Rosja jawi się jako państwo rozbójnicze
Piątek, 4 marca 2022 (17:53)Z Markiem Astem, członkiem Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości oraz przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Rosjanie przejęli kontrolę, a wcześniej przypuścili atak rakietowy na największą elektrownię atomową w Europie w pobliżu miasta Enerhodar w obwodzie zaporoskim. To element zastraszenia?
– Przypomnę, że zaczęło się od zajęcia Czarnobyla i byłej elektrowni atomowej w Czarnobylu z zupełnie nieodpowiedzialnymi atakami rakietowymi na obiekty i zabezpieczony tam sarkofag z wciąż niebezpiecznym reaktorem wewnątrz. To wskazuje na krańcową nieodpowiedzialność Putina, Rosjan. Zważywszy, że teraz mamy atak na dużo większą i czynną Zaporoską Elektrownię Atomową, to ma pan redaktor rację, że mamy działania zastraszające ze strony reżimu Putina, że jest on zdecydowany na wszystko, nawet na stworzenie sytuacji zagrożenia skażeniem radioaktywnym – zresztą nie tylko Ukrainy, ale też Europy – i nie baczy na to, że będzie mogło zagrażać to również Rosji. Ta determinacja wskazuje też, że strategiczne cele, które Putin sobie założył, nie zostały osiągnięte. Putin w ciągu dziewięciu dni nie zajął żadnego z największych ukraińskich miast, Ukraińcy dzielnie się bronią, w stawienie oporu rosyjskiemu agresorowi angażuje się cały naród, ale stopień agresji wskazuje, że mamy do czynienia z osobą nieobliczalną. W sytuacji, kiedy plan, jaki Putin sobie założył, nie wypala, to nie można wykluczyć, że dopuści się on działań, które wywołają tragedię na zdecydowanie większą skalę niż ta, z jaką mieliśmy i mamy do czynienia do tej pory.
Rosjanie w swoich planach taktycznych zakładają użycie broni nuklearnej. Czy nie ma więc racji prezydent Wołodymyr Zełenski, twierdząc, że Rosja ucieka się do terroru nuklearnego?
- Rosja jawi się jako państwo rozbójnicze, które za nic ma wszelkie międzynarodowe konwencje, wszelkie – do tej pory ustalone – zasady prowadzenia konwencjonalnych działań wojennych. Już kilka dni po napaści na Ukrainę i rozpoczęciu działań wojennych, kiedy społeczność międzynarodowa zaczęła się mobilizować i zapowiadać sankcje wobec Moskwy, Putin na swojej konferencji zapowiedział, że ci, którzy będą wspierać Ukrainę i działać przeciwko Rosji, muszą się liczyć z reakcją i poniosą konsekwencje – jak to określił – na niewyobrażalną skalą. Owszem, może to mieć zadanie psychologiczne, a mniej strategiczne, ale nie należy zapominać, że Rosja dysponuje arsenałem jądrowym. Wydaje się więc, że teraz swoimi działaniami Putin zaczyna pokazywać, że jego pogróżki nie są czcze, a próba przejęcia i prowadzenie działań wojskowych na terenie największej w Europie elektrowni jądrowej może się rzeczywiście zakończyć wyciekiem z reaktorów i skażeniem na wielokrotnie większą skalę niż to miało miejsce w kwietniu 1986 roku podczas wybuchu jednego z bloków elektrowni w Czarnobylu. Jest to zatem grożenie bezpieczeństwu całej Europy. Już sam atak na Ukrainę był naruszeniem bezpieczeństwa europejskiego, a teraz dalsze kroki podejmowane przez Putina potwierdzają, że nie chodzi mu wyłącznie o Ukrainę, ale o zdestabilizowanie sytuacji w całym demokratycznym świecie. Rację mają ci, którzy twierdzą, że celem Putina nie jest wyłącznie Ukraina, ale destabilizacja Europy i odbudowa dawnego imperium sowieckiego.
Warto przytoczyć wypowiedź Garriego Kasparowa, który mówi jasno, że jeśli teraz nie powstrzymamy Putina, jeśli nie przeszkodzimy mu w zniszczeniu Ukrainy i popełnieniu ludobójstwa na jej mieszkańcach, to kolejne uderzenie będzie w NATO…
– Garri Kasparow dobrze wie, co mówi. Jest od lat oponentem Putina, doskonale zna sytuację w Rosji i wie, że człowiek ten – jeśli się go nie zastopuje, to będzie parł do przodu. Dotychczasowe sankcje – jeżeli nie będzie oczekiwanej reakcji ze strony Rosji, czyli zaprzestanie działań wojennych i przystąpienie do rozmów pokojowych, to wówczas pewnie trzeba będzie myśleć o kolejnych. Chcę też powiedzieć, że jestem sceptyczny, co do bezpośredniego angażowania się w ten konflikt sił Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zresztą sekretarz generalny Jens Stoltenberg dzisiaj po spotkaniu szefów MSZ państw NATO podkreślił, że jest zaniepokojony działaniami Rosji, ale wyraził się jasno, że w konflikcie Rosji z Ukrainą NATO nie czuje się stroną i w związku z tym nie planuje bezpośredniego wsparcia Ukrainy, bo to doprowadziłoby do konfliktu światowego. I to należy zrozumieć, natomiast państwa europejskie, jak również Stany Zjednoczone rzeczywiście powinny się angażować zdecydowanie bardziej jeśli chodzi o wsparcie dla Kijowa – również w zakresie dostaw broni, także wsparcia finansowego, materialnego tak, aby opór narodu ukraińskiego załamał inwazję rosyjską i doprowadził się do wycofania się najeźdźców z terenu Ukrainy.
A może sankcje są za słabe, może Rosję trzeba cofnąć do technologicznej epoki kamienia łupanego?
– Sankcje należy stopniować, dlatego użycie od razu całego arsenału restrykcyjnego, po zastosowaniu którego i braku reakcji właściwie nie pozostaje nic innego jak presja zbrojna, to nie jest dobry pomysł. Jeśli nie działają, to po jakimś czasie należy wprowadzać kolejne, ostrzejsze o szerszym spectrum. Ponadto należy brać pod uwagę, że sankcje zawsze są bronią obosieczną. Wiadomo, że mogą one skutkować pogłębieniem się kryzysu energetycznego w Europie, którego symptomy zwłaszcza w zachodniej części kontynentu są coraz bardziej odczuwalne. I każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale nikt nie ma zamiaru wycofywać się z tych sankcji i jeżeli taka będzie potrzeba, to w kolejnym etapie państwa europejskie powinny zrezygnować z zakupu energii w Rosji. Trzeba też powiedzieć, że na obecnym etapie sankcje, które wiążą się z odcięciem Rosji od międzynarodowego systemu rozliczeń finansowych SWIFT, też są wprowadzane w sposób niekonsekwentny. Okazuje się, że dotyczą tylko siedmiu instytucji, a omijają np. Sbierbank czy Gazprombank ze względu na transakcje dotyczące dostaw energii do Unii Europejskiej. Dlatego Polska domaga się blokady wszystkich – bez wyjątku – banków finansujących wojnę na Ukrainie. To pokazuje brak konsekwencji, widać, że są duże interesy i rzeczywiście można odnieść wrażenie, że na tym etapie Putin – przynajmniej przed swoim narodem – może mówić, że wszystko idzie zgodnie z planem.
Może gdyby refleksja Unii Europejskiej i Niemiec była wcześniej, a sankcje bardziej realne i dotkliwe, to tej wyniszczającej wojny udałoby się uniknąć? Prezydent Lech Kaczyński w Tbilisi w 2008 roku i na Westerplatte w 2009 roku – zresztą w obecności Putina – przestrzegał przed odradzających się neoimperializmem…
– To prawda, że prezydent Lech Kaczyński przestrzegał, Polska przestrzegała przed neoimperializmem rosyjskim, ale nikt nas nie słuchał. Gdyby już w tamtym czasie użyto tych instrumentów, które dzisiaj Europa – poniewczasie – próbuje używać w stosunku do agresora Putina, to na pewno zahamowałoby to jego zapędy. Gdyby odstąpiono od realizacji najpierw Nord Stream 1, a później Nord Stream 2, które stanowiły obejście gazowe Ukrainy i Polski, wtedy Putin dwa razy by się zastanowił, zanim uderzyłby na Ukrainę. Niestety, demokratyczny świat na zbrodnie Putina patrzył przez palce, i to od momentu ludobójstwa w Czeczenii poprzez Gruzję, a później aneksję Krymu i Donbasu. Za każdym razem sankcje były pozorowane bądź szybko od nich odstępowano, co w żaden sposób nie stawiało Putina pod ścianą i w jakikolwiek sposób nie wpływało na zmianę polityki Moskwy. Symbolem tej bezrefleksyjnej polityki jest przyjęcie bodajże dwa lata temu Rosji na łono Rady Europy, mimo iż nic przecież w polityce rosyjskiej się nie zmieniło, a państwo to okupowało zarówno Krym, jak i Donbas. Owszem, końcem lutego br. Komitet Ministrów podjął decyzję o zawieszeniu uczestnictwa Rosji w Radzie Europy, ale niesmak pozostał. To pokazuje, że politycy europejscy mieli bielmo na oczach albo, co gorsza, całkowicie złą wolę, przedkładając interesy z Moskwą nad bezpieczeństwo Europy i świata.
I chyba wciąż mają skoro w obliczu kryzysu humanitarnego, gdzie Polska angażuje się w pomoc Ukrainie, to do Polski przyjeżdża delegacja europarlamentu, która bada u nas stan praworządności, a de facto ma pomóc opozycji w przejęciu władzy. Co więcej, kiedy potrzebne są nam środki, choćby te z Krajowego Planu Odbudowy, to KE je wstrzymuje. Jeśli do tego dodamy, że mechanizm warunkowości i szantaż finansowy jest cały czas stosowany wobec Polski – są nowe wytyczne w sprawie mechanizmu pieniądze za praworządność – zamiast realne naciski na Moskwę, to trudno nie kryć oburzenia?
– Stanowisko artykułowane przez polityków europejskich dotyczących środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy dla Polski, które się nam należą i od roku powinny zasilać państwo polskie i naszych przedsiębiorców, i to pod słabym pretekstem są wstrzymywane, jest niezrozumiałe. Mało tego, nie ma w tym momencie jakichkolwiek zapowiedzi ze strony Unii Europejskiej wsparcia Polski w tym ogromnym wysiłku, który nas czeka, i kosztów, które już ponosimy w związku z napływem rzeszy uchodźców z Ukrainy. Dzisiaj to jest ponad sześćset tysięcy osób, ale za tydzień może to być już ponad milion, a w trakcie trwania całego konfliktu zdecydowanie więcej. I zamiast solidarności z Ukrainą i z Polską, która wspiera wysiłki Ukraińców, mamy w mediach zachodnich marginalizowanie roli Polski i tego, co dzisiaj Polska robi dla Ukrainy. Natomiast podkreśla się iluzoryczną pomoc państw zachodnich polegającą np. na podświetlaniu w barwach ukraińskich Bundestagu czy innych symbolicznych działań.
Chyba trudno liczyć na jakąś refleksję Brukseli…
– Rzeczywiście, obawiam się, że te działania przeciwko Polsce, które ze strony Unii Europejskiej były podejmowane, będą nadal kontynuowane – bez względu na toczący się konflikt za naszą wschodnią granicą. Z drugiej strony będzie oczekiwanie, żeby Polska mocno się angażowała właśnie z pomocą dla uchodźców i ewentualne punktowanie nas za ewentualne błędy, które przy tej skali problemu i napływających ludzi mogą się pojawić – tym bardziej, że z rzeszą ukraińskich matek oraz dzieci uciekających przed działaniami wojennymi do Polski szerokim strumieniem płynie również rzesza obywateli państw afrykańskich, którzy przebywają na terenie Ukrainy. Zresztą są już sygnały i próby wykorzystywania tej sytuacji i materiały – niezgodnie z prawdą – że Polska nie traktuje równo wszystkich tych uchodźców. Zatem musimy być odporni na te wszystkie manipulacje, bo skala dezinformacji, skala rozmaitych prowokacji na pewno będzie duża, a to wszystko jest wyłącznie w interesie reżimu Putina.