Dziś w „Naszym Dzienniku”
Konwój Wolności połączył ludzi
Czwartek, 10 lutego 2022 (02:03)ROZMOWA z Renatą Chmurą, Polką mieszkającą w Kanadzie
Dlaczego zdecydowała się Pani na zainicjowanie polonijnej zbiórki rzeczy potrzebnych kierowcom protestującym w Ottawie?
– Mój mąż jest kierowcą takiej ciężarówki, więc doskonale zdaję sobie sprawę z tego, czego tym protestującym od kilku dni dziś najbardziej brakuje: chociażby bielizny na zmianę. Dodatkowo należy podkreślić, że większość z tych osób przyjechała do Ottawy z zachodniej części kraju. Oni byli w drodze od dobrych kilku dni, bo przecież Kanada jest ogromnym krajem. Ponadto nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, jak srogie zimy w tej części Kanady panują. Tutaj temperatura spada do -30 st. C. Okazało się, że nie wszyscy mają ciepłe kurtki. Zaczęło też powoli brakować wody. Niektórzy nie mają w swoich samochodach miejsc do spania, dlatego śpią na siedząco. Inni są w swoich prywatnych samochodach, bo nie pozwolono im wziąć ciężarówki, na której pracują. Zadzwoniłam do koleżanki z informacją, że wybieram się do Ottawy, i ta powiedziała mi, że ma 2 kurtki do oddania. To świetnie, ale pomyślałam, że może jeszcze ktoś będzie chciał coś przekazać, bo czym są te dwie kurtki, kiedy jest tylu potrzebujących? W Hali im. Jana Pawła II szybko zorganizowałyśmy więc zbiórkę rzeczy osobistych i jedzenia.
Polonia nie zawiodła?
– To mało powiedziane. Rezultaty przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Dosłownie każdy chciał pomóc. W ciągu dwóch dni zebraliśmy ogromną ilość rzeczy. Oczywiście, same nie dałybyśmy rady podzielić wszystkiego na paczki. Ludzie, którzy przynosili dary, widzieli, że potrzebna jest pomoc, więc zostawali i pomagali sortować rzeczy, dzielić w paczki. Zebraliśmy bieliznę, skarpetki, koszulki, kosmetyki do higieny osobistej, jedzenie. Było też mnóstwo koców, śpiworów.
Oprócz zaangażowania osób prywatnych do akcji przyłączyło się wiele polonijnych organizacji i firm. Tutaj muszę dopowiedzieć, że firmy zastrzegały, że chcą pozostać anonimowe.
Dlaczego?
– W Kanadzie panuje strach. Do tej pory każdy bał się przyznać, że myśli inaczej, niż oczekuje tego rząd. Przez dwa lata siedzieliśmy potulnie. Zapewniano nas, że kiedy się zaszczepi przynajmniej 70 proc. społeczeństwa, to zaczniemy wracać do normalności. Dziś ponad 80 proc. Kanadyjczyków jest zaszczepionych, a nadal restrykcje są bardzo surowe. Stale rośnie też liczba chorych. To jasne, że te restrykcje nic nie dają. Powinniśmy nauczyć się żyć z tym wirusem. Niestety, rząd uważa inaczej.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym