TSUE potwierdził swoje polityczne uzależnienie
Środa, 16 lutego 2022 (17:15)Z Markiem Astem, członkiem Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości oraz przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oddalił skargi Polski i Węgier na mechanizm warunkowości, a co za tym idzie –mechanizm „pieniądze za praworządność” jest zgodny z unijnym prawem – przynajmniej tak orzekł Trybunał w Luksemburgu…
– Trudno się było spodziewać innego orzeczenia po Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu. Myślę, że jest to kolejny krok w kierunku poszerzania kompetencji przez instytucje unijne. Przypomnę, że stanowisko polskie i węgierskie wskazywało wyraźnie, że mechanizm warunkowości jest niezgodny z traktatami o Unii Europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości uznał jednak, że ta procedura została przyjęta przez państwa wchodzące w skład Unii Europejskiej, że zostało to zaakceptowane podczas szczytu Rady Europejskiej w grudniu 2020 roku. Sądzę, że przede wszystkim trzeba dokładnie przeanalizować uzasadnienie do tego orzeczenia, ponieważ – również w tym przypadku – muszą zostać spełnione określone warunki, które wynikają z konkluzji wspomnianego unijnego szczytu. To nie jest tak, że Komisja Europejska może sobie w dowolny sposób uruchamiać blokadę funduszy unijnych – szczególnie na etapie „Krajowego planu odbudowy”. Dlatego też jest zapowiedziana skarga Polski do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu na Komisję Europejską w związku z blokadą środków z „Krajowego planu odbudowy”. Przypomnę tylko, że Polska spełniła wszystkie niezbędne warunki, a pieniędzy jak nie było, tak nie ma.
Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu oskarżają nas o nieprzestrzeganie zasad tzw. praworządności…
– Polska ma spore wątpliwości co do pretekstu, jakiego używa Komisja Europejska – czyli co do naruszenia zasady praworządności, stąd też skarga ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego RP. Swoją drogą dzisiaj odbyła się pierwsza rozprawa w Trybunale Konstytucyjnym w tej właśnie sprawie. Myślę, że będzie ciekawe orzeczenie, ponieważ minister sprawiedliwości, a zarazem prokurator generalny Zbigniew Ziobro zwraca się o wydanie zakresowego wyroku, który może być jednak odmienny od tego, który wydał dzisiaj Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Wspomniany przez Pana posła minister Ziobro, a także inni politycy Solidarnej Polski, komentując decyzję Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, stwierdzili, że 16 lutego to ponura data, bo z obszaru wolności przechodzimy w obszar ograniczenia suwerenności państw. Jest to też punkt zwrotny polskiego członkostwa w Unii Europejskiej.
– Zależy, jak na to spojrzeć. Jest jasne, że tego rodzaju uprawnienia, potwierdzone tym razem przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, w odniesieniu do organów Unii Europejskiej, dla Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej są czynnikiem, który w istotny sposób ogranicza suwerenność państw członkowskich. Pytanie brzmi, czy państwa członkowskie na tego rodzaju ograniczenia się zgodziły… Przypomnę, że w Unii Europejskiej, owszem, obowiązuje zasada przekazania kompetencji. Tylko czy te kompetencje dotyczące oceny obszernej kontroli wydatkowania funduszy w kontekście przestrzegania zasady praworządności państwa członkowskie przekazały Unii Europejskiej czy też nie. A jeśli nawet przekazały, to na ile się zgodziły i jakie warunki muszą zostać spełnione, aby Komisja Europejska taki mechanizm mogła uruchamiać?
Wygląda na to, że diabeł tkwi w szczegółach?
– Dokładnie. Dlatego trzeba byłoby, po pierwsze, wnikliwie przeanalizować orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które zdaje się nawiązuje do konkluzji, które zostały przyjęte przez państwa członkowskie na szczycie Rady Europejskiej w grudniu 2020 roku. Natomiast na tym etapie – nie znając szczegółów tego uzasadnienia – też nie jestem w stanie przesądzać, na ile ta teza ministra sprawiedliwości o znacznym ograniczeniu suwerenności jest prawdziwa. Dajmy na to, wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński ma, zdaje się, odmienne zdanie w tej kwestii i mówi, że rozporządzenie o warunkowości może być stosowane, ale w ściśle określonej procedurze i pod pewnymi warunkami i – jak wspomniałem – jest bardzo zbieżne z konkluzjami Rady Europejskiej z grudnia 2020 roku. Jednak z całą pewnością pojawiło się zagrożenie arbitralnego i uznaniowego traktowania poszczególnych państw przez Komisję Europejską. Chodzi o to, że pod nieprzestrzeganie zasady praworządności można podciągnąć praktycznie wszystko. Zatem może to być wykorzystywane jako bat nieniepokorne państwa, które będąc członkiem Unii Europejskiej, wciąż chcą być suwerenne i nie godzą się na dyktat Berlina i Brukseli.
Czy mimo wszystko trochę nam się czkawką nie odbija brak polskiego weta podczas unijnego szczytu w grudniu 2020 roku? Posłowie Solidarnej Polski od początku krytykowali brak polskiego weta, a dzisiaj minister Ziobro to powtórzył.
– Przypomnę, że były zapewnienia ze strony kierownictwa Unii Europejskiej, że mechanizm warunkowości będzie stosowany jedynie w bardzo szczególnych przypadkach i pod wieloma warunkami. Natomiast stanowisko ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego w szczególny sposób znajduje wyraz we wniosku do polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Tutaj prokurator generalny wręcz stwierdza, że art. 322 pkt 1 lit. a Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej jest w sposób bardzo rozszerzający interpretowany przez Komisję Europejską. Co więcej, interpretowany jest w taki sposób, że stanowi de facto obejście art. 7, w którym jest wyraźnie sprecyzowana kwestia mechanizmu praworządności i sankcjonowania państw, które naruszają zasadę praworządności. Jednak po to, żeby uruchomić sankcje art. 7 w związku z art. 354 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, przewiduje dosyć dużą barierę większościową – jeśli chodzi o głosowanie nad uruchomieniem takich sankcji wobec państwa czy państw, które nie przestrzegają praworządności. Natomiast art. 322 z kolei niejako daje możliwość obejścia procedury z art. 7. Konkluzja jest taka, że niestety sama Unia Europejska ma kłopot z praworządnością, działając bez podstawy prawnej. Tak uważa prokurator generalny Zbigniew Ziobro i trudno się z nim nie zgodzić. Jeżeli mamy – z jednej strony – przyjętą przez wszystkie państwa członkowskie w traktacie o Unii Europejskiej procedurę uruchomienia kar dla państwa naruszającego zasadę praworządności – i tej procedury się nie przestrzega, szukając innej wątpliwej podstawy w traktatach, to rzeczywiście można stawiać tezę, że Komisja Europejska sama ma problemy z przestrzeganiem praworządności.
Wspomniał Pan, że podczas przyjmowania konkluzji szczytu z grudnia 2020 roku były zapewnienia ze strony kierownictwa Unii Europejskiej, że mechanizm warunkowości będzie stosowany w szczególnych przypadkach i pod wieloma warunkami, jednak życie pokazuje coś zupełnie innego. Czy w tej sytuacji Komisja Europejska i unijne organy są wiarygodne, czy można im wierzyć?
– Niestety – jak widzimy – na szczytach unijnych decydują wyłącznie kryteria polityczne. Dzisiaj największe ugrupowanie w Parlamencie Europejskim – Europejska Partia Ludowa – trzyma ster rządów w Unii Europejskiej, wspierając wszystkie formacje liberalne czy lewicowe rządzące w poszczególnych krajach członkowskich. Jeśli więc jakieś państwo się wyłamuje z tego głównego nurtu – tak jak Polska czy Węgry – i społeczeństwa w tych krajach wybierają rządy konserwatywne, to wtedy takie państwa mają problemy, stając się przedmiotem ataków. Warto też zwrócić uwagę na to, że dzisiaj na cenzurowanym są wyłącznie Polska i Węgry, więc można się domyślać, że te mechanizmy i sposób działania Komisji Europejskiej nie do końca są obiektywne. Wręcz przeciwnie, jesteśmy świadkami prób głębokiego ingerowania w systemy prawne i polityczne w tym wypadku Polski czy właśnie Węgier – prób godzących w suwerenność tych państw. Na to zgody być nie może.
Co zatem w tej sytuacji powinien zrobić polski rząd?
– Na pewno musimy być asertywni, musimy przedstawiać nasze racje i działać w sposób twardy, zdecydowany. Uważam też, że nie jest złym pomysłem, aby zaskarżyć Komisję Europejską do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej za blokowanie środków z „Krajowego planu odbudowy”, ponieważ w tym wypadku nie ma jakichkolwiek podstaw ku temu, aby należne nam środki finansowe nie były uruchomione. Tym bardziej że Polska, podobnie zresztą jak inne kraje, żyrowała kredyty zaciągnięte przez Komisję Europejską na realizację europejskiego „Funduszu odbudowy”, który – jak wiemy – ma służyć odbudowie gospodarek poszczególnych państw po pandemii koronawirusa. Przypomnę, że są państwa, które już korzystają z tych środków i realizują przedsięwzięcia, a my wciąż nie możemy doczekać się pieniędzy.