Ewangelia
Niedziela, 6 lutego 2022 (09:34)Łk 5,1-11
Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.
Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.
A Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.
Rozważanie
Nie bój się
Izajasz prawdopodobnie się jąkał. Wezwany przez Pana do tego, by być Jego heroldem, buntował się: czyż nie ma lepszych, świętszych, z donośniejszym głosem, lepszą aparycją? Nawrócony Szaweł, prześladowca chrześcijan, mówił o sobie, że jest „poronionym płodem” i niegodny miana apostoła. Szymon, gdy zapraszał Jezusa do łodzi, nie wiedział jeszcze, jak bardzo to odmieni jego życie. Był tylko rybakiem, zresztą, zmęczonym nocną, bezowocną harówką. Doświadczenie podpowiadało, że nie ma sensu zarzucać sieci w dzień, i do tego na głębię.
Strach to częsty gość ludzkiego serca. Ale też wygodna wymówka, którą bezwstydnie szafujemy, zanim cokolwiek się zacznie dziać w życiu: „Nie da się! To niemożliwe! Nie posłuchają! Wyśmieją!”. Wraz z nim przychodzi paraliż ducha. Strach nie pochodzi od Boga, nie da się niczego zbudować, ulegając mu – kto próbuje nim grać, wcześniej czy później zostanie sam. Aby pojąć, czym jest Boże dziecięctwo, konieczna jest wolność od niego, a przede wszystkim zaufanie Jezusowi i bezgraniczne posłuszeństwo Jego słowu. Dopiero wtedy zaczynamy czuć „smak” chrześcijaństwa.
Bóg nie wybiera mocnych, ale umacnia słabych – Pismo Święte dostarcza mnóstwa dowodów na taką logikę działania. „Bądź mężny i mocny, nie lękaj się, nie bój się ich, gdyż Pan, Bóg twój, idzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci” (Pwt 31,6) – zachęca autor Księgi Powtórzonego Prawa. Nie bój się, nie tłumacz, że bycie apostołem to za trudne, że nie dla ciebie. Albo że inni zrobią to lepiej. Nie kalkuluj, czy ci się opłaci. Idź i głoś Jego imię, „nastawaj w porę i nie w porę”, nie ustawaj w gorliwości (por. 2 Tm 4,1-5). On będzie z tobą.
Ks. Paweł Siedlanowski