Z refleksją im nie po drodze…
Wtorek, 1 marca 2022 (19:32)Z profesorem Grzegorzem Górskim, doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Toruńskiej Szkoły Wyższej – Kolegium Jagiellońskiego, w latach 2011-2014 sędzią Trybunału Stanu, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Polityka Unii Europejskiej wobec Rosji chyba zmienia się o 180 stopni. Widać to na przykładzie szefowej Komisji Europejskiej, która o sankcjach mówi dzisiaj z takim samym zadęciem, z jakim jeszcze kilka tygodni temu się im sprzeciwiała. Żadnego kręgosłupa…?
– Politycy zawsze liczą na krótką pamięć wyborców, a ci na zachodzie mają to już we krwi od dziesięcioleci. Niektórzy nawet twierdzą, że jeśli ktoś ma kręgosłup, to nie nadaje się do polityki. Takie czasy mamy…
Patrząc na działania Ursuli von der Leyen czy Fransa Timmermansa, rodzi się pytanie – kto dzisiaj rządzi Unią Europejską?
– Pewno ten, kto szybciej napisze coś na Twitterze albo na Facebooku. No, ewentualnie zorganizuje konferencję prasową. Kolejność jest zaburzona. Mianowicie, najpierw są fakty prasowe, potem badanie reakcji, a na koniec uzgadnianie ostatecznych stanowisk. W terminologii wojskowej nazywa się to „rozpoznanie bojem”. No i tak sobie zarządzają w swoich szklanych wieżowcach w Brukseli ci eurokraci, którym się wydaje, że wiedzą wszystko najlepiej i swoją wolę często przyobleczoną w chore pomysły mogą narzucać innym.
Niemcy też długo ociągały się ze zmianą kursu wobec Rosji…
– Cały czas ze strony niemieckich polityków, w tym kanclerza Olafa Scholza, słyszymy tylko słowa. Natomiast chciałbym naprawdę doczekać się czynów ze strony niemieckiej. Na razie zanosi się na to, że najbardziej na odłączeniu Rosjan od SWIFT-u zarobią niemieckie banki, które mają swoje oddziały w Rosji. Czyli ten ich opór, ta zwłoka nie były przypadkowe i to przeciąganie w czasie trwało po to, by przygotować odpowiednie rozwiązania, które ostatecznie i tak pozwolą zarobić właśnie Niemcom.
Czy to trwała zmiana oznaczająca koniec bardzo mocno zakorzenionego w mentalności i kulturze niemieckiej strategicznego partnerstwa Berlina z Moskwą, czy tylko chwilowy trend pod wpływem presji?
– Nie przesadzajmy z tymi zmianami w kwestii strategicznego partnerstwa Niemiec i Rosji. Dzisiaj mamy silne emocje, dużą dynamikę wydarzeń. Owszem, słyszymy też poważnie brzmiące zapowiedzi, ale – jak już powiedziałem – mało w tym wszystkim jest czynów. Tak naprawdę niewiele realnych rzeczy się wydarzyło i to w takim stopniu, żeby została zburzona struktura relacji, którą trzeba by było później bardzo odbudowywać. A skoro tak, to każda wolta jest na stole i nie wymaga jakichś poważniejszych zabiegów.
Czy po zakończeniu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego – mimo wszystko – jest szansa na jakąś korektę, przewartościowanie polityki międzynarodowej?
– Teoretycznie widzimy dzisiaj początki, zręby nowej architektury europejskiej, a nawet światowej. Rodzi się coś nowego, ale żeby się to wykreowało i utwierdziło, to potrzeba czasu, konsekwencji i determinacji. Z uwagi na swoje zaangażowanie, postawę mamy w tym swoją dużą rolę i perspektywicznie bardzo ważne miejsce. Jest to zatem wielka szansa dla Polski, która dzisiaj ponosi duże koszty związane z humanitarną postawą i przyjmowaniem uchodźców z Ukrainy. Jednak żeby się to zmaterializowało, to właśnie my musimy wykazać się jeszcze większą konsekwencją i determinacją.
A więc patrząc na zaangażowanie Polski i blamaż Berlina, jest szansa na zwiększenie naszego znaczenia?
– To już się dokonało – to jest właśnie ta nasza historyczna szansa i koniunktura, którą zresztą wypracowaliśmy w znacznym stopniu naszym własnym wysiłkiem. Trzeba to utrzymać i wykorzystać.
Swoją drogą, gdyby refleksja po stronie Unii Europejskiej i Niemiec była wcześniej, to wojny można by było uniknąć?
– Oczywiście, że można było tej wojny uniknąć. Niestety, praprzyczyny tego, z czym dzisiaj mamy do czynienia, należy szukać m.in. w biernej, żeby nie powiedzieć naiwnej postawie prezydenta Joe Bidena, którego miękka postawa na początku rządzenia rozzuchwaliła Putina. Można więc powiedzieć, że gdyby prezydentem Stanów Zjednoczonych był Donald Trump, to w ogóle nie mielibyśmy dzisiaj tego problemu. To jasne, ale jest jak jest. Można jedynie wykorzystywać tę sytuację, aby przypominać wyborcom – także w Polsce – że ich głos oddany przy urnie wyborczej jednak ma znaczenie i od tego, kogo wybierają, naprawdę zależą ich losy.
Zachód nie słuchał Polski, był głuchy na słowa prezydenta Kaczyńskiego z Tbilisi z 2008 roku w obliczu rosyjskiej napaści i z Westerplatte z 2009 roku o odradzającym się imperializmie, któremu należy się przeciwstawić z całą stanowczością?
– To nasze niezmienne stanowisko w sprawach Rosji daje nam dzisiaj potężny kapitał. To nie kto inny, tylko my mówiliśmy to wszystko, ostrzegaliśmy przed tym, co dzisiaj się dzieje. Nasza postawa – to nasz potężny kapitał, który trzeba dzisiaj pozytywnie wykorzystać, a nie upajać się jedynie tym, że mieliśmy rację.
Swoją drogą, gdzie dzisiaj są politycy Platformy, którzy zawsze wiedzieli lepiej i nie szczędzili krytyki wobec polskiego rządu? Gdzie jest dzisiaj „król Europy” Donald Tusk, który urządzał sobie pogaduszki z Putinem na sopockim molo?
– Spuśćmy zasłonę miłosierdzia nad dokonaniami tych ludzi. Naprawdę szkoda na to czasu. Mam jedynie nadzieję, że wiele osób spróbuje skonfrontować to wszystko, o czym oni opowiadali w minionych latach, z tym, co się teraz dzieje. Wypowiedzi sołtysa z Chobielina, który jako szef polskiej dyplomacji kreował się na męża stanu, powinny być przypominane każdego dnia, przynajmniej dwa razy na godzinę. To wystarczy, aby zweryfikować przygotowanie tych ludzi do kierowania sprawami polskimi.
Powinniśmy dziękować Bogu, że dzisiaj nie rządzą Polską tacy „specjaliści” jak Komorowski, Sikorski, Siemoniak…
– Pan Bóg widać ma nas w swojej opiece – jestem o tym przekonany i to nie tylko dlatego, że ci panowie nie mają dzisiaj wpływu na rządzenie Polską.