• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Czas wrócić do węgla

Sobota, 26 marca 2022 (09:58)

Europa na własne życzenie uzależniła się od dostaw surowców energetycznych z Rosji.

Dziś nie tylko nasze gospodarki cierpią z uwagi na dyktat cenowy, ale też, kupując surowce ze Wschodu, Europa wprost finansuje agresora wszczynającego konflikt zbrojny, który może rozlać się na cały kontynent.

Czy czeka nas ponaddwukrotny wzrost i tak już bardzo wysokich cen gazu? Dwoma tysiącami euro za tysiąc metrów sześciennych gazu postraszył były premier i prezydent Rosji Dimitrij Miedwiediew w odpowiedzi na wstrzymanie przez Niemcy certyfikacji drugiej nitki Nord Streamu. Decyzja w tej sprawie przynajmniej na jakiś czas odkłada uruchomienie rosyjsko-niemieckiej inwestycji w nową drogę dostaw gazu ze Wschodu. Teraz zarówno Berlin, jak i Bruksela mogą na własnej skórze przekonać się, że groźba użycia przez Rosję gazu jako broni i ostrzeżenia przed brakiem możliwości uczciwego handlu surowcami to nie były mrzonki. Doskonale z tego zdawały sobie natomiast sprawę kraje Europy Środkowo-Wschodniej, dążąc do dywersyfikacji źródeł dostaw surowców. W ciągu ostatnich 20 lat zrobiono w Polsce wiele, by w imporcie zwiększać udział gazu czy ropy naftowej spoza kierunku wschodniego, co jednak na przestrzeni kadencji politycznych ograniczane było decyzjami rządów SLD czy PO – PSL, wikłającymi nas w kolejne długoterminowe kontrakty uzależniające od dalszych dostaw z kierunku wschodniego. 

Z innych kierunków

W rezultacie Rosja cały czas pozostaje dla Europy największym źródłem dostaw niezbędnych surowców energetycznych. – Gaz czy węgiel z Rosji to obecnie niezbędny element – diagnozuje sytuację w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. Nasz rozmówca zwraca przy tym uwagę, że zwłaszcza Niemcy postawiły na import surowców z Rosji, opierając na tym forsowaną w Unii Europejskiej transformację energetyczną. – Jeśli Nord Streamu 2 nie będzie, to zostanie zachowane status quo. Wiele się nie zmieni, ale nie będzie można realizować transformacji energetycznej, która powoduje, że mamy odejść od węgla, dla którego alternatywą jest ciągle gaz. A jeśli gazu nie będzie, to od węgla odchodzić nie będziemy, to znaczy, że np. Niemcy zamrożą elektrownie węglowe i nie będą ich likwidować. I tak samo Polska – musi zostać przy węglu – ocenia nasz rozmówca. 

W ostatnich latach Polska podjęła szereg działań mających zdywersyfikować źródła dostaw gazu i ropy, które jeszcze kilka lat temu w przeważającej części znajdowały się w Rosji. Zakończenie kontraktu jamalskiego na dostawy gazu w listopadzie tego roku ma sprawić, że kierunek wschodni przestanie być dominującym, jeśli chodzi o źródła gazu. Na to też mają pozwolić podpisane w ostatnich latach kontrakty ze Stanami Zjednoczonymi na dostawy gazu skroplonego do gazoportu w Świnoujściu, rozbudowywanego teraz tak, aby był w stanie regazyfikować rocznie nie 5, lecz 7,5 mld m sześc. LNG. Kluczowe znaczenia będzie miała jednak inwestycja w Baltic Pipe. Rurociąg, którego ukończenie zapowiadano na październik br., miałby pozwolić dostarczać do Polski ze złóż norweskich gaz w ilości równoważącej tę, która trafia teraz do nas na podstawie kontraktu jamalskiego – ok. 9 mld m sześc. – to około połowy naszego rocznego zużycia gazu. Profesor Mielczarski w rozmowie z nami zwraca uwagę, że przynajmniej w początkowym etapie funkcjonowania rurociągu zakładane do przesyłu ilości gazu mogą nie zostać osiągnięte, co w sytuacji, gdy Rosja nie zwiększy podaży sprzedawanego do Niemiec gazu, który ewentualnie moglibyśmy od Niemców odkupywać, będzie stanowić dla nas problem.

Odbudować górnictwo

Konsekwentnie prowadzona jest również dywersyfikacja źródeł dostaw ropy. – Jeszcze w 2013 roku aż 98 proc. surowca przerabianego w Płocku to była ropa rosyjska. Teraz ten gatunek stanowi zaledwie około 50 proc., a reszta pochodzi z kierunków alternatywnych: z Arabii Saudyjskiej, ze Stanów Zjednoczonych czy z Afryki Zachodniej – mówi „Naszemu Dziennikowi” prezes PKN Orlen Daniel Obajtek. A podpisana w styczniu br. przez PKN Orlen umowa ze światowym potentatem w branży naftowej, Saudi Aramco z Arabii Saudyjskiej, pozwoli na sprowadzenie – informował Orlen – tylko od Saudyjczyków ropy naftowej w ilości stanowiącej 45 proc. zapotrzebowania całej Grupy Orlen. Wiele dyskusji wywołuje kwestia importu węgla kamiennego do Polski, zwłaszcza z kierunku rosyjskiego. Tym bardziej że sukcesywnie ograniczamy wydobycie krajowe. Według danych Ministerstwa Aktywów Państwowych, w 2020 roku import węgla do Polski wyniósł 12,82 mln ton, a w tym 9,44 mln ton z Rosji. Nasze roczne wydobycie w 2020 r. to ok. 54 mln t.  Importowany węgiel nie jest niezbędny naszej energetyce kontrolowanej przez spółki Skarbu Państwa. Węgiel sprowadzają przede wszystkim firmy prywatne, a końcowymi odbiorcami węgla z importu byli przede wszystkim tzw. pozostali odbiorcy, a w tym gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa produkcyjno-handlowo-usługowe – w 65,5 proc. oraz koksownie – 13,4 proc. Od 2018 r. import węgla do Polski, także tego rosyjskiego, maleje. 
Co ciekawe, Niemcy w imię propagowanej polityki klimatycznej nie wydobywają już węgla kamiennego u siebie. Nie przeszkadza to im jednak spalać go w swoich elektrowniach. W 2020 r. sprowadzili 31,8 mln t węgla kamiennego, w tym blisko połowę z Rosji. Niezwykle duże jest uzależnienie całej UE od importu gazu. W ramach państw członkowskich – jak wynika z danych Eurostatu – import pokrywa 90 proc. zapotrzebowania. A 40 proc. importu to gaz rosyjski.

Zadbać o bezpieczeństwo energetyczne

Sytuacja kryzysowa, z jaką obecnie mamy do czynienia, wskazuje – jak tłumaczy w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Kazimierz Grajcarek, były przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność” – jak istotna jest kwestia zapewnienia, w miarę możliwości, bezpieczeństwa energetycznego we własnym zakresie. I w tym kierunku – wyciągając wnioski z obecnego kryzysu – powinna iść, według niego, cała Europa. – Dopóki będziemy odbierać od Rosjan paliwo, obojętne, czy to gaz, węgiel czy ropę, dopóty Rosja będzie miała się za co zbroić. Rosja dzięki temu nie staje się bogatsza, nowocześniejsza, a ludziom nie żyje się tam lepiej. Pieniądze z tych surowców idą głównie na zbrojenia – zauważa. Nasz rozmówca ocenia, że powinniśmy już „podziękować” Rosji za gaz i węgiel. – Sama Polska jest małym odbiorcą, ale Europa jako całość już poważnym. I teoretycznie mogłaby zrezygnować z surowców z Rosji. Praktycznie nie jest to teraz możliwe, bo od Rosji się uzależniła: powyłączała elektrownie jądrowe, zniszczyła górnictwo. I teraz Rosja dyktuje warunki – zaznacza Grajcarek. Zauważa, że choćby z uwagi na obecne doświadczenia powinna zapaść decyzja o odbudowie górnictwa. – Tylko państwo, które jest niezależne energetycznie, które ma swoje paliwo do produkcji energii, jest państwem względnie bezpiecznym. Musimy wrócić do węgla. Oczywiście, że trzeba przy tym spalanie węgla uczynić bardziej wydajnym, również w domach, nie tylko w wielkich elektrowniach – ocenia. Nasz rozmówca zauważa przy tym, że i Europa wróci do węgla kamiennego, jednakże nie w kopalniach u siebie. – Niemcy, Francuzi, Anglicy, Hiszpanie zainwestowali w kopalnie węgla kamiennego w Australii. I nie po to, żeby sprzedawać węgiel w Australii, lecz z myślą, by sprowadzać, kiedy „wybite” zostaną już w wszystkie kopalnie w Europie – wyjaśnia.

Artur Kowalski