Antykatolicka rewolucja w Hiszpanii
Poniedziałek, 7 lutego 2022 (14:58)Z dr. Arturem Dąbrowskim, prezesem Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej, rozmawia Krzysztof Gajkowski.
Hiszpania, niegdyś kraj katolicki dziś porzuca swoją tradycję. Skrajnie lewicowa partia Podemos dąży do powołania parlamentarnej komisji ds. nadużyć seksualnych wobec nieletnich w Kościele hiszpańskim. Obrońcy życia nie mogą manifestować swoich poglądów pod karą więzienia.
– Socjaliści hiszpańscy podążają drogą, na którą dawno temu wkroczyli już ich pobratymcy ideologiczni z Kanady oraz Niemiec. Jak widać, spadkobiercy ideologii marksistowskiej z Hiszpanii mają rozpisane scenariusze globalne, które po małej korekcie dopasują do własnych, rodzimych potrzeb. W taki sposób należy rozumieć działania związane z zatwierdzeniem w czwartek zmian prawnych, w myśl których będzie można karać osoby gromadzące się na pikietach oraz spotkaniach, modlitwach pod klinikami aborcyjnymi.
Katolik i obrońca życia traktowany jest jak niebezpieczny wróg publiczny?
– Mikołaj Bierdiajew twierdził, że „komunista nie może żyć bez wroga”, „bez negatywnych uczuć do wroga”. Dlatego rządzący krajem socjaliści premiera Pedro Sáncheza, zrobią wszystko, nawet pogwałcą międzynarodowe traktaty i konstytucję, gwarantujące prawo do zgromadzeń, czy prawo do wolności religijnej, żeby Kościołowi i przedstawicielom pro-life nie tyle uprzykrzyć życie, lecz także uczynić z nich pospolitych przestępców. O tym, że zmiany w zapisach Kodeksu karnego stanowią próbę ograniczenia wolności słowa, mówili w debacie parlamentarzyści z centroprawicowej Partii Ludowej oraz konserwatywnej partii Vox. Oczywiście ich argumenty pozostały bez echa.
Po co kreuje się takiego wroga?
– Socjaliści hiszpańscy robią to celowo, ponieważ chcą odwrócić uwagę opinii publicznej od rzeczywistego stanu finansów tego kraju, wysokiego współczynnika bezrobocia wśród młodych osób i tego, co jest najbardziej szokujące, zapaści demograficznej. Kilka lat temu, dyrektor Instytutu Gospodarki, Geografii i Demografii CSIC, Diego Ramiro Fariñas, bił na alarm, mówiąc, że tak krytyczna sytuacja demograficzna miała miejsce podczas wojny domowej w Hiszpanii. Socjalistyczny aparat państwowy zamiast zachęcać rodziny do posiadania dzieci szykuje się na kolejną ideologiczną odsłonę wojny z Kościołem i organizacjami pro-life. Pozbawiając swoich obywateli prawa do zgromadzeń, oferuje im w zamian karę pozbawienia wolności oraz prace społeczne.
To jest właśnie rodzaj tolerancji w wykonaniu neomarksistów. Pamiętajmy, jak było na początku, najpierw parady równości, później prawa mniejszości, związki homoseksualne, adopcja dzieci, legalna aborcja, później przyszedł czas na podważanie autorytetu Kościoła i ruchów pro-life, który zakończył się posadzeniem ich przedstawicieli na ławie oskarżonych. Obecnie w Hiszpanii spycha się wspomniane instytucje do czegoś w rodzaju getta, pozbawia należnych praw i stygmatyzuje. A to wszystko po to, by już sama koncepcja zgromadzenia się pod kliniką aborcyjną z różańcem w ręku wywoływała w wierzącym człowieku orwellowską myślozbrodnię.
Przestępstwem nie jest jednak szydzenie i atakowanie Kościoła…
– Przypomnijmy, że prawo zakazujące zgromadzeń wprowadzają ludzie, którzy publicznie akceptowali akcję #FuegoAlClero („spalić kler”) oraz wspierali osoby, które sugerowały wprost, że „jedyny kościół, który oświeca, to ten, który płonie”. Czy zatem karanie za organizację zgromadzeń pod klinikami aborcyjnymi jest przypadkiem? Nie sądzę. Jest to świadomie zaplanowana akcja, która zmierza w kierunku pozbawienia przynależnych katolikom praw.
Już dziś czas myśleć o tym, by katolicka Polska nie poszła śladem niegdyś katolickiej Hiszpanii. Jak działać prewencyjnie?
– Kluczową kwestią w tej sprawie jest zrozumienie faktu, że rewolucja kulturowa nas nie omija. Ona już w Polsce trwa. Oczywiście jej siła rażenia w obecnej dobie nie jest tak silna, jak w Hiszpanii, Kanadzie, czy Niemczech. Po pierwsze musimy przejrzeć na oczy i uświadomić sobie, że Polska jest w chwili obecnej terenem, na którym zaszczepia różnorodne ukryte lub jawne ideologie. Po drugie liczne organizacje katolickie powinny uświadomić sobie, że muszą mieć bardziej realny wpływ na życie społeczne. Potrzeba w tej materii silnych i doskonale czytających obecną rzeczywistość liderów, którzy nauczą katolików „przekładać” modlitwę na czyn i oczywiście swoją działalność skupią na Chrystusie, a nie na promocji własnej osoby.
To, co wydaje się już dziś palącym problemem, to znalezienie sposobu na pozyskanie na nowo młodych ludzi dla Chrystusa i Kościoła i nauczenie ich stawania po stronie życia i prawdy. Zamiast jednorazowych chrześcijańskich eventów, należy poświęcić się pracy u podstaw. Jeżeli tego nie zrealizujemy, w ciągu kilku pokoleń będziemy wykluczoną większością w katolickim kraju. Pora obudzić w sobie ducha, którego mieli w sobie meksykańscy Cristeros. W wyznawaniu publicznie wartości chrześcijańskich potrzebna jest odwaga, jaką posiadał 14-letni św. José Sánchez del Río. Zamiast protestować, animujmy rzeczywistość i to będzie najlepsza metoda, którą w audycji radiowej „Budzenie Olbrzyma” określam często terminem, „być krok przed”.