• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Po prostu robiliśmy swoje

Sobota, 12 lutego 2022 (07:57)

Z por. Teresa Stanek ps. Mitsuko, prezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zbliża się 14 luty, a więc 80. rocznica powstania Armii Krajowej w wyniku przekształcenia Związku Walki Zbrojnej. Czym była podyktowana ta decyzja?

– Pierwszym ugrupowaniem była Służba Zwycięstwu Polski – tajna organizacja niepodległościowa zawiązana 27 września 1939 roku w Warszawie, zaczątek Polskiego Państwa Podziemnego. Natomiast w listopadzie 1939 roku premier i naczelny wódz – gen. Władysław Sikorski – powołał organizację wojskową: Związek Walki Zbrojnej, który 14 lutego 1942 roku został przekształcony w Armię Krajową. Osobiście zawsze dodaję, że pierwszy był major Henryk Dobrzański ps. Hubal – żołnierz niepokorny, odpowiedzialny, który wniósł wiele dobrego. Wszyscy wiemy, jak Niemcy bardzo się go bali. Dlatego mówiąc o początkach walki podziemnej, nie można zapomnieć o „Hubalu”. Natomiast to, że się zjednoczyliśmy, staliśmy się jedną armią, Armią Krajową, to było ważne dla losów II wojny światowej. Polskie państwo podziemne, Armia Krajowa były fenomenem na skalę europejską. Armia Krajowa była największą i najlepiej zorganizowaną armią podziemną, podziemnym wojskiem II wojny światowej, armią nie z zaciągu, tylko armią ochotniczą, do której zgłaszali się – właściwie bez względu na wiek – ludzie pragnący walczyć o wolność Polski. Decyzja o powstaniu Armii Krajowej była podyktowana potrzebą scalenia konspiracyjnych oddziałów zbrojnych i podporządkowania ich rządowi RP w Londynie, któremu podlegały Siły Zbrojne RP.

Jak Armia Krajowa jest obecna dzisiaj w sercach Polaków?

– O Armii Krajowej stale mówię – nie w czasie przeszłym, ale w czasie teraźniejszym, bo część z nas, żołnierzy, wciąż żyje. Ponadto żołnierzem jest się do końca życia. Armia Krajowa była, jest i – mając na myśli nas, żołnierzy – chciałaby jeszcze trwać nie tylko w ludzkiej pamięci, ale także przez naszą obecność. Niestety, jest coraz mniej liczna. Czas płynie nieubłaganie i jest nas coraz mniej, tym bardziej zależy nam na przekazywaniu wiedzy o tych, którzy walczyli o wolną Polskę. Przyznam się panu, że ilekroć o tym rozmawiam, to mam w sercu smutek, bo mamy np. Narodowy Dzień Żołnierzy Niezłomnych, ale my, żołnierze Armii Krajowej, wciąż nie doczekaliśmy się dnia, który byłby naszym świętem; dnia, który byłby oznaczony w kalendarzu jako dzień pamięci, dzień przeznaczony wspomnieniom o Armii Krajowej. Walczę o to, żeby tak się w końcu stało, ale idzie jak po grudzie. Nie rozumiem, dlaczego żaden z parlamentarzystów – nieważne z jakiej opcji – do tej pory nie wniósł takiego wniosku do Sejmu… Myślę też, że dużo będzie zależało od nagłośnienia tej kwestii, i przyznam, że na to liczę w zbliżającym się dniu świątecznym 80. rocznicy powstania Armii Krajowej i całym roku 2022. To nie jest tylko jeden dzień: 14 lutego, ale to jest cały ten rok – rok pamięci o Armii Krajowej. W tym czasie spróbujemy – oczywiście przy pomocy mediów – uświadomić rządzącym, mającym wpływ na decyzje, że my jeszcze jesteśmy i że zanim odejdzie ostatni z nas, powinno być obchodzone takie święto. Armia Krajowa, która odegrała bardzo ważną rolę w historii II wojny światowej, w historii Polski na to zasługuje.

Spotyka się Pani z młodzieżą. Jak młodzi, którzy na szczęście dzisiaj nie muszą z bronią w ręku stawać w obronie Ojczyzny, odbierają bohaterstwo często swoich rówieśników z Armii Krajowej?

– Łatwiej się rozmawia o tych sprawach z dziećmi, z młodzieżą szkół podstawowych niż z młodzieżą licealną. Odnoszę wrażenie, że młodsi są bardziej wrażliwi, chłonni wiedzy, wspomnień. Niestety, wiedza, jaką im przekazujemy, nie utrwala się na długie lata, więc często zapominają. Natomiast jeśli chodzi o młodzież starszą, to sprawy historii II wojny światowej i okupacji niemieckiej – owszem, budzą zainteresowanie – rozmowy są czasem bardzo ciekawe, ale dla tych ludzi – żyjących tu i teraz, mających problemy dorastania – są to kwestie dość odległe. W końcu tyle już lat minęło, a o tych sprawach mówi się bardzo rzadko w szkole, w rodzinach również, więc skąd młodzież ma czerpać wiedzę i wiadomości? Nie dziwię się więc, ale czasem przykro na sercu, kiedy 18-latek – zapytany o II wojnę światową, o datę rozpoczęcia Powstania Warszawskiego, o rolę Polskiego Państwa Podziemnego, o dokonania Armii Krajowej – ma problemy z odpowiedzią… Nasze pokolenie było wychowane na Powstaniu Styczniowym i do tej pory w nas, ludziach starszych, to echo wciąż brzmi. Natomiast w ludziach młodych – współcześnie żyjących, pamięć Powstania Warszawskiego nie jest tak mocno zakorzeniona. Ona jest nieobecna. Jednak to nie jest ich wina, bo skąd dzisiejsza młodzież ma czerpać wiedzę, skoro tradycja przekazywania sobie informacji o przeszłości, niestety, zanikła.

Jak Pani sądzi, z czego to wynika?

– Dziś już nie ma rodzin wielopokoleniowych, gdzie o tych rzeczach się mówiło, gdzie kwestie historyczne były obecne właściwie na co dzień. Ponadto pośpiech, tempo życia też robią swoje i nie ma za bardzo czasu, żeby zajmować się historią. Jednak – jak już wspomniałam – nie mam żalu do młodych. Jeśli już, to można mieć pretensje do rodzin, do szkół, które mogłyby szerzej przybliżyć młodzieży i dzieciom – już od najmłodszych lat – ważne wydarzenia i pamięć o naszej historii. Jakoś brakuje czasu, żeby – dajmy na to – pójść obejrzeć miejsca straceń. Coraz mniej ludzi pojawia się też na uroczystościach rocznicowych Powstania Warszawskiego, gdzie kiedyś bywały tłumy. To wszystko sprawia, że te ważne wydarzenia zaczynają umykać z ludzkiej pamięci, a miejsce to zajmują sprawy bieżące. Straszliwy pośpiech, gonitwa za dobrami tego świata – skądinąd też potrzebnymi – ale źle się dzieje, kiedy dobra materialne stają się nie środkiem do celu, ale celem samym w sobie.

Jak możemy oddać hołd Bohaterom naszej polskiej wolności?

– Na pewno powinniśmy czynić wszystko na miarę czasów, na miarę sił. Bądźmy wierni i wypełniajmy możliwie jak najlepiej nasze codzienne obowiązki w szkole, w pracy, w rodzinach. Bądźmy też solidarni jako społeczeństwo, jako Naród. Nie bądźmy egoistami, skoncentrowani tylko na tym, żeby to nam było dobrze, ale dzielmy się z innymi – może bardziej potrzebującymi od nas. Pamiętajmy, że małymi czynami tu i teraz możemy zrobić wiele. Ojczyzna nie wymaga dzisiaj od nas wielkich poświęceń, dlatego bądźmy jej wierni w rzeczach małych. Przyznam, że jak tylko mam sposobność, to staram się mówić o tym wszystkim ludziom młodym – nawet jak dłużej jadę metrem, zwłaszcza kiedy wracam z jakichś uroczystości i mam na ramieniu opaskę Armii Krajowej. Swoją drogą nie lubię słowa „bohater”, bo my – w naszym odczuciu – nie byliśmy bohaterami… My robiliśmy po prostu swoje – to, co w tamtym czasie należało zrobić.

Naszą młodzież dzisiaj też stać na poświęcenie dla Ojczyzny?

– Jestem pewna, że gdyby dzisiaj nasza młodzież – nie daj Boże – musiała stanąć wobec podobnego wyzwania, to zachowałaby się dokładnie tak samo, jak my zachowaliśmy się w czasie II wojny światowej w obliczu zagrożenia wolności naszej Ojczyzny. Często mówię to naszej młodzieży i wtedy oni przyjmują to z pogodą, bo ci ludzie właściwie niczym się nie różnią od nas – młodzieży z czasów okupacji niemieckiej. To, że mają poszarpane spodnie czy włosy farbowane np. na zielono, to jest tylko moda, ale w głębi serca są tacy sami jak my wtedy – pełni entuzjazmu, pełni nadziei i planów na przyszłość. Nie ma więc potrzeby, żeby nazywać nas bohaterami. Takie było wówczas życie, takie wyzwania stały przed nami. Dzisiejsza młodzież ma swoje problemy, swoje obowiązki i ważne, żeby je rozwiązywała i wypełniała jak należy. Zachęcam, żeby młodzież przede wszystkim się uczyła i patrzyła na drugiego człowieka z empatią, żeby każdemu potrafiła pomóc. Najważniejsze jest, żeby młodzież miała Polskę w sercu, żeby potrafiła myśleć samodzielnie, nie ulegała wpływom, ale decyzje podejmowała po analizie, i żeby nie dała się podzielić. Powinniśmy być dumni z tego, że jesteśmy Polakami, że nasza Ojczyzna jest wspaniałym, dumnym krajem, bo tak po prostu jest. Polska młodzież jest fajna i ufam, że zawsze będzie pracować dla dobra naszej Ojczyzny. Moja skromna rada: mniej krytykować, a bardziej skupić się na pracy także nad sobą.

Jednym z najważniejszych akcentów 80. rocznicy powstania Armii Krajowej jest akcja „Światło dla Bohatera z AK”. Co jest jej celem?

– To jest akcja organizowana wspólnie przez Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej z żołnierzami Wojsk Obrony Terytorialnej. Z soboty na niedzielę czy z niedzieli na poniedziałek na wszystkich grobach lub w miejscach pamięci żołnierzy Armii Krajowej w całej Polsce zapłoną światła pamięci – również jako wyraz nadziei. Tylu z nas zginęło, składając często młode życie na ołtarzu Ojczyzny. Wielu, którzy przeżyli wojnę i okupację, też już poprzedziło nas w drodze do wieczności, ale wciąż żywa jest nadzieja i wiara, że ich poświęcenie, ich ofiara nie poszły na marne, bo z tego zasiewu krwi powstała wolna, niepodległa Polska. I ta świadomość oraz ta symboliczna akcja „Światło dla Bohatera z AK” są – według mnie – najważniejsze w całych obchodach 80. rocznicy powstania Armii Krajowej. Niech ten płomień, który zapłonie, będzie nadzieją na jeszcze lepszą przyszłość naszej Ojczyzny. Wierzę głęboko w to, że ta pamięć o dokonaniach Armii Krajowej nie zaginie. Proszę też media – „Nasz Dziennik”, żeby nagłaśniać rolę Armii Krajowej i żeby – jak wspomniałam wcześniej – został ustanowiony dzień, w którym nie tylko z okazji okrągłych rocznic będziemy mogli czcić pamięć Armii Krajowej, że to będzie codzienność. Taki jeden dzień w roku powinien być w kalendarzu. Czy tak się stanie – w dużej mierze zależy od polskich mediów. Oczywiście jest to decyzja Sejmu i Senatu, ale jeśli media będą o tym mówić, jak trzeba – też naciskać, to może rządzący Polską ten nasz głos przekazany za pośrednictwem mediów usłyszą i może nasze pragnienie się ziści…? Każda formacja polityczna może mieć różne poglądy, ale zapatrywanie na Polskę musi być jedno.

 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki