• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Proces Chrystusa

Poniedziałek, 21 marca 2022 (14:07)

Trzecie kazanie pasyjne ks. bp. Ignacego Deca wygłoszone w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Świdnicy w czasie nabożeństwa Gorzkich żali

Proces Chrystusa – Jezus przed Sanhedrynem

Wstęp

W naszej medytacji pasyjnej rozstaliśmy się  w ubiegłą niedzielę z Jezusem w ogrodzie Oliwnym. Miała tam miejsce przejmująca modlitwa Jezusa złączona z krwawym potem, a następnie wydanie Jezusa przez Judasza uzbrojonemu oddziałowi, który podlegał władzom świątynnym. Jezus został zewnętrznie zniewolony, a Judasz  przeszedł do historii jako ten, który za 30 srebrników wydał Jezusa oprawcom. Kohorta, która pojmała Jezusa, od razu przystąpiła do przygotowania procesu sądowego, który miał się zakończyć skazaniem Jezusa na śmierć przez ukrzyżowanie. Z Ewangelii dowiadujemy się, że proces Jezusa miał dwa etapy: przesłuchanie przed Sanhedrynem, Wysoką Radą Żydowską oraz przesłuchanie przed Piłatem, namiestnikiem rzymskim w Palestynie. W rozważaniu dzisiejszym przyjrzymy się  przesłuchaniu Jezusa przed Sanhedrynem, a za tydzień staniemy z Jezusem  przed Piłatem.

Sprawa Jezusa na obradach Wysokiej Rady – Sanhedrynu

W czasach Pana Jezusa na terenie państw okupowanych przez Rzymian władzę administracyjną i sądowniczą sprawowała Wysoka Rada. W Izraelu liczyła ona siedemdziesięciu jeden członków. Na jej czele stał urzędujący arcykapłan. W czasie procesu Jezusa był nim arcykapłan Kajfasz.

Papież Benedykt XVI w drugim tomie książki „Jezus z Nazaretu” napisał, że początkowo publiczne wystąpienia Jezusa nie budziły wśród władz świątynnych większego zainteresowania. Sytuacja zmieniła się dopiero po cudzie wskrzeszenia Łazarza i po wjeździe Jezusa do Jerozolimy, gdy Jezus został owacyjnie powitany przez pielgrzymów przybyłych na święto Paschy, gdy potem wyrzucił przekupniów ze świątyni i wygłaszał mowy podważające dotychczasowe obyczaje religijne, mowy, które zdaniem wielu Żydów zagrażały monoteizmowi izraelskiemu. Rada Żydowska – Sanhedryn musiała zareagować na te wydarzenia, by wyrobić sobie opinię o Jezusie i podjąć odpowiednie decyzje (por. J. Ratzinger, Benedykt XVI, „Jezus z Nazaretu”, część II. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania, Kielce 2011, s. 182).  

Wstępne obrady Sanhedrynu w tej sprawie opisał jedynie autor czwartej Ewangelii, czyli św. Jan Apostoł. W jedenastym rozdziale jego Ewangelii znajdujemy słowa: „Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: »Cóż zrobimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków. Jeżeli go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w niego, a przyjdą Rzymianie i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród«. Wówczas jeden z nich Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: »Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród«. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić” (J 11,47-53).

Wypowiedź Kajfasza nazwał ewangelista Jan proroctwem. Najwyższy Kapłan  z pewnością rozumiał ją politycznie, przestrzegając, by Jezusa nie zostawiać przy życiu, gdyż przyjdą Rzymianie i zniszczą cały naród. Jest zatem lepiej, by jeden człowiek umarł za lud, niż miałby zginąć cały naród. Święty Jan, komentując tę wypowiedź, nadał jej charakter uniwersalny, zbawczy, pisząc, że „Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”.

Mamy więc wyjaśnione, że Jezus umarł za wszystkie rozproszone dzieci Boże, a więc za wszystkich ludzi. Ludzkość nie ma innego Zbawiciela, tylko Jezusa. On jest jedynym i powszechnym Zbawcą ludzi i świata – Ten,  który żyje w Kościele, który jest dziś z nami, który żyje w naszych sercach, gdy wierzymy w Niego i gdy Go kochamy. O Nim to dyskutowała Wysoka Rada – Sanhedryn przed kolejnym świętem Paschy.

Przypomniane przed chwilą prorocze słowa Kajfasza były w rzeczywistości równoznaczne z wyrokiem śmierci na Jezusa. Musiano jednak przeprowadzić oficjalne przesłuchanie – ich zdaniem – przestępcy. Dlatego też w nocy z czwartku na piątek, po pojmowaniu Jezusa w ogrodzie Getsemani, zaprowadzono Go do pałacu arcykapłana, gdzie Najwyższa Rada – Sanhedryn – rozpoczęła oficjalny proces.

 

Przesłuchanie Jezusa przez Sanhedryn

Przesłuchanie Jezusa przez Sanhedryn opisują wszyscy czterej Ewangeliści. Ponieważ jesteśmy aktualnie w roku św. Łukasza, dlatego przytoczymy jego relację z tego przesłuchania. Autor trzeciej Ewangelii w 22 rozdziale swojej Ewangelii napisał: „Tymczasem ludzie, którzy pilnowali Jezusa, naigrawali się z Niego i bili Go. Zasłaniali Mu oczy i pytali: »Prorokuj, kto cię uderzył«. Wiele też innych obelg miotali przeciw Niemu. Skoro dzień nastał, zebrała się starszyzna żydowska, arcykapłani i uczeni w Piśmie i kazali przyprowadzić Go przed ich Sanhedryn.  Rzekli: »Jeśli ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam«. On im odrzekł: »Jeśli wam powiem, nie uwierzycie Mi, a jeśli was zapytam, nie dacie Mi odpowiedzi. Lecz odtąd Syn Człowieczy siedzieć będzie po prawej stronie Wszechmocy Bożej«. Zawołali wszyscy: »Więc ty jesteś Synem Bożym?«. Odpowiedział im: »Tak, Ja Nim jestem«. A oni zawołali: »Na co nam jeszcze potrzeba świadectwa? Sami przecież słyszeliśmy z ust Jego«” (Łk 22,63-71).

Nieco szerszy opis przesłuchania Jezusa przed Sanhedrynem znajdujemy w Ewangelii według św. Mateusza. Ewangelista Mateusz pisze jeszcze o fałszywych nasłanych świadkach, którzy za pieniądze złożyli fałszywe oskarżenia przeciwko Jezusowi. Świadectwa te nie były klarowne, dlatego Kajfasz postawił na końcu pytanie zasadnicze: »Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?«. Jezus mu odpowiedział: »Tak, Ja nim jestem. Ale powiadam wam: odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich«. Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: »Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo. Jak wam się zdaje?« Oni odpowiedzieli: »Winien jest śmierci«. Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go i szydzili: »Prorokuj nam, Mesjaszu, kto Cię uderzył?«” (Mt 26,63b-68).

Drodzy bracia i siostry, oto przypomnieliśmy najważniejszy i niestety najtragiczniejszy sąd człowieka nad Bogiem, który zakończył się wydaniem wyroku śmierci na Boga Wcielonego. Jezus nie zmienił prawdy o sobie. Na końcowe pytanie Kajfasza odpowiedział, że jest Mesjaszem, Synem Bożym. Gdyby się wyparł, byłby z pewnością zwolniony i uniknąłby śmierci. Nie zaprzeczył prawdzie o sobie i o swojej zbawczej misji.

Moi drodzy, możemy w tym miejscu przywołać niesprawiedliwe wyroki sędziów, które w dziejach państw i narodów zostały wydane na niewinnych ludzi, na tych, którzy do końca pozostali wierni Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Wśród nich są święci męczennicy Kościoła, są Żołnierze Wyklęci, Niezłomni, znani nam synowie i córki Kościoła i Ojczyzny. Z pewnością jest wśród nich także niedawno skazany za rzekomą pedofilię, a potem uniewinniony, australijski kard. George Pell.   

Bracia i siostry, popatrzmy jeszcze na apostoła Piotra, który był w pobliżu, gdy Jezusa przesłuchiwano u Kajfasza.

 

Zaparcie się Piotra

W Ewangelii według św. Łukasza w rozdziale 22 czytamy:  „Schwycili Go więc, poprowadzili i zawiedli do domu najwyższego kapłana. A Piotr szedł z daleka. Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr usiadł także między nimi. A jakaś służąca, zobaczywszy go siedzącego przy ogniu, przyjrzała się mu uważnie i rzekła: „»I ten był razem z Nim«. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: »Nie znam Go, kobieto«. Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: »I ty jesteś jednym z nich«. Piotr odrzekł: »Człowieku, nie jestem«. Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: »Na pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem«. Piotr zaś rzekł: »Człowieku, nie wiem, co mówisz«. I natychmiast, gdy on jeszcze mówił, zapiał kogut. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: »Dziś, nim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz>. I wyszedłszy na zewnątrz, gorzko zapłakał” (Łk 22,54-62).

Pianie koguta – napisał Papież Benedykt XVI – uważano za znak ustępującej już nocy; zwiastowało ono nadejście dnia. Po zapianiu koguta także dla Piotra kończy się noc  duszy, w której był pogrążony. Słysząc pianie, Piotr przypomina sobie słowa Jezusa o jego zaparciu. Ewangelista Łukasz dodaje tu jeszcze informację, że w tym momencie przeprowadzano właśnie związanego i skazanego Jezusa, żeby Go stawić przed sądem Piłata. Jezus i Piotr spotykają się. Spojrzenie Jezusa na wskroś przenika oczy i duszę niewiernego ucznia. Jezus idzie na śmierć za prawdę. Uczeń ratuje się z opresji zaparciem się prawdy.

Panie Jezu, gdy dzisiaj w opisie Twojej męki natrafiamy na zaparcie się Szymona Piotra, stawiamy sobie pytanie, czy nie jesteśmy podobni do niego. Z pewnością były chwile, kiedy zapewnialiśmy Ciebie, że zaniechamy złych czynów, że wytrwamy w dobrych postanowieniach, że dotrzymamy słowa, że nie wrócimy do dawnych grzechów. Panie Jezu, Ty znasz te sytuacje, kiedy nie było nas stać przyznać się do winy, przyznać się do prawdy, która była dla nas niekorzystna, gdyż można było stracić większe pieniądze, utrzymać stanowisko w pracy. Mamy świadomość, że zapieranie się prawdy, wszelkie przekłamywania są ostatecznie zaparciem się Ciebie. Piotr nie przyznał się do znajomości z Tobą, gdyż lękał się konsekwencji. Jeżeli my kogoś okłamujemy, to ostatecznie zdradzamy Ciebie, Panie Jezu. Wiemy, że za przyznanie się do prawdy, za wierność złożonym przyrzeczeniom trzeba niekiedy wiele zapłacić. Łatwiej byłoby wtedy skłamać, jak Piotr na dziedzińcu arcykapłana, by uniknąć  cierpienia czy jakiejś kary, ale wtedy wpisuje się w nasze życie zdrada, niewierność. Jeśli coś takiego się wydarzyło w naszym życiu, pamiętajmy, że nie jesteśmy jeszcze przegrani. Możemy za wzorem Piotra zapłakać nad naszą zdradą i jej nie powtarzać. Nie wolno nam obierać drogi Judasza, drogi rozpaczy, drogi utraty wiary w Boże miłosierdzie. Nie wystarczy wrócić srebrniki i wyznać przed ludźmi winę, jak to uczynił Judasz, mówiąc: „Zgrzeszyłem, wydając krew niewinną” (Mt 27,4a). Trzeba ze swoją winą, ze swoim grzechem i żalem, stanąć przed Bogiem. Tak często przypominał nam o tym św. Jan Paweł II.

Moi drodzy, przywołajmy – na koniec – jeszcze autentyczne wydarzenie z czasów drugiej wojny światowej, opisane w książce pt: „Polska walcząca”.  „Nadchodziło Boże Narodzenie 1942 roku. Komendant więzienia w Lidzie, Austriak i – podobno – praktykujący katolik, pakował walizki, ciesząc się perspektywą świątecznego urlopu spędzonego z rodziną. Po przekazaniu swemu zastępcy poleceń i instrukcji stwierdził, że została jeszcze jedna sprawa, którą załatwić musi osobiście. Myślał o niej od dawna, długo nie dawała mu spokoju, teraz postanowił ją zakończyć. Wezwał strażnika i kazał przyprowadzić jednego z osadzonych w więzieniu kapłanów, proboszcza lidzkiej parafii Niepokalanego Poczęcia NMP, ks. Wincentego Łabana.

Rozmawiali w cztery oczy. W efekcie tej rozmowy dziesięciu więzionych duchownych otrzymało przepustki uprawniające do spędzenia świąt na wolności. Każdy z księży dał komendantowi kapłańskie słowo, że wróci w określonym terminie. Jeszcze tego samego dnia opuścili więzienie. Gdy głęboko wdychając czyste, mroźne powietrze, szli zaśnieżoną ulicą w kierunku plebanii, komendant rozpoczynał daleką podróż do Austrii.

Okres świąteczny księża spędzili w kilku gościnnych polskich domach w Lidzie. W ciągu tych dni odwiedziło ich mnóstwo ludzi. Z radością witali oni uwolnionych, oferowali im schronienie i pomoc. Lecz dla księży wcale nie było oczywiste, że wolno im z tej pomocy skorzystać. Przeciwnie: uważając, że słowa kapłańskiego nie wolno im złamać, solidarnie uznali, iż w wyznaczonym terminie wrócą do więzienia.

Jak twierdzi zamieszkały obecnie w Zgierzu p. Mieczysław Pujdak, świadek najbardziej kompetentny, gdyż w latach 1941-1942 był zatrudniony w charakterze zakrystiana w kościele w Lidzie na Słobódce i znał osobiście większość uwolnionych na święta kapłanów, decyzję o powrocie podjęli oni bezpośrednio po opuszczeniu więzienia.

Osadzeni zostali w nim w końcu czerwca 1942 roku, w okresie, gdy przez tę część archidiecezji wileńskiej przepłynęła fala masowych aresztowań, przede wszystkim wśród polskiej inteligencji. A więc i duchowieństwa. Niektórzy księża zdołali się ukryć; później wstąpili jako kapelani do oddziałów partyzanckich AK. Wielu uwięziono, kilku zdążyli Niemcy stracić. Kapłani z Lidy wiedzieli, że im to grozi. Mieli szansę uniknięcia śmierci. Ale wiązało ich kapłańskie słowo, którego łamać nie wolno. Nawet jeśli dało się je wrogowi. Gdy więc komendant po udanym urlopie powrócił – zameldowano mu, że duchowni zgłosili się w więzieniu przed upływem wyznaczonego terminu. Bardzo był zaskoczony.

W Środę Popielcową, która w 1943 r. przypadła 10 marca, gestapowcy wywieźli księży na miejsce straceń za koszarami 77. pp i tam rozstrzelali. Zginęło ich wtedy dziewięciu na czele z ks. Wincentym Łabanem, proboszczem parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Lidzie na Słobódce. Dziesiąty z kapłanów, którzy powrócili do więzienia, salezjanin Józef Bujar z Kurhanu, na kilka dni przed egzekucją tamtych zmarł w celi więziennej.

Co sądzić o tym zdarzeniu? Czy księża dobrze postąpili? Oceńmy to sami. Jedno jest pewne, że za wierność zobowiązaniu, za wierność danemu słowu zapłacili śmiercią. Z pewnością przyznał się do nich Pan, który ich powołał i prowadził w życiu drogą prawdy i uczciwości. Gdyby wówczas nie wrócili do więzienia i wybrali wolność, nikt by ich z pewnością dziś nie wspominał, a tak zostali w pamięci potomnych jako bohaterowie wierni złożonej obietnicy.

 

Zakończenie

Wracamy do Jezusa i powtórzymy – na koniec – słowa: „Jezu, przez ulice sromotnie przed sąd Kajfasza za włosy targany… Jezu, od fałszywych dwóch  świadków za zwodziciela niesłusznie podany… Jezu, pod przysięga od Piotra po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany. Jezu mój kochany. Zmiłuj się nad nami”. Amen.

 

Ks. bp Ignacy Dec, notował Marek Zygmunt