesteśmy potrzebne.

W ubiegłym tygodniu prawie codziennie pełniłyśmy posługę na dworcu we Lwowie. Razem z wolontariuszami przygotowywałyśmy kanapki, czekałyśmy, aż przyjedzie pociąg z uchodźcami. Nie wiadomo było, kiedy dotrze i z jakiego rejonu Ukrainy przywiezie uciekających przed wojną ludzi.

Kiedy pełniłyśmy dyżur, bardzo wiele osób docierało z tych terenów, gdzie skutki wojny są najbardziej dramatyczne. Ci, którym udało się wydostać z Mariupola, po przyjeździe do Lwowa pytali, jak jechać dalej – do Polski. Nie chcieli zatrzymywać się na dłużej we Lwowie, bojąc się, że również tutaj nie są bezpieczni.

Byli przerażeni wojną?

– Ludzie doświadczyli ogromnego cierpienia, w tym głodu i pragnienia. Każdy, kto wysiadał z pociągu, najpierw prosił tylko o wodę… Jeden z pociągów zatrzymał się na stacji w momencie alarmu ostrzegawczego. Z wielkim lękiem, strachem jego pasażerowie pytali, gdzie można się schować. Oni doświadczyli, czym jest bombardowanie miasta.

Opowiadali o swoich przeżyciach. Niejednokrotnie znajdowali się pod gruzami, ukryci przed Rosjanami. Wiedzieli, że gdy ich odkryją, zostaną rozstrzelani. Taki los spotkał wielu ich znajomych, sąsiadów.

Dzięki pomocy humanitarnej, zwłaszcza z Polski, przygotowujemy transporty żywności, odzieży w różne regiony Ukrainy, m.in. do Kijowa. Staramy się pomagać, jak tylko możemy.

Nie wszyscy mogą uciec, np. wielu ludzi jest w szpitalach.

– Do szpitala dziecięcego we Lwowie, gdzie trafiają też najmłodsze ofiary wojny, przywozimy żywność, leki. Choć nie możemy wejść do środka, gdyż wprowadzano obostrzenia z powodu pandemii, to jednak mamy kontakt z zaprzyjaźnionymi lekarzami. Wiemy, że dary trafiają do małych pacjentów.

Pomagamy też w szpitalu psychiatrycznym dla dzieci i młodzieży. Dzięki hospicjum z Siedlec udało się zorganizować pomoc dla dziecka, które wymaga przeszczepu nerki. Mały pacjent wraz z rodziną udał się do Polski, gdzie w Centrum Zdrowia Dziecka ma przejść operację ratującą życie.

Towarzyszymy tym, których przywiozłyśmy z dworca do punktów, gdzie teraz mieszkają. Gdy tylko potrzebują ubrań, leków, dzwonią do nas, prosząc o pomoc. Próśb nie zostawiamy bez odpowiedzi.

Bardzo wiele jest różnych trudnych sytuacji. Mówię o tym, by pokazać skalę potrzeb.

Tak jak zaczął się Wielki Post posypaniem głów popiołem, tak widzimy, że Ukraina znalazła się w popiołach. Razem z tymi ludźmi, którym służymy, do których zostałyśmy posłane, przeżywamy teraz w codzienności drogę krzyżową.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

Małgorzata Bochenek