Droga dyplomatyczna zaczyna się zwężać
Środa, 23 lutego 2022 (20:36)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Uznanie przez Putina dwóch samozwańczych republik ludowych na wschodzie Ukrainy i inwazja na Ukrainę wywołały reakcję Zachodu. Jak skomentuje Pan sankcje nakładane na Rosję przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Unię Europejską?
– Przede wszystkim ważne są kwestie energetyczne związane z Nord Stream 2, czyli z zawieszeniem certyfikowania tego gazociągu. Istotne są także sankcje na rosyjskie banki, sankcje na obrót rosyjskich obligacji oraz na oligarchów związanych z Putinem. Oczekiwania Polski czy Ukrainy byłyby pewnie dalej idące, ale wydaje się, że sprawa jest rozwojowa. Należy jednak podkreślić, że coś w tej materii jeśli chodzi o uderzenie w sektory rosyjskiej gospodarki zaczyna się dziać. Nie jest to zatem tylko straszenie, udawanie sankcji, pozorowanie, ale występuje już element realnego nacisku. Zobaczymy, jak będzie z realizacją, ale kierunek wydaje się być właściwy.
Rosja sama kręci bicz na siebie?
– Owszem, wydaje się, że jest to wynik błędnej, strategicznej polityki Moskwy, używając metafory, można by nawet powiedzieć: staroświeckiej polityki. Przypomnę, że Rosja – jak się oblicza – ma dzisiaj zgromadzony fundusz w wysokości ok. 750 mld dol., który daje im możliwość przeżycia przez pewien czas, ale te środki też kiedyś się skończą. Oczywiście pieniądze można użyć do prowadzenia działań wojennych, po to żeby wytrzymać sankcje – nawet jeśli będą one jeszcze bardziej dotkliwe. Z tym że to jest sowiecki model.
Można też robić tak jak Chiny, czyli nie zmieniając zasadniczo ustroju, zgromadzić ogromny kapitał na skutek inwestycji amerykańskich, co sprawiło, że dzisiaj Chiny są potęgą porównywalną do Stanów Zjednoczonych. I Rosjanie mogliby robić to samo m.in. w postaci budowy rury gazowej po dnie Bałtyku omijającej Europę Środkową, co przyniosłoby im ogromne ilości pieniędzy, do tego korzystać z okazji i budować nowoczesne fabryki, kupować technologie itd. Działając w taki sposób, potęga imperialna Rosji byłaby i tak przeważająca, a w połączeniu z Niemcami mogliby osiągnąć bardzo dużo.
Natomiast jeśli Rosjanie ten kapitał, który skumulowali na skutek błędnej polityki Zachodu, używają tylko na zbrojenia czy na potrzeby prowadzenia wojny, to owszem osiągają pewne cele, ale jednocześnie blokują procesy tzw. miękkie dotyczące własnego rozwoju i gospodarczego podporządkowania sobie poszczególnych krajów, takich jak Białoruś czy Ukraina, czy wręcz zatrzymują procesy, które mogły służyć rozwojowi państwa rosyjskiego. Innymi słowy jest to polityka zarządzania strachem, w której Rosja nie jawi się jako państwo atrakcyjne gospodarczo, kulturowo, dysponujące i posługujące się miękką siłą, która nikogo by nie raziła, za to byłaby to polityka bardzo skuteczna, ale Rosja jawi się jako państwo nieprzewidywalne.
Czy w działaniach Zachodu nie ma dysonansu, bo o ile prezydent Biden mówi, że Nord Stream 2 nie zostanie uruchomiony „nie zaistnieje”, o tyle Niemcy są bardziej wstrzemięźliwi. Kanclerz Scholz mówi nie tyle o rezygnacji z uruchomienia gazociągu, ile o podjęciu kroków w kierunku wstrzymania jego certyfikacji, a więc o zawieszeniu tego projektu, ale nie zakończeniu. Czyżby Niemcy zostawiali sobie furtkę do wznowienia projektu i dalszej energetycznej współpracy z Moskwą?
– Oczywiście. Niemcy za dużo zainwestowali w ten projekt, żeby teraz łatwo odpuścić. Zresztą Niemcy nie tylko, że zainwestowali, ale skonstruowali cały projekt, zgodnie z którym mają się stać hubem gazowym dla całej Europy, co wiąże się oczywiście z przemodelowaniem zapotrzebowania na energię w rytm tzw. Zielonego ładu i stworzenia gospodarki tzw. bezemisyjnej. Jak zatem widać, jest to cały misternie skrojony plan, gdzie czynnik gazowy – rosyjski jest wręcz fundamentalny, kluczowy.
Zresztą Olaf Scholz jest uwarunkowany całym niemieckim biznesem i nawet jeśli chciałby, to nie jest w stanie w krótkim czasie zmienić kierunku polityki energetycznej. Dlatego zostawia sobie furtkę. Natomiast szarża Putina i przeciągnięcie struny powoduje, że Niemcy zaczynają się obawiać, iż po drugiej stronie nie mają jednak do czynienia z racjonalnym, przewidywalnym partnerem. Racjonalność niemiecka jest bismarckowska, a więc nie tyle używanie wojny jako nieustannego narzędzia strachu, co wykorzystywanie ekonomii jako przewagi do osiągania swoich politycznych celów. I to jest najnowszy model niemieckiej polityki.
Rosja, używając broni, siły fizycznej i strachu wobec Ukrainy, wystraszy też Zachód. Widzimy, że Francuzi, którzy współpracowali z Rosją, wypowiadają się już coraz ostrzej, mimo że z uwagi na swoje położenie nie czują bezpośredniego rosyjskiego zagrożenia. I to wszystko z pewnością nie przybliża do finału projektu Nord Stream 2, na którym zarabialiby Rosjanie, na którym zarabialiby również Niemcy, ale zarazem projektu, na którym traciłaby Europa. Oczywiście Niemcy wciąż mają nadzieję, że wszystko wróci do poprzedniego stanu, że Rosja zacznie prowadzić choć imperialną, ale jednak miękką, bardziej przewidywalną politykę, i dlatego nie używają kategorycznych stwierdzeń, co do definitywnego zakończenia projektu Nord Stream.
Czy postawa Rosji nie uniemożliwi im dopięcia tego projektu?
– No właśnie. Staroświecka metoda prowadzenia polityki przez Rosję z całą pewnością oddala ten projekt, a na pewno znacząco osłabia szanse na jego sfinalizowanie. Proszę zwrócić uwagę, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen – Niemka nie mówi już dzisiaj, że Nord Stream to projekt tylko biznesowy, ale że jest to kwestia geopolityczna. Również inni politycy niemieccy też coraz głośniej zaczynają o tym mówić. W związku z tym ciężko jest obronić ten projekt zwłaszcza, kiedy były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew odpowiada Zachodowi, mówiąc wprost, że Europa Zachodnia wkrótce zapłaci za gaz 2 tys. euro za tysiąc m sześc. To nic innego, jak straszenie przez Rosję nawet swoich zachodnich partnerów, którzy muszą – i to szybko – myśleć o dywersyfikacji dostaw gazu. Skoro rosyjski partner straszy zamiast osłabiać napięcie i przekonywać, że Rosja jest racjonalna, to wygląda to niedobrze. Proszę też zwrócić uwagę, jak Putin traktuje Ukrainę, gdzie publicznie stwierdza, że nie postrzega jej jako suwerennego narodu, który miałby prawo do samostanowienia o sobie, ale powinien być podporządkowany Rosji.
Mówi to do świata, czy bardziej na użytek wewnętrzny?
– Oczywiście, że bardziej mówi to na potrzebę wewnętrzną, do swojego narodu, tłumacząc, dlaczego atakuje swoich bratanków, ale ten przekaz idzie w świat. Używając takiej retoryki, oczywiście straszy, a strach musi powodować reakcję obronną i w tym sensie jest to – w mojej ocenie – błędna polityka Rosji i Putina – polityka, która w swej metodzie jest staroświecka. Czołgów – jako narzędzia strachu – można było używać za Stalina, i tym sposobem osiągać cele poprzez podboje itd. Dzisiaj żyjemy w innych czasach i można osiągać cele strategiczne bez używania wojska.
Oczywiście wojsko zawsze było używane jako straszak, jako element nacisku, ale w większości przypadków Rosja choć straszyła, to ostatecznie nie atakowała, a i tak osiągała wiele. Proszę zwrócić uwagę, że w istocie największym argumentem, dzięki któremu Rosja osiągnęła najwięcej, to były pieniądze. Rosja osiągnęła wręcz niewyobrażalnie dużo, kumulując potężny kapitał. Zamiast go inwestować, np. przyciągając niemieckie technologie, rozbudowywać dajmy na to „doliny krzemowe”, tworząc najnowocześniejsze rzeczy i czerpać ze sprzedaży surowców biliony dolarów zysków, i mądrze je inwestować, stając się czymś w rodzaju Arabii Saudyjskiej w Eurazji, i przez to przyciągać Ukraińców, Białorusinów, i w ten sposób tworzyć swoją imperialną potęgę, to oni używają tych środków, budując armię i przekładając to na siłę militarną służącą do podbojów. Tym samym wystraszą nie tylko Ukraińców i Białorusinów, ale nawet najzagorzalszych swoich biznesowych partnerów, jakimi są Niemcy.
Wspomniał Pan o odkrywczym stwierdzeniu Ursuli von der Leyen, która przyznała, że Unia Europejska jest za bardzo uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu. Szkoda że dopiero teraz, kiedy polityka energetyczna Unii legła w gruzach. Jednak zwróciłbym uwagę na drugą część wypowiedzi szefowej Komisji Europejskiej, gdzie mówi, że należy wypracować metody w kierunku odnawialnych źródeł energii. Czy pod tym pretekstem nie tworzy się nowy, dodatkowy front nacisku na jeszcze szybszą ścieżkę w kierunku zielonej energii i innych szalonych ideologii?
– Trudno sobie wyobrazić jeszcze szybszą ścieżkę niż ta, którą Unia Europejska obrała z odpowiedzialnym za „Europejski zielony ład” Fransem Timmermansem, argumentując to przyspieszenie ocieplaniem się klimatu. Jest to zatem ten sam argument użyty od innej strony. W tej strukturze gaz miał być tylko elementem przejściowym, ale jeśli tego gazu nie byłoby, jeśli Rosja zakręciłaby kurek – używając energii jako narzędzia geopolitycznego szantażu, to trudno byłoby wytwarzać wodór – paliwo przyszłości, który ma być tym docelowym źródłem. Ponadto w najbardziej szybkim procesie wdrażania „Zielonego ładu” gaz jest niezbędny.
W tej sytuacji, gdyby kierunek rosyjski z gazem został zamknięty, to Niemcy będą musieli szukać alternatywnych dostaw z innych kierunków. Jednakże to utrudniłoby im w sposób znaczący realizację zamierzeń i planów.
Wracając jeszcze do działań Putina, czy rzeczywiście jest tak, jak mówi Joe Biden, który nie ukrywa, że jesteśmy na ścieżce wojennej z Rosją, a Antony Blinken nazywa wydarzenia na Ukrainie wprost – największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa w Europie od czasu II wojny światowej?
– Sytuacja jest rzeczywiście poważna i droga dyplomatyczna zaczyna się zwężać. Rosja na własne życzenie zapędziła się w przysłowiowy kozi róg. Putinowi zdaje się wydawało, że proste użycie siły militarnej pozwoli szybko osiągnąć cel geopolityczny. Natomiast tak się nie stało, bo rozpoczął się proces konsolidacji Zachodu. W związku z czym cele, jakie sobie Putin postawił, nie zostały osiągnięte. Mam na myśli m.in. deklarację rezygnacji z jakiejkolwiek aktywności wojskowej państw Zachodu na Ukrainie i we wschodniej Europie oraz zobowiązanie, że NATO zrezygnuje z dalszego rozszerzania się na Wschód.
Skoro to nie wyszło, to musiał się pochwalić przed rosyjskim narodem jakimś osiągnięciem i stąd uznanie niepodległości dwóch separatystycznych republik –Donieckiej i Ługańskiej, i de facto przejęcie Donbasu. Jednak pytanie jest, co dalej, bo efekty działań rosyjskich są dość mizerne, a pojawią się sankcje? Oczywiście Putin mógłby się cofnąć, ale to też nie wiele da, bo zmieni układ geopolityczny na jego niekorzyść. Nie można też wykluczyć, że pójdzie na totalną wyniszczającą wojnę, tylko że taki ruch może kosztować Rosję niewyobrażalnie dużo. To też jest zły wybór. To wszystko powoduje, że za sprawą działań i agresji Putina Rosja znalazła się w niełatwej sytuacji.