Polska staje się coraz bardziej podmiotem
Poniedziałek, 7 lutego 2022 (20:54)Z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Prezydent Andrzej Duda, który dzisiaj spotkał się z Ursulą von der Leyen oraz Charles′em Michelem, jutro będzie rozmawiał z Emmanuelem Macronem i Olafem Scholzem. Kto kogo i do czego może przekonać?
– Sytuacja jest rzeczywiście napięta i widać, że rozmowy trwają na wielu frontach. Jedno jest pewne: Rosjanie ze swoimi żądaniami, które wysunęli wobec Zachodu, przelicytowali. Zajmując Krym czy destabilizując Donbas, czynili to przy pomocy „zielonych ludzików”, udając powstanie, rebelię. Natomiast dzisiaj przy granicy z Ukrainą mamy koncentrację ogromnych sił rosyjskich z manifestacją i de facto z parciem do wojny. Władimir Putin bardzo wysoko zalicytował, również z szantażem gazowym, czym wiele osób zdenerwował, do tego doszło też pewne przebudzenie się Amerykanów. Tym samym Polska wróciła do gry, bo nie ma innej możliwości pomagania Ukrainie jak za pośrednictwem właśnie Polski.
Kto dzisiaj rozdaje karty? Putin, który z jednej strony przelicytował, ale z drugiej strony zacieśnia współpracę z Chinami, czy Zachód, który chyba nie ma innego wyjścia niż zewrzeć szeregi i podjąć działania wyprzedzające?
– Współpraca Rosji z Chinami jest tylko elementem taktyki, a nie działaniem docelowym Putina. Rosja w jakimś sensie jest krajem azjatyckim, ale tereny azjatyckie ma bardzo słabo zaludnione. Przez tę swoją ogromną niezaludnioną przestrzeń jest atrakcyjna dla Chin z różnych powodów, m.in. można tam lokować duże fabryki, czerpać stamtąd surowce itd. W tym względzie prędzej czy później dojdzie do rywalizacji o te tereny między Rosją a Chinami. To, że Putin dzisiaj gra na Chiny, to dlatego, że ma z Pekinem wspólny cel: wypchnąć Stany Zjednoczone z Europy. To jest główny cel tej symbiozy. Natomiast Rosja chce się zakotwiczyć w Europie i przez to stać się mocarstwem bardziej europejskim niż azjatyckim. Dlatego też zależy Putinowi tak bardzo na Ukrainie, a ostatecznie również na spacyfikowaniu Polski, żeby dogadując się z Niemcami, związać się i wejść w pewien obieg, wymianę handlową, wymianę myśli, technologii i wszystkiego, co stanowi techniczną cywilizację, a tym samym stać się ważnym elementem całej tej układanki. To może się udać Putinowi tylko przy wypchnięciu Stanów Zjednoczonych i spacyfikowaniu Europy Centralnej. Natomiast współpraca z Chinami jest oczywiście dla Rosji opłacalna, bo jest to rynek bardzo chłonny, zdolny kupować bardzo duże ilości np. gazu. Chiny to bardzo groźna potęga dla posiadłości rosyjskich w Azji. Jeśli zaś chodzi o Zachód, to nie ma innego wyjścia jak zacieśnienie współpracy, bo tylko solidarność Zachodu jest w stanie ostudzić zapędy Putina.
Coraz głośniej słychać o podziale i niezadowoleniu niemieckiego społeczeństwa z powodu mocno prorosyjskiego kierunku Berlina. Arndt Freytag von Loringhoven, ambasador Niemiec w Polsce, stwierdził, że coraz poważniej rozważana jest kwestia niemieckich sankcji wobec Rosji…
– W wypadku ataku Putina na Ukrainę te sankcje zapewne musiałyby stać się faktem. Niemcy chyba coraz bardziej zdają sobie sprawę, że sytuacja gazowa z Rosją jest groźna nie tylko dla Europy Środkowej. Niemcy – mam na myśli społeczeństwo – do tej pory chyba nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, uważając, jak im zresztą wmawiano, że jest to tylko kwestia biznesowa, a jeśli już polityczna, to będzie obciążać Ukrainę i Polskę. Dzisiaj dostrzegają, że uzależnienie się od rosyjskiego gazu będzie ich dużo kosztować. Rosjanie grają bardzo ostro. Putin gra o tak wysoką stawkę, licząc, że Zachód jest w rozsypce, a Stany Zjednoczone się cofną, ale może przelicytować i pójść o jeden most za daleko. Amerykanie, widząc, jakie karty mają, mówią: sprawdzam, a Niemcy zaczynają się bać i stąd też pojawiają się głosy o alternatywach dostaw gazu LNG ze Stanów Zjednoczonych. Pojawia się zatem pewna refleksja, bo o ile o interesy Europy Środkowej Niemcy nie dbają, o tyle o swoje – jak najbardziej tak. I to jest jeden z elementów, który pokazuje, że w Niemczech coś zaczyna się dziać. Zwróćmy uwagę, że reaktywowany został Trójkąt Weimarski.
Czy Trójkąt Weimarski po sześciu latach ma szansę ponownie stać się ważnym ogniwem współpracy Polski, Francji i Niemiec?
– To już dawno zapomniany format, wydawało się nawet, że nie do odratowania, tymczasem coś zaczyna się dziać. To znaczy Niemcy widzą, że ich interesy nie są bezpieczne, i zaczynają szukać alternatywy.
Kanclerz Olaf Scholz ma szansę odzyskać zaufanie społeczne, a także zaufanie nadszarpnięte swoją pierwszą odmową spotkania z prezydentem Joe Bidenem i w ogóle poprawić reputację Niemiec – nielojalnych wobec Ukrainy, ale chyba też wobec NATO?
– Społeczeństwo niemieckie jest najbardziej antyamerykańskie ze wszystkich społeczeństw w Europie. Zaufanie amerykańskie liczone jest jednak przez pryzmat interesów. Ameryka potrzebuje Niemiec i uważam, że obaj przywódcy bardzo szybko dojdą do porozumienia. Nie sądzę więc, żeby to był jakiś element stałych waśni. Natomiast niewątpliwie Niemcy się osłabiły, ośmieszając się swoją dziwną postawą w stosunku do Ukrainy. Działania związane z wysyłaniem hełmów czy z blokadą dostaw broni dla Ukrainy pokazały cyniczny obraz polityki niemieckiej. Dziwny był też splot wydarzeń – z jednej strony kończy się budowa gazociągu Nord Stream, z drugiej strony nagle rusza ofensywa i agresja wobec Ukrainy. Wydaje się więc, że w dużej mierze polityka niemiecka – tak zresztą pisały też niemieckie media – stała się śmieszna. Widząc, co się dzieje, kanclerz Olaf Scholz odpowiada jednak na zaproszenie Joe Bidena do rozmów. Ale jak już wspomniałem – Stany Zjednoczone muszą się liczyć z Niemcami, bo to jest ich najsilniejszy partner w Europie.
Tylko czy Amerykanie mogą liczyć na Niemcy, zwłaszcza w konfrontacji z Chinami?
– Niewątpliwie chcieliby w tej rywalizacji mieć po stronie Berlina partnera, ale czy mogą liczyć na Niemcy, to zupełnie inna kwestia. Na pewno chcieli liczyć i dlatego zgodzili się na Nord Stream 2, ale nie spodziewali się, że efektem tego będzie tak ostra gra rozzuchwalonego Putina. Myślę, że nie spodziewali się, iż Niemcy, które tak dużo otrzymały od Stanów Zjednoczonych, będą się zachowywać tak niestabilnie, żeby nie powiedzieć: niewdzięcznie. Przypomnę tylko mocne wsparcie prezydenta Joe Bidena – i to w skali globalnej – dla tzw. zielonego ładu – głównego projektu, którym obecnie Niemcy się posługują w Unii Europejskiej. Nie ma jednak co liczyć, że Amerykanie się obrażą i przestaną grać z Niemcami. Przypomnę tylko, że interesy sięgają dość głęboko, ponadto amerykańscy żołnierze, choć mniej licznie niż dawniej, wciąż stacjonują w Niemczech.
Jakie znaczenie mają aktywność i ofensywa polskiej dyplomacji?
– Ważną kwestią jest powrót Polski do gry. Do tej pory próbowano takie kwestie, jak ukraińska, załatwiać czy rozwiązywać ponad głowami Polski w tzw. formacie normandzkim – Niemcy, Francja, Rosja, Ukraina, a więc w najbardziej kosmicznym układzie, jaki tylko można sobie wyobrazić. Francja nie ma w ogóle żadnych możliwości rozgrywania czegokolwiek na Ukrainie, a mimo to Paryż był zapraszany przez Berlin do negocjacyjnego stołu. Powodem może być scenariusz Berlina dotyczący tworzenia superpaństwa europejskiego przy pomocy Paryża. Oczywiście prorosyjska Francja chce mieć też udział w jakichś targach, różnorakich interesach z Moskwą. Tak czy inaczej, wydaje się, iż format normandzki już całkowicie zbankrutował i dziś nie funkcjonuje, a Polska wróciła do gry. Jesteśmy zatem przy stole, odbywają się dziesiątki spotkań z naszym udziałem – na różnych szczeblach. Nie da się pomóc Ukrainie inaczej niż przy pomocy Polski – zwłaszcza że Niemcy są mocno niestabilne w swojej postawie.
Zachód ma świadomość, że to Polska jest tym ogniwem, bez którego nie da się pomóc Ukrainie?
– To przede wszystkim wymuszają geografia i położenie Polski. Jeśli ktoś poważnie traktuje zagrożenie ze strony Rosji i nie uważa działań Putina jako przemodelowanie kosmetyczne świata, to ma świadomość, że Polska jest takim właśnie ogniwem. Pytanie tylko, czy Polska gra podmiotowo. Za rządów Donalda Tuska Polska była zawieszona na klamce Berlina, Warszawę omijano szerokim łukiem i nie zapraszano do negocjacji, tylko wprost kierowano się do Berlina i tam załatwiano wszystko. Natomiast sytuacja się zmieniła i Polska nie gra dziś pod dyktando Berlina, lecz prowadzi samodzielną politykę. Polska wsparła Ukrainę, podczas gdy Niemcy wsparły bardziej Rosję. Widać więc, że w postaci Polski pojawił się podmiot, który zagrał z Wielką Brytanią, efektem czego mamy grę w formacie Londyn – Warszawa – Kijów. W ramach zapowiadanego przez prezydenta Joe Bidena wsparcia do Polski przybywają kolejne grupy żołnierzy amerykańskich z elitarnej 82. Dywizji Powietrznodesantowej. To pokazuje, że im bardziej gramy samodzielnie, tym bardziej stajemy się podmiotem, a nie przedmiotem międzynarodowej polityki. I o to właśnie chodzi. Wbrew wszelkim obawom, bo któż nie obawia się wojny, obecna sytuacja geopolityczna – sytuacja groźna z jednego punktu widzenia, z innej perspektywy może być szansą dla Polski.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki