Dziś w „Naszym Dzienniku”
Ukraińcom determinacji nie brakuje
Poniedziałek, 28 marca 2022 (00:03)ROZMOWA / z Bartoszem Cichockim, ambasadorem RP w Kijowie
Jak obecnie wygląda sytuacja w stolicy Ukrainy? Wiemy, że wojska ukraińskie wypierają Rosjan z obwodu kijowskiego. Czy w tej części miasta, w której Pan się znajduje, jest bezpiecznie?
– Kijów to bardzo duże miasto. Często o potężnych uderzeniach rakietowych dowiaduję się po fakcie, z telewizji. W bezpośrednim otoczeniu ambasady nie słyszałem w ostatnim czasie eksplozji. Intensywne, ale nieregularne walki toczą się na zachodnich przedmieściach miasta, rosyjskie rakiety sięgają dzielnic Swiatoszyno czy Niwki. Zaczęło płonąć jedno z wysypisk śmieci – powietrze w Kijowie przez krótki czas było nieznośne.
Oficjalne źródła podają, że udało się odepchnąć Rosjan ze wschodnich przedmieść miasta. Na zachód od Kijowa: w Irpieniu, Hostomelu, Borodziance, udało się natomiast otoczyć Rosjan. Można więc powiedzieć, że w centralnej części państwa jest spokój. Trzeba jednak pamiętać, że w takich miastach, jak Charków, Czernihów, Mariupol sytuacja jest zupełnie inna. Jeśli w najbliższym czasie nie uda się tam dostarczyć pomocy żywnościowej, medycznej, to też zacznie się tam robić katastrofalnie.
Pomoc humanitarna do tych miejsc jest blokowana przez Rosjan. A jak jest z dostarczaniem żywności do Kijowa?
– Zgodnie z szacunkami KPRM z Polski wjechało na Ukrainę już ponad 2500 tirów. Są to dary pochodzące zarówno od urzędów centralnych, samorządów, wojewodów, jak i prywatnych osób. Ta pomoc przekazywana jest stale. Zazwyczaj transporty docierają na granicę lub do Lwowa, albo do innej miejscowości przygranicznej. I stamtąd prowadzona jest dystrybucja w głąb kraju, zgodnie z zapotrzebowaniem ustalanym przez stronę ukraińską.
Ostatnio przyjechali do nas wolontariusze ze Świnoujścia z pomocą medyczną do dziecięcego szpitala onkologicznego. Mówili nam, że w miastach, które mijali – np. Biała Cerkiew, Fastów, nie brakuje zaopatrzenia w żywność czy w medykamenty. Ale paradoksalnie np. w Równem, mieście położonym bardziej na zachód od Kijowa, jest dużo gorzej.
W Kijowie jest relatywnie lepiej niż na wschodzie kraju, ale to chyba nie oznacza, że tej pomocy nie potrzeba?
– Bez kolejnych dostaw, np. takich jak z KPRM, zapasy miasta skończyłyby się bardzo szybko. Kijów jest dziś miastem wyludnionym. Ponad połowa czy nawet trzy czwarte mieszkańców wyjechało, więc nie ma już takiego dużego zapotrzebowania. Niemniej przed aptekami, tymi nielicznymi, które funkcjonują, stale widać kolejki kilkunastu, kilkudziesięciu osób. Lekarstwa są, jednak w niedostatecznej ilości punktów.
Sklepy również są otwarte. Oczywiście, wybór towarów jest dużo skromniejszy niż przed wojną. Czasem spóźniają się dostawy chleba czy warzyw. Wszystko zależy od bieżącej sytuacji, od tego, czy noc była spokojna, czy nie.
Na stacjach benzynowych także nie zawsze jest pełen wybór paliwa. Bywa, że jest tylko olej napędowy lub jedynie benzyna. Jeszcze dwa tygodnie temu jedna z sieci wydawała talony na paliwo. Można było zatankować tylko określoną jego ilość. Widocznie były kłopoty z dostawą. Dziś już nie ma talonów, ale zdarzają się sytuacje w sklepach spożywczych, że przyjmowane są płatności wyłącznie kartą. Właściciele sklepów nie chcą gromadzić gotówki w kasach.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.