• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Polska wraca do gry

Czwartek, 10 lutego 2022 (16:34)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Biały Dom postrzega rosyjsko-białoruskie ćwiczenia wojskowe na Białorusi pod kryptonimem „Związkowa Stanowczość-2022” jako działania eskalacyjne. Czy zważając na zgromadzone przez Rosję siły i środki, można powiedzieć, że te manewry stanowią bezpośrednie przygotowanie do ataku na Ukrainę?

– Oczywiście, jest to scenariusz bardzo realny. Rzeczywiście mamy do czynienia z koncentracją wojsk rosyjskich, i to na kilku kierunkach, bo zarówno od strony Rosji, Białorusi, jak też od strony Morza Czarnego. Jest to tłumaczone przez Moskwę manewrami wojskowymi, ale takie manewry równie dobrze mogą się przerodzić w otwartą agresję, w wojnę. W tym względzie Amerykanie – skoro tak twierdzą, to znaczy, że są ku temu podstawy, w końcu mają najlepszy wywiad i najlepsze rozeznanie w sytuacji.  

Jest też obawa, że część rosyjskich wojsk i sprzęt, jak choćby systemy rakietowe S-400 czy systemy artylerii rakietowej Uragan oraz rakiety Iskander, zostaną już przy naszej granicy?

– Jest to wysoce prawdopodobne, ponieważ Putin musi mieć jakiś uzysk ze swoich działań. I w tym względzie – jeśli nawet do wojny nie dojdzie, to przybliżenie się Rosji do granic NATO zmieni proporcję sił na wschodniej flance. Jest pytanie, co w takiej sytuacji zrobią Amerykanie – czy postąpią analogicznie, czy też nie. Zatem jeśli teraz nie dojdzie do ataku na Ukrainę i otwartej, klasycznej wojny, to zapewne cały czas będą prowadzone działania w ramach wojny hybrydowej, prowokowanie. Z całą pewnością nie będzie spokoju.

Putin podczas konferencji z prezydentem Macronem stwierdził, że jeśli Ukraina wejdzie do NATO, to będzie to oznaczało wojnę z Rosją – wojnę, w której nie będzie wygranych i przegranych. Wygląda na to, że nie miał na myśli wojny konwencjonalnej…?

– To jest straszenie, bo nie sądzę, żeby ktoś przy zdrowych zmysłach pozwolił sobie na użycie broni jądrowej i wojnę nuklearną. Wygląda to zatem na prężenie muskułów przez Putina i próbę przestraszenia przeciwnika. Natomiast jedno jest pewne: że Putin w ten sposób chce coś na Ukrainie osiągnąć, chce minimum wyznaczyć granice swoich wpływów, poza które się nie cofnie. Tą granicą jest oczywiście gwarancja, że Ukraina nie wejdzie do NATO, bo to oznaczałoby, że Ukraina staje się strefą wpływów amerykańskich, zachodnich i dla Putina oraz jego wielkomocarstwowych, imperialnych zapędów byłby to bardzo mocny cios.

Putin jest nieobliczalny, ale czy – nawet gdyby stwierdził, że władza wymyka mu się z rąk – stać go na użycie broni jądrowej?

Tylko co by przez to osiągnął?

Powiedział wyraźnie, że w tej wojnie nie będzie wygranych…

– Owszem, ale wydaje mi się, że politycy często grają szalonych, a niekoniecznie nimi są. To zdarza się jednak rzadko. Pamiętajmy też, że Putin jest reprezentantem pewnego obozu, który rządzi w Rosji, i nie sądzę, żeby zniszczenie Moskwy, zrównanie jej z ziemią, było perspektywą, którą oni braliby pod uwagę. Tu rzeczywiście trzeba by było wariata. Natomiast broń nuklearna – po Hiroszimie – jest czynnikiem odstraszania, a nie do realnego użycia. Użycie jej nie wiadomo czym by się skończyło. W tym sensie uważam, że Putin na razie straszy, ale nie użyje w praktyce tego atomowego argumentu.              

Wygląda, że prezydent Joe Biden się zreflektował, na co wpływ ma także promoskiewska postawa Berlina oraz dość niejasna w tym względzie postawa Paryża. Stany Zjednoczone wracają do Europy, którą na powrót odbierają Niemcom?

– Amerykanie w Europie byli obecni cały czas, tylko uznali, że nie będą się tym regionem zajmować tak jak wcześniej. W związku z tym uznali, że dogadają się z Niemcami, dzięki którym zapewnią Europie względny spokój, że Niemcy będą grać w drużynie amerykańskiej. Biden sądził, że w zamian za zgodę na Nord Stream uporządkuje Europę Środkową, ale że będzie też reset z Rosją, że to się uda, i że zrobią to Niemcy, a Waszyngton to zaklepie. Po drugie Amerykanie sądzili, że w zamian za podniesienie pozycji Niemiec oraz za reset z Moskwą Berlin wesprze Waszyngton w rywalizacji, czy raczej w konflikcie z Pekinem.

Jednak jeśli mówimy o resecie z Rosją czy uporządkowaniu spraw na tej linii, to okazuje się, że Niemcy w ogóle sobie nie radzą. Nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Co więcej, wychodzą z założenia, że najlepiej byłoby poddać Ukrainę, a więc zamiast powstrzymywać Moskwę, kiedy przekracza kolejne czerwone linie, to są prorosyjscy, a nie proamerykańscy w tym konflikcie. Amerykanie widzą też, że Rosji nie wystarczy Nord Stream, ale rozzuchwalony Putin chce dalej przeć na Zachód, dlatego musi zostać powstrzymany. Główny ich sojusznik – Berlin – powinien powstrzymać zapędy Moskwy i zareagować w sposób jednoznaczny, tymczasem Niemcy reagują – jak pan redaktor zauważył – co najmniej dwuznacznie. Co więcej, do tego chóru Berlina przyłącza się Paryż. W tej sytuacji Stany Zjednoczone bardzo szybko zmieniły kurs, czyli zaczęły brać pod uwagę izolowaną Polskę jako realny czynnik wsparcia dla swojej polityki.

Polska wraca do gry?

– Na to wychodzi. Pytanie, jak daleko Waszyngton zaangażuje się w budowanie partnerstwa z Polską i czy skłoni Niemcy oraz Komisję Europejską do kompromisu, który byłby korzystny dla nas. Przypomnijmy też, że Brytyjczycy mówią o osi Londyn – Warszawa – Kijów, do tego dochodzi decyzja o zwiększeniu obecności wojsk amerykańskich w Polsce w liczbie 1,7 tysiąca żołnierzy elitarnej 82. Dywizji Powietrznodesantowej, którzy właśnie przybywają do Polski. Polski prezydent Andrzej Duda zapraszany jest do udziału w różnych szczytach, minister spraw zagranicznych prof. Zbigniew Rau gości w wielu stolicach, w tym w Waszyngtonie.

Zatem trwa ofensywa dyplomatyczna prezydenta Dudy oraz premiera Morawieckiego. Widać świat Zachodu doszedł do wniosku, że ten konflikt – a tylko w konflikcie sprawdzają się realne sojusze – pokazał Amerykanom, że kolejny kurs na Niemcy nie zabezpiecza ich podstawowych interesów. Tym podstawowym interesem Waszyngtonu jest trzymanie Rosji na dystans od Europy Zachodniej oraz szukanie realnych, twardych sojuszników w konflikcie z Chinami. Tymczasem w momencie próby, kiedy było szybkie „sprawdzam” – w momencie kiedy Rosjanie zaczęli mobilizować wojska przy granicy z Ukrainą, to Niemcy zachowali się nielojalnie względem Zachodu i Stanów Zjednoczonych. Przypomnę tylko, że kanclerz Scholz początkowo nawet nie znalazł czasu na spotkanie z zapraszającym go prezydentem Bidenem. Owszem, ostatecznie pojechał do Waszyngtonu, ale dopiero w momencie, kiedy Amerykanie zaczęli porządkować sytuację i zmieniać kurs.  

Tylko czy ten kurs na Europę Środkową i ochłodzenie relacji Amerykanów z Niemcami się utrzyma?            

– Patrząc po linii interesów, wydaje się, że ta zmiana kursu Waszyngtonu powinna się utrzymać, ponieważ powrót do polityki „wczesnego Bidena” – uległego wobec Rosji i koncentrującego się na współpracy z Berlinem – bardzo szybko został zweryfikowany przez życie. Rosjanie, widząc słabość Bidena, szybko to wykorzystali i tak jak za Obamy pojawiali się w Gruzji, później na Krymie i w Donbasie, tak teraz skoncentrowali swoje wojska przy granicy z Ukrainą, planując agresję i cały czas prowadząc wojnę hybrydową na granicy polsko-białoruskiej. Stąd sytuacja – z punktu widzenia polityki amerykańskiej – wydaje się oczywista. Jest tylko pytanie, czy wyciągną z tej lekcji właściwe wnioski.

To chyba też szansa dla Polski?      

– Bezwzględnie tak. To znaczy konflikt na Wschodzie jest z jednej strony zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa, bo toczy się w bezpośredniej bliskości naszych granic, ale z drugiej strony wyrywa Polskę z pewnej izolacji geopolitycznej, w którą chcieli nas wpędzić Niemcy za pośrednictwem Unii Europejskiej. Ci Niemcy współpracujący z Rosją i ci sami Niemcy, którzy mieli wówczas poparcie Stanów Zjednoczonych. Patrząc z tych wszystkich punktów widzenia nasza sytuacja była niesamowicie trudna.

Natomiast teraz, po zmianie frontu przez Amerykanów, nagle Czesi zawierają porozumienie z Polską w sprawie „Turowa”, ni stąd, ni zowąd odnawiany jest Trójkąt Weimarski – wprawdzie to symboliczna rzecz, ale propagandowo bardzo istotna – zwłaszcza dla wewnętrznej polityki w Polsce. Teraz już nikt rozsądny nie powie, że Polska jest izolowana. Również Kijów, który liczył na Francuzów i Niemców, widząc, że nie są to pewni gracze w ich konflikcie z Rosją, dlatego bardziej orientują się na Warszawę. Jest zatem szereg rzeczy, które w sensie geopolitycznym, dyplomatycznym zostały odblokowane, co jest bardzo istotne z naszego punktu widzenia. Jest tylko pytanie, jak to się dalej potoczy.

I jak Amerykanie daleko pójdą w tym budowaniu partnerstwa z Polską.

– Jeśli Stany Zjednoczone będą chciały powstrzymać Rosję, jeśli będą myśleć racjonalnie – bo jeśli nie będą chciały powstrzymać Rosji, to wtedy niech stawiają na Berlin. Tak czy owak Amerykanie muszą mieć świadomość, i zapewne ją mają, że Rosjanie chcą wypchnąć ich z Europy, że Moskwa chce się porozumieć z zachodnią Europą, ale kosztem wpływów amerykańskich. I ten trend widać bardzo wyraźnie, że Rosjanie tego chcą. Co więcej, widać, że Niemcy się tej polityce Putina nie sprzeciwiają w sposób jednoznaczny.

Sumując to równanie, wychodzi na to, że jeśli Amerykanie chcą realnie powstrzymywać Rosję, to muszą postawić na Polskę. Oczywiście stawiając też na pozostałe kraje środkowoeuropejskie, ale Polska jest tutaj węzłowym punktem. To rozumiał prezydent Donald Trump, natomiast Joe Biden uważał, że trzeba dokonać resetu w stylu Baracka Obamy. I dzisiaj pytanie jest, czy nafta dojdzie do knota, a więc czy ta świadomość się utrwali, i czy w tej swojej refleksji Biden będzie konsekwentny.

Podczas konferencji prasowej po spotkaniu z kanclerzem Scholzem prezydent Biden wyraźnie powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, to nici z Nord Streamu. To także był przytyk pod adresem polityki niemieckiej?

– Owszem, było to ważne stwierdzenie, z tym że wcześniej ten sam Joe Biden popełnił błąd, sankcjonując Nord Stream 2. Stworzył więc pożar, który teraz próbuje gasić, dzisiaj próbuje korygować swój błąd. Najpierw mówi jak Niemcy – że to jest projekt biznesowy, że projekt jest ukończony, więc z uwagi na relacje z Berlinem nie będzie go blokował. Mija nie tak znów długi czas i spotykając się w Białym Domu z kanclerzem Scholzem, mówi, że będzie ten projekt blokował. Miejmy nadzieję, że w końcu doszła nafta do knota i prezydent Biden będzie tym razem konsekwentny.

        Dziękuję za rozmowę.            

Mariusz Kamieniecki