Putin przelicytował
Piątek, 4 lutego 2022 (07:54)ROZMOWA z prof. Romualdem Szeremietiewem, byłym ministrem obrony narodowej
Do Polski ma zostać wysłanych dodatkowo blisko 1,7 tys. żołnierzy amerykańskich.
– Niezależnie od liczby żołnierzy amerykańskich, którzy przybędą do Polski, czy w ogóle do Europy, to bardzo ważna decyzja w wymiarze militarnym. Tym bardziej że od jakiegoś czasu panowało przekonanie, że prezydent Joe Biden będzie zmniejszał, a nie zwiększał obecność wojsk amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym również w Polsce. Mówiło się również, że Amerykanie z powodu skoncentrowania się na rywalizacji z Chinami pałeczkę pierwszeństwa w Europie oddadzą Niemcom, a Polska w tym teatrze zejdzie na dalszy plan. Tymczasem okazuje się, że nie będzie ograniczenia liczebności wojsk amerykańskich w Europie, a nawet będzie ich więcej. Jest to zatem tendencja odwrotna do tej, której się spodziewano, także w Rosji.
Joe Biden początkowo dał się ogrywać Władimirowi Putinowi. Co zmieniło optykę prezydenta USA?
– To stara sprawa, jeśli chodzi o relacje amerykańsko-rosyjskie. Przypomnę tylko, że poprzedni prezydenci, zwłaszcza wywodzący się z Partii Demokratycznej, dążyli do resetu z Moskwą. Rosjanie oczywiście przyjmują tego typu oferty, ale w efekcie zachowują się tak, że reset wychodzi bokiem temu, kto do niego dążył, czyli Amerykanom. Przypomnę tylko, że Barack Obama zaczynał swoją kadencję od resetu z Rosją. Wydawało mu się nawet, że zdoła okiełznać Putina, a ówczesna sekretarz stanu Hillary Clinton, która chciała nowego początku w stosunkach z Moskwą, wykonywała różne dziwne gesty wobec Siergieja Ławrowa. Ostatecznie Obama dostrzegł, kogo ma po drugiej stronie, i się ocknął. A skończyło się to stałą obecnością wojsk amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej i w Polsce, a więc trwałym zaangażowaniem ze strony USA, co niewątpliwie było przełomem w dziedzinie bezpieczeństwa europejskiego i stosunków transatlantyckich. Co do tego, jak należy postępować z Rosją, nie miał wątpliwości prezydent Donald Trump, ale Joe Biden, który – jak pamiętamy – był wiceprezydentem za rządów Baracka Obamy, tych złudzeń, zdaje się, się nie wyzbył. Dlatego najbliższe otoczenie Bidena – ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo i politykę międzynarodową – musiało wywrzeć odpowiedni wpływ na prezydenta USA i stąd zmiana jego podejścia.
Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.
Mariusz Kamieniecki