Dziś w „Naszym Dzienniku”
Wróćmy do normalności
Sobota, 12 lutego 2022 (02:05)ROZMOWA / z dr. n. med. Zbigniewem Martyką, lekarzem internistą, specjalistą chorób zakaźnych
Nie jest Pan zwolennikiem powszechnego testowania Polaków na ewentualną obecność SARS-CoV-2. Dlaczego?
– Coraz bardziej staje się jasne, że testy na obecność SARS-CoV-2 są mało wiarygodne i nie powinny być używane do diagnozowania osób. Osobiście spotykałem się niejednokrotnie z naprzemiennymi wynikami badań u tej samej osoby: raz dodatnie, raz ujemne. W chwili obecnej można to zaobserwować przykładowo u sportowców na olimpiadzie, których odsuwa się od zawodów i kieruje na izolację, by w krótkim czasie uznać ich za zdrowych, po czym na podstawie kolejnego testu, znowu dodatniego – ponownie izolować.
Powinniśmy całkowicie odejść od testowania i zajmować się leczeniem ludzi (ambulatoryjnie czy w razie konieczności – szpitalnie), którzy wykazują objawy chorobowe, bez zastanawiania się, jak nazywa się wirus, który wywołał infekcję. To byłby powrót do normalności.
Czy uważa Pan, że tego koronawirusa należy traktować jako jednego z wielu wirusów krążących wokół nas?
– Tak uważam. Z kilku powodów. Od dawna atakowały nas okresowo różne choroby infekcyjne, w tym wirusowe, i pomimo niekiedy poważnych następstw wynikających z zarażenia nigdy nie paraliżowano normalnego życia na skalę ogólnoświatową. Obecnie środki określane jako zaradcze przyczyniają się do większej liczby zgonów tzw. nadmiarowych, dotyczących osób, które nie były na czas diagnozowane i leczone. A więc „lekarstwo” okazało się gorsze od choroby. Na co dzień obserwuję przypadki, w których pacjenci są kierowani na oddział covidowy, bo stwierdzono u nich dodatni wynik na obecność SARS-CoV-2 (jak już wiadomo – często niewiarygodny). Tymczasem główna choroba, z jaką pacjent zgłaszał się do lekarza, była zupełnie inna. To była np. przyczyna kardiologiczna, chirurgiczna, ginekologiczna, neurologiczna, a pacjent zamiast być leczony specjalistycznie – był izolowany w oddziale covidowym. Nierzadko się zdarzało, że zgłoszona konsultacja specjalistyczna u takiego pacjenta nie była realizowana, bo konsultujący specjalista po prostu nie zgodził się przyjść na oddział covidowy. Koniecznie trzeba podkreślić, że niejednokrotnie ci pacjenci nie mają żadnych objawów infekcyjnych, wszystkie wyniki mogące sugerować infekcje są prawidłowe, a jedynym powodem skierowania do oddziału zakaźnego jest dodatni wynik testu.
Głównym objawem źle rokującego zakażenia SARS-CoV-2 było zapalenie płuc. Tymczasem, gdy popatrzymy na oficjalne statystyki w Polsce, widzimy, że w 2018 roku rozpoznano 528 tys. 500 zapaleń płuc, w 2019 roku – 445 tys. 300, a w 2020 roku (pandemia covid) – 299 tys. 500 zapaleń płuc.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym