• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Sposób na euro

Środa, 27 lutego 2013 (02:10)

Wynik wyborów parlamentarnych w 2015 roku będzie miał kluczowy wpływ na ewentualne wejście Polski do strefy euro.

Do czasu wyborów, w rezultacie których może się w Sejmie ukształtować siła polityczna gromadząca przynajmniej dwie trzecie posłów i pozwalająca na zmianę Konstytucji prowadzącą do likwidacji złotego i przyjęcia euro, rząd Donalda Tuska wraz z prezydentem Bronisławem Komorowskim chcą się skoncentrować na spełnieniu przez Polskę kryteriów z Maastricht umożliwiających naszemu krajowi przystąpienie do unii walutowej.

Z zapowiedzi rządzących wynika, że z większą siłą ruszy też propaganda. Cel to przekonanie Polaków, że euro jest dla naszego kraju najlepszym wyborem.

Kwestiom wejścia Polski do strefy euro poświęcone było wczorajsze posiedzenie zwołanej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Rady Gabinetowej. O euro w Polsce prezydent nie będzie jednak rozmawiał tylko z Donaldem Tuskiem i jego ministrami. Komorowski zaanonsował wczoraj szereg kolejnych spotkań w sprawie przygotowań do zastąpienia złotego euro.

– Dzisiejsze spotkanie z rządem – Rada Gabinetowa – jest pierwszym najważniejszym spotkaniem z serii spotkań, które planuję, a poświęconych perspektywie strefy euro i polskim przygotowaniom do tego, aby bezpiecznie podjąć decyzję. Będę chciał spotkać się i z kierownictwem Narodowego Banku Polskiego, i z przedstawicielami Rady Polityki Pieniężnej – zapowiedział prezydent Komorowski.

Poinformował, że będzie także starał się zaproponować siłom politycznym przyjęcie planu strategii w sprawie przygotowania Polski do przystąpienia do unii walutowej.

– Będę zapraszał środowiska polityczne, bo wydaje się, że jeśli dzisiaj się deklarujemy co do ostrożnego, bezpiecznego przygotowywania Polski do decyzji po wyborach w roku 2015, to jest to także oferta dla sił politycznych – dodał Komorowski.

Przyjęcie euro – z polskiej strony – wymagać będzie zmiany Konstytucji, na co w obecnym układzie sił w Sejmie nie ma szans, oraz spełnienia kryteriów z Maastricht dotyczących odpowiednio niskiego deficytu sektora finansów i długu publicznego, inflacji, długoterminowych stóp procentowych oraz stabilnego kursu walutowego.

Korekta strategii

Bronisław Komorowski podczas Rady Gabinetowej zaproponował zmianę strategii działania mającego na celu wprowadzenie Polski do unii walutowej.

– Chciałbym zaproponować dzisiaj odejście od wyznaczania jakiejkolwiek daty wystąpienia o członkostwo w strefie euro. Proponuję zastąpienie tych dywagacji na temat wystąpienia o członkostwo w strefie euro wyznaczeniem daty uzyskania naszej polskiej gotowości. W moim przekonaniu, nie tylko ważne, ale realne jest dzisiaj wyznaczenie horyzontu czasowego tych działań do roku 2015 – mówił Komorowski.

Do roku 2015, kiedy to Polacy mogliby wybrać parlament, który zgodzi się na dokonanie w Konstytucji zmian pozwalających na zastąpienie złotego przez euro, Polska – według koncepcji Komorowskiego – miałaby już spełniać kryteria z Maastricht.

Prezydent zwrócił również uwagę na konieczność wzmożenia propagandy mającej na celu „budować akceptację Polaków dla euro”.

– Ważne jest to, aby wspólnym wysiłkiem budować akceptację wszystkich Polaków dla planu uczestniczenia Polski w pogłębiającej się integracji europejskiej, a nie ich odstraszać. Dlatego proponuję konsekwentne zaniechanie dotychczasowej praktyki, pewnego łatwego deklarowania terminu wejścia do strefy euro, a przesunięcia wysiłku na rzecz determinacji w uzyskiwaniu kryteriów niezbędnych do podjęcia takiej właśnie decyzji – dodał Komorowski.

Bo „wszyscy dążą do integracji”

Z nową propagandą ruszył wczoraj premier Donald Tusk. Rządowi eksperci musieli wytłumaczyć szefowi rządu, iż jakiekolwiek próby przekonywania Polaków, że uczestnictwo w strefie euro państw o relatywnie słabszych gospodarkach niż chociażby niemiecka czy francuska, np. Grecji, Włoch czy Portugalii, nie miało istotnego wpływu na kryzys gospodarczy, z którym mamy do czynienia w tych krajach, się nie obronią.

Z góry więc, bez dyskusji, Donald Tusk ogłosił, że należy przyjąć, iż euro z faktem wystąpienia kryzysu wiele wspólnego nie miało.

– Wydaje się rzeczą bezsporną – tak to oceniamy razem z moimi ministrami – że źródłem kryzysu finansowego Europy nie jest wspólna waluta. Można spierać się na temat tego, co przyczyniło się w większym czy mniejszym stopniu do globalnego i europejskiego kryzysu finansowego, ale ta prawda wydaje się dzisiaj bezsporna. To nie fakt, że istotna część Europy posiada wspólną walutę, był źródłem czy jest źródłem kryzysu – mówił wczoraj Tusk.

Jego zdaniem, jest wręcz odwrotnie, a „szansą na długotrwałą koniunkturę w Europie będzie wzmacnianie wspólnej strefy walutowej”. Innym przywoływanym przez Tuska propagandowym argumentem za przystąpieniem do strefy euro jest przekonywanie, że „wszyscy dążą do integracji”.

– Iluzją jest wizja obecności w Europie tylko częściowo. Proces integracji europejskiej jest procesem dynamicznym w tym sensie, że przygniatająca większość państw Unii Europejskiej zmierza do większej, a nie mniejszej integracji i pozostaje – moim zdaniem – kluczowym dylematem polskiej polityki, czy Polska dzisiaj i w przyszłości będzie wśród państw, które zmierzają do integracji, czy też będzie państwem, które będzie dystansowało się od integracji i pozostawało w takich politycznych peryferiach Europy – mówił Tusk.

Jak zadeklarował, jego rząd jest „zdecydowanym zwolennikiem, aby Polska uczestniczyła w tym procesie integracji Europy, a nie pozostawała na uboczu”, a „wspólna waluta jest dzisiaj kluczową osią tego procesu integracji”. Stwierdził też, że strategia pozostawania poza wspólną walutą byłaby dla Polski niebezpieczna.

Premier zgodził się z prezydentem, iż należy dążyć do spełnienia kryteriów z Maastricht, „nawet gdybyśmy z jakichś powodów opóźniali swój marsz do strefy euro”. – Wszyscy jesteśmy w 100 procentach przekonani, że państwo, które spełnia kryteria z Maastricht, jest państwem zdrowszym ekonomicznie i finansowo – dodał Donald Tusk.

Artur Kowalski