• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Wola walki i obrony ojczyzny

Poniedziałek, 7 marca 2022 (16:37)

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Społecznej Akademii Nauk Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ukraina broni się dzielnie przed rosyjską napaścią już 12. dzień, jednak wydaje się, że czasu Ukraińcy mają coraz mniej?

– Być może mamy w tej chwili moment przesilenia, krytyczny moment bitwy. Kiedy ścierają się dwie strony, kiedy wahają się szale zwycięstwa, w którymś momencie jedna ze stron zdobywa się na nadzwyczajny wysiłek i wygrywa. Dlatego nie wykluczam, że jeżeli idzie o wojnę na Ukrainie, to z jednej strony mamy państwo napadnięte, które zaopatrywane jest przez Zachód w broń i amunicję itd., a po drugiej stronie jest napastnik – Rosja, która patrząc na sposób prowadzenia działań wojennych, nie wygląda wcale kwitnąco. Wiemy również, że Rosjanom wyczerpały się różne zapasy, że wsparcie jednym słowem szwankuje.

Jak to możliwe?     

– Wygląda na to, że Rosja nie zaplanowała działań wojennych w dłuższej perspektywie, nie przewidziała, że wojna będzie trwała tak długo. Widać Putin sądził, iż jest tak mocny, że w ciągu paru dni dojdzie do Kijowa, opanuje stolicę Ukrainy i ustanowi tam marionetkowy, posłuszny mu rząd, i wszystko wróci do sowieckiej normy, a on będzie mógł destabilizować Ukrainę. Tymczasem okazuje się, że ten plan się na razie nie powiódł, że Ukraińcy swą postawą każdego dnia udowadniają, że wola walki i obrony ojczyzny jest dla nich bardzo ważna, i że jednak można się przeciwstawić siłom wroga.

Czy agresja rosyjska jest już pełnowymiarowa, czy Rosjanie mają jeszcze coś w odwodzie i mogą wysyłać na front jeszcze jakieś nowe, dodatkowe oddziały?

– Pojawiły się informacje – najprawdopodobniej wyprodukowane przez rosyjską propagandę, że Rosja podczas inwazji na Ukrainę nie użyła jeszcze swych najważniejszych sił, jakie ma w odwodzie, i dopiero teraz może pokazać swoją siłę i moc, co będzie oznaczało klęskę Ukrainy. Myślę jednak, że są to tylko słowa – wytwory propagandowe, które mają na celu podważenie morale przeciwnika i poprawienie sobie humoru, nastroju, a z armią rosyjską faktycznie jest tak, jak już wielokrotnie bywało w historii. Mianowicie że wojsko rosyjskie wygląda dobrze tylko na defiladzie, ale kiedy przychodzi sprawdzian w boju – tak jak to było chociażby podczas wojny z Finlandią, czy też w pierwszym okresie wojny z Niemcami, to szybko okazuje się, że król jest nagi. Przypomnijmy sobie tylko, jak wielkie straty Sowieci ponosili wtedy w ludziach i sprzęcie. Dzisiaj wygląda to podobnie – mianowicie tzw. eksperci przeceniają bardzo zdolności militarne Rosji, a jednocześnie nie doceniają możliwości obronnych Ukrainy.

Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli chodzi o dysproporcję sił między Rosją a Ukrainą, to jest ona jednak ogromna?

– Oczywiście, że ta dysproporcja w sile istnieje na korzyść Rosji. Jednak z tą siłą rosyjskiej armii to bym nie przesadzał. Przypomnę, że w czasie agresji sowieckiej na Finlandię w listopadzie 1939 roku fiński marszałek Carl Mannerheim nazwał ówczesne wojsko Stalina jedną kupą gnoju. Pamiętajmy jednak, że przewagą liczebną można kogoś przykryć – mianowicie nawet najlepsze wojsko, ale mniej liczne, może zostać przykryte taką masą ludzi i sprzętu, jaką dysponują Rosjanie. Tego zresztą doświadczyła wspomniana Finlandia, która musiała wówczas skapitulować. Nie wykluczam zatem, że Rosja ma jeszcze jakieś siły w odwodzie i może je wrzucić na front ukraiński.

Czy i dzisiaj jest podobnie pod względem jakości sprzętu wojskowego, ale także z moralnego punktu widzenia? 

– Tu mimo upływu czasu rzeczywiście nic się nie zmieniło. Dlatego – może trochę złośliwie – zawsze wskazywałem, że największe straty armia rosyjska ponosi w marszu, bo tyle sprzętu im się psuje po drodze. Mówię to też na podstawie własnych doświadczeń. Mianowicie w 1968 roku, kiedy miała miejsce inwazja Układu Warszawskiego na Czechosłowację, mieszkałem na Dolnym Śląsku i z kolegami widzieliśmy – jadąc samochodem – jak wygląda sprzęt – transportery, czołgi, samochody itd. – wojsk sowieckich, który uległ awarii, stojąc na poboczu drogi w kierunku Czechosłowacji. Później go ściągali długi czas i dzisiaj wygląda to bardzo podobnie. Jeśli zaś chodzi o gwałty, grabieże i ataki na ludność cywilną, to Rosjanie już kiedyś tak czynili. Dlatego to mnie nie dziwi, choć oczywiście przeraża, oburza, szokuje, bo są to zbrodnie, które muszą się doczekać rozliczenia. To są zbrodniarze.

Próba podbicia Ukrainy trwa i wiele wskazuje na to, że w najbliższych dniach może się rozegrać walka o Kijów, który Rosjanie próbują okrążyć. Czy Rosjanom może się udać zamknąć pierścień wokół Kijowa?

– Na pewno będą próbować. Przy czym najtrudniejszą operacją, jaką wykonują wojska w każdej wojnie, jest zajęcie terenów zurbanizowanych, czyli miast. Uważa się, że jest to najtrudniejsze, bo wojska agresora usiłujące zająć dane miasto poruszają się właściwie po omacku, natomiast broniący są świetnie zorientowani w terenie, z łatwością mogą przygotować rozmaite zasadzki, niszcząc sprzęt wroga. Dlatego przyjęło się, że jeżeli w normalnej bitwie, kiedy się spotykają regularne armie, to żeby wygrać bitwę, wystarczy trzy-, czterokrotna przewaga nad przeciwnikiem. Natomiast jeśli chodzi o walkę w terenie zurbanizowanym – a do takich należy zaliczyć Kijów, to z punktu widzenia napastnika, agresora, żeby móc opanować teren i wygrać, trzeba mieć trzydziestokrotną przewagę, przy czym też nie zawsze się to udaje.

Taka sytuacja miała miejsce w Groznym, kiedy Rosjanie w czołgach, pojazdach opancerzonych, działach, moździerzach oraz w ludziach mieli trzydziestokrotną, a nawet jeszcze większą przewagę nad bojownikami czeczeńskimi – i w końcu oczywiście opanowali czeczeńską stolicę, niszcząc ją przy tym dokumentnie, ale udało im się to tylko dzięki przeważającej przewadze. Otóż nie wydaje mi się, żeby w przypadku ataku na Kijów Rosjanie mogli zadysponować takie siły, żeby udało im się zebrać aż tak pokaźną przewagę – jak to było w przypadku Groznego, i tą przewagą przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Również jeśli idzie o kontekst, a więc mądrość i zdolności rosyjskich dowódców, także jeśli chodzi o morale rosyjskich sołdatów, to widać, że wypada to bardzo kiepsko.

O ile Ukraińcy radzą sobie na ziemi, to w powietrzu niekoniecznie…

– Lotnictwo ukraińskie wciąż operuje i – jak słyszymy – strącane są także rosyjskie samoloty, śmigłowce. Sam w jednym z przekazów widziałem działania pilota ukraińskiego, który toczył walkę bodajże w pobliżu Winnicy w środkowej Ukrainie, zestrzelając rosyjski samolot – myśliwiec szturmowy Su-25. A więc nie jest to aż tak źle.                

Pojawia się także temat przekazania myśliwców MiG-ów 29 Ukrainie. Czy to możliwe?

– Amerykański sekretarz stanu Antony Blinken nie wykluczył takiej możliwości, ale szef NATO Jens Stoltenberg jest innego zdania, co pokazuje, że są różnego rodzaju obawy – czy taki ruch nie sprowokuje Rosjan do jakiejś reakcji wobec państw Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Rosyjski resort obrony już wydał komunikat, że przekazanie samolotów wojskowych dla Ukrainy zostanie potraktowane przez Kreml jako zaangażowanie w konflikt…

– Rosja wykorzystuje fakt, iż liderzy NATO wielokrotnie deklarowali, że sojusz nie zaangażuje się wojskowo w konflikt na Ukrainie, która – jak wiadomo – nie jest członkiem NATO, ale że będzie bronić każdej pięści swojej [natowskiej] ziemi. I dzisiaj Rosjanie korzystają z tej formuły i wskazują, że jeśli NATO wyśle Ukrainie – dajmy na to – samoloty, to Moskwa uzna, że Sojusz Północnoatlantycki włączył się już bezpośrednio w tę wojnę, co może być usprawiedliwieniem do podjęcia działań wobec państw NATO.

To może żeby uniknąć takiej sytuacji, należało te samoloty przekazać Ukrainie przed napaścią ze strony reżimu Putina?

– Jak widać, po stronie sił sojuszniczych zachodnich nie było takich pomysłów. Zwykle jest tak, że najczęściej jesteśmy mądrzy dopiero po szkodzie.

Zamknąć przestrzeń powietrzną nad Ukrainą też tak trudno – o co od dawna apeluje prezydent Wołodymyr Zełenski?

– To jest ta sama sytuacja jak w przypadku przekazania samolotów stronie ukraińskiej. Mianowicie dotykamy tu kwestii interpretacji, gdzie jest ta czerwona linia, której przekroczenie może skutkować nawet wybuchem III wojny światowej. Dlatego zważając, kogo mamy za przeciwnika, trzeba tu być bardzo ostrożnym – zwłaszcza że na Ukrainie rozstrzyga się bezpieczeństwo nie tylko Ukrainy, ale także Europy i świata.

      Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki