• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

USA są świadome zagrożenia ze strony Rosji

Czwartek, 10 marca 2022 (21:18)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jakie znaczenie ma wizyta w Polsce wiceprezydent Kamali Harris, czego możemy się spodziewać, czego możemy oczekiwać i o co jeszcze powinnyśmy zabiegać?

– W związku z wojną Rosji z Ukrainą głównym tematem była sytuacja za naszą wschodnią granicą, wzmocnienie wschodniej flanki NATO, a także pomoc dla zaatakowanej Ukrainy. Warto podkreślić, że przybycie do Polski amerykańskiego wiceprezydenta to wizyta na bardzo wysokim szczeblu. Dziś w Warszawie gości też premier Kanady Justin Trudeau. Wcześniej mieliśmy też do czynienia z całym szeregiem różnych spotkań, mówi się również o planowanym na jutro przemówieniu prezydenta Joe Bidena wobec Zgromadzenia Narodowego, w którym weźmie udział również sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Są także – jak słyszymy – plany wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. To są wydarzenia, które w zupełnie innej perspektywie ustawiają nasze relacje, które (jeśli chodzi o Stany Zjednoczone) jeszcze kilka tygodni temu były na dużo niższym poziomie. Wojna i zdecydowana postawa Polski wobec kryzysu za naszą wschodnią granicą zmieniły wszystko. Dobrze więc, że do wizyty wiceprezydent Harris w Polsce dochodzi, to bardzo ważny moment. Na pierwszej linii wagi problemów są oczywiście kwestie obronne, bo Ukraina jest w stanie wojny, a my jesteśmy krajem sąsiadującym, jesteśmy wschodnią franką NATO.

A jeśli chodzi o perspektywy współpracy, bo pojawia się też pytanie, co po wojnie?  

– Deklaracje, jakie dzisiaj padły, mianowicie w kwestii pomocy Polsce w wymiarze finansowym oraz w wymiarze bezpieczeństwa, są bardzo istotne – zwłaszcza kiedy Polska jest wciąż atakowana w Unii Europejskiej. Uważam też, że już dzisiaj musimy kreślić i odnawiać temat fundamentalny, jeśli mówimy o geopolityce – mianowicie pakt Trójmorza, czyli roli Polski w tym regionie Europy. Polska jako jedyna – po pierwsze – jest w stanie spinać Międzymorze, po drugie – powinniśmy iść po linii interesów amerykańskich, które są zbieżne. Mianowicie Amerykanie zrozumieli, że Kreml prowadzi imperialną politykę i chce wypchnąć Stany Zjednoczone z Europy, a z drugiej strony chce sobie podporządkować Europę Centralną. Amerykanie powinni dostrzec – i mam nadzieję, że już to widzą – że Niemcy grają inną, swoją grę. Amerykanie widzą też, że działania prezydenta Bidena, który na początku swojej kadencji chciał postawić na Berlin jak głównego sojusznika w Europie i stwarzał Niemcom możliwości układania sobie relacji z Rosją, pozwalał na dokończenie projektu Nord Stream 2 itd., były błędem. Widzą, że trzeba dzisiaj inaczej układać relacje, a Trójmorze jest ważnym projektem geopolitycznym w centralnej Europie, w który warto zainwestować również finansowo. Wojna pokazała, że ten projekt im się opłaca, podobnie jak Polsce.

Z zachowania Niemiec czy Francji wynika, że nie możemy się spodziewać wsparcia z tych ośrodków. Pozostają nam Stany Zjednoczone, ale z drugiej strony Amerykanie w Europie też mogą liczyć właściwie tylko na Polskę?

– Niemcy są rzeczywiście hamulcowym, koniem trojańskim w Unii Europejskiej i NATO. W tej sytuacji Stany Zjednoczone rzeczywiście mogą liczyć na Polskę w tej części Europy. Muszą znaleźć partnera, który strategicznie zapewni im pewną równowagę sił w tej części Europy i odciąży Amerykę – również w sferze zaangażowania strategicznego, militarnego. Wiemy przecież, że Polska planuje już w przyszłym roku zwiększenie wydatków na obronność do 3 proc. PKB, planowana jest także wielka reforma polskiej armii. To wszystko będzie kosztować, więc cały ten plan musi być spięty w projekt gospodarczy oraz geopolityczny. Amerykanie zdają sobie sprawę, że stawiając na taki układ – wspierając Polskę – mogliby poświęcać mniej uwagi ochronie Europy Zachodniej przed agresywną polityką Kremla, a w zamian za to skoncentrować się bardziej na Pacyfiku. Jednak żeby to było możliwe, to muszą inaczej ustawić partnerstwo w Europie. Wiedzą, że gra na Niemcy to jest ostatecznie postawienie na układ niemiecko-rosyjski. Było widać, jak ten układ się tworzył przez minione 30 lat i jak nawet dzisiaj chętnie by się odtworzył, gdyby tylko na Kremlu zaszła zmiana gospodarza i gdyby ta wojna się skończyła. Zatem to są rzeczy strategiczne, które mogą zmienić istniejący układ, i wojna na Ukrainie bardzo dużo w tym względzie pokazała. Niemcy liczyły, że Rosja opanuje Ukrainę, że w ciągu kilku dni padnie Kijów, wszyscy się do tego jakoś przyzwyczają, a Berlin w dalszym ciągu będzie mógł grać w rosyjską grę. Niemcy na dzisiaj tak mocno uzależniły się od rosyjskiego gazu, że właściwie nawet mimo sankcji nie są w stanie zrezygnować z dostaw błękitnego paliwa z Rosji. Jest zatem cały szereg rzeczy, które pokazują, w co grały i grają Niemcy, i z całą pewnością nie jest to gra po linii amerykańskiej. Oczywiście w Waszyngtonie raz za razem pojawiają się złudzenia – również mrzonki – co do Rosji, ale czas wojny na pewno daje szereg impulsów do przemyślenia, na czym cały ten plan gry niemieckiej polega.

W Waszyngtonie mogą zapadać jakieś istotne decyzje z punktu widzenia Polski i Europy, którymi amerykańska administracja chce się podzielić z Polską i stąd też ta wizyta Kamali Harris?

– Sądzę, że na razie są to, mimo wszystko, kwestie obronne, czyli powstrzymanie Rosji. Toczący się konflikt jest wojną rosyjsko-ukraińską z jednej strony, ale z drugiej jest traktowany jako wojna zastępcza Ameryki z Rosją. W tym sensie są to dla Stanów Zjednoczonych ważne rzeczy i widać, że w amerykańskich ośrodkach strategicznych o tym się mówi i myśli. Natomiast my nie możemy stać z boku i czekać, ale musimy wyjść z inicjatywą, z konkretnym planem, projektem, pomysłem i do tego krok po kroku dążyć. Trójmorze to są realne rzeczy, które wynikają z logiki, to nie jest żaden wymysł. Dostrzegał to już Donald Trump, wprawdzie nie dał jakichś oszałamiających pieniędzy na ten projekt, ale dużo mówił i myślał, żeby to wesprzeć, widząc tworzące się groźne układanki geopolityczne w Europie. Ten projekt jest ciągle żywy, aktualny, tylko trzeba by ze strony Polski w tym kierunku intensywnie zmierzać i nad tym pracować, bo bezpieczeństwo, geopolityka nie zna próżni. Załóżmy, że Ukraina wyjdzie z tej wojny zwycięsko, że zachowa swoją podmiotowość, ale też ktoś musi z nią współpracować. Tymczasem Niemcy są absolutnie nakierowani na Rosję i jest pytanie, kto będzie tu pełnił rolę lidera. Z całą pewnością Amerykanie – ze względów geopolitycznych, strategicznych, chcą być w Europie. Oczywiście zawsze jest pewne zagrożenie, zwłaszcza że w Waszyngtonie rządzi dziś bardzo lewicowa ekipa, łącznie z wiceprezydent Kamalą Harris, która ma bardzo radykalnie lewicowe poglądy. Dla Harris i całej tej ekipy prawicowy rząd w Polsce nie jest po ich myśli – w sensie ideologicznym, ale pamiętajmy, że w polityce bardzo często wygrywają interesy, a nie ideologie, i to też trzeba widzieć.

Dla nas sprawą fundamentalną jest to, czy Ukraina się obroni, ale czy Stany Zjednoczone mają pełną świadomość, że jeśli Ukraina upadnie, to następne na celowniku Putina będą państwa bałtyckie i Polska?

– Już sam fakt stacjonowania w Polsce wojsk amerykańskich, liczebne ich zwiększanie, wizyty dyplomatyczne, zapowiedź wysłania do Polski dwóch baterii systemów obrony przeciwrakietowej Patriot, to wszystko jasno pokazuje, że Amerykanie widzą zagrożenie. Warto też pamiętać, że Rosji nie chodzi tylko o opanowanie Europy Środkowej, ale o wypchnięcie Stanów Zjednoczonych. Po cichu wspierali ten projekt Niemcy, do pewnego stopnia także Chińczycy, którzy jednak zdają sobie sprawę, że długotrwała wojna z ich punktu widzenia może być niekorzystna. Natomiast Amerykanie chcą być w Europie, ponieważ chcą być w Eurazji, chcą być supermocarstwem, w związku z czym szukają długotrwałych sojuszy – takich, które będą obopólnie korzystne i strategicznie będą czynnikiem stabilizującym siłę tej części świata, dającym równowagę sił.

Częstotliwość spotkań polskich polityków z przedstawicielami administracji amerykańskiej i nie tylko jest ostatnio duża. Czy te intensywne kontakty nie są mimo wszystko oznaką zagrożenia, które może czekać państwa bałtyckie, w tym także Polskę? Przed atakiem Rosji na Ukrainę do Kijowa też przybywało wielu przedstawicieli różnych rządów, m.in. Wielkiej Brytanii, Francji, Turcji, Polski…

– Nie ma wątpliwości, że rozważane były czy są różne scenariusze wydarzeń, m.in. wersja, zgodnie z którą Rosjanie, spodziewając się szybkiego opanowania Ukrainy, mogli mieć w planach prowokację czy uderzenie szczególnie na kraje bałtyckie, w ten sposób chcąc załatwić pewne kwestie strategiczne za jednym zamachem. Natomiast ta perspektywa się oddala i wygląda na to, że Putin ugrzązł na Ukrainie i wcale tej wojny nie wygrywa, mając niewyobrażalne problemy. Wszystko jest jednak w grze, jest możliwe. Proszę pamiętać, że to jest wojna, której wszystkich aktów nie da się przewidzieć. Stany Zjednoczone i NATO doskonale wiedzą, że nie da się pomagać Ukraińcom inaczej jak za pośrednictwem Polski. W związku z tym Polska, jak żaden inny kraj, może być narażona na atak rosyjski.

Rodzi się zatem pytanie, czy i w jaki sposób nas wesprą?

– Jak wspomniałem, już samo rozmieszczenie wyrzutni rakiet Patriot, które zgodnie z kontraktem miały być w Polsce dopiero za kilka lat, tymczasem dwa zestawy udało się załatwić w tydzień, świadczy – po pierwsze, że jest niebezpieczeństwo takiego ataku, a po drugie, że mamy do czynienia z manifestacją gotowości obrony sojuszniczej wschodniej flanki NATO. I to wszystko – jak widać – dzieje się na naszych oczach, a sytuacja jest dynamiczna.

Zatem nie powinniśmy się obawiać?

– Już sama wojna powoduje, że strach jest nieodłącznym elementem otaczającej nas rzeczywistości. Tym bardziej że działania wojenne mają miejsce za naszą wschodnią granicą. Nie ma więc żartów.

My i inne państwa Europy Środkowej obawiamy się tego, co może zrobić Putin, tymczasem po drugiej stronie są Niemcy, które patrzą, jak Ukraina się wykrwawia, ale jednocześnie wykluczają wprowadzenie embarga na rosyjską ropę i gaz. Amerykanie nie mają środków nacisku, aby wpłynąć na postawę Berlina?

– Ameryka z pewnością dysponuje odpowiednimi środkami perswazji. Jest tylko pytanie, co się będzie działo, jeśli gospodarka niemiecka, która prawie w 40-procentach jest uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu, zostanie odcięta od tych dostaw. Oznaczałoby to gigantyczne wstrząsy gospodarcze, dlatego Niemcy tego nie zrobią. Jest też pytanie, czy administracja niemiecka zechce działać w kierunku dywersyfikacji dostaw – tak jak to zrobiła Polska, aby się od dostaw rosyjskiego gazu uniezależnić i zerwać strategiczne relacje z Rosją…

A Pan Profesor jak uważa?       

– W mojej ocenie biznes niemiecki tylko czeka, żeby wojna na Ukrainie jak najszybciej się skończyła i nastąpił powrót do dawnych relacji na linii Berlin – Moskwa. Z naszego punktu widzenia jest to scenariusz bardzo niekorzystny. Dlatego musimy to Amerykanom jasno komunikować. Z jednej strony trzeba wymusić na Niemcach, co się da, a z drugiej strony ważne jest to, czy i co uda się nam zbudować w środkowej Europie – jaką alternatywę.

           Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki