• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Świat stoi na krawędzi III wojny światowej

Środa, 26 stycznia 2022 (16:27)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami rozmowa przywódców państw europejskich w tym Polski, przedstawicieli Unii Europejskiej i NATO oraz prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jak to jest z jednością NATO – w obliczu zagrożenia ze strony Rosji?

– Można powiedzieć, że po owocach ich poznacie. O ile, o NATO – jako strukturę – jestem spokojny to najwięcej wątpliwości mam, jeśli chodzi o Niemcy. Stanowisko Sojuszu Północnoatlantyckiego jest jednoznaczne, postawa konsekwentna i stanowcza, to działania rządu niemieckiego są bardzo niedobre i niezrozumiałe.

Wśród dyskutantów był również kanclerz Olaf Scholz i z tego, co mówił prezydent Duda – relacjonując przebieg tego spotkania – to wśród wszystkich była jedność, należy rozumieć, że ze strony Berlina również?     

– Zobaczymy jak te deklaracje przełożą się na czyny. Jeśli rząd niemiecki sprzeciwia się dostarczaniu pomocy na Ukrainę – wszyscy pamiętamy kwestię lotów z uzbrojeniem, które omijały terytorium Niemiec, jeżeli widać, że na linii Berlin – Kijów coś nie styka i Ukraińcy czują się zawiedzeni i oszukani postawą Belina, to źle to wygląda. Przypomnę tylko, że Berlin jest jedną z czołowych stolic europejskich i jeśli zachowuje się niejednoznacznie, to znaczy, że coś niedobrego się tutaj dzieje i z pewnością zostanie to wykorzystane przez Putina. Na dzisiaj postawa Berlina wprowadza chaos w komunikacji i jest pożywką propagandową dla rosyjskich mediów. Takie są fakty.

W co zatem gra Berlin? Chodzi o to, że Niemcy się obawiają sankcji na Rosję. Owszem, są za sankcjami, ale z wyłączeniem sektora energetycznego, bo jak donosi agencja Bloomberg – Berlin obawia się, że brak takiego wyjątku może oznaczać problemy z dostawami energii i surowców do Europy.    

–  Pokazuje to tylko, że liczą się interesy, przede wszystkim interesy niemieckie. To jest streszczenie polityki zagranicznej nie tylko niemieckiej, ale unijnej, w której Berlin odgrywa pierwsze skrzypce. Za dużo Niemcy zainwestowali w budowę infrastruktury gazowej z Rosji, żeby teraz przerwać ten deal.

Na ołtarzu własnych interesów Niemcy są w stanie poświęcić pokój w Europie czy na świecie?

– A dlaczego nie? Polityka to są interesy, a w interesie Niemiec jest dzisiaj być liderem, łącznikiem między złym Putinem a „dobrą” Unią Europejską. Tu ewidentnie pojawia się rola pośrednika, łącznika. Chodzi o to, że cały system energetyczny został tak skonstruowany, że Europa została wrzucona w objęcia Putina i uzależniła się od gazu z kierunku rosyjskiego. Natomiast w tej grze – na gruncie europejskim, to Niemcy pełnią rolę ambasadora tej polityki. Nie powinno to nikogo dziwić, bo ten proces trwa od lat – Nord Stream 1 i 2 są tego owocem. Proszę zwrócić uwagę na postawę polityków niemieckich, francuskich czy austriackich, którzy po zakończeniu kariery politycznej swoje biznesowe losy związali z rosyjskimi spółkami gazowymi. To pokazuje, że biznes i polityka się zazębiają. Nie ma wątpliwości, iż Niemcy wybierają biznes i doraźne interesy. Wychodzą z założenia, że polityka jakoś się ułoży, a biznes musi trwać, tym bardziej, że mamy środek sezonu energetycznego w Europie, a zbiorniki z gazem są puste.  

Gdzie w tym wszystkim jest kierownictwo Unii Europejskiej i czy te dywagacje o ewentualnym braku gazu w Europie nie są spóźnione, czy nie należało wcześniej szukać alternatywy, a nie uzależniać się od Rosji?

– Mamy realizujący swoje interesy rząd Niemiec, a po drugiej stronie całą armię urzędników unijnych. Różnica jest taka, że rząd w Berlinie działa, a brukselscy urzędnicy dywagują, wymyślają różne szkodliwe, nieżyciowe projekty pseudoekologiczne, co więcej, nie są zdolni do refleksji, przyznania się do błędów i zarzucenia realizacji idiotycznych pomysłów. Taka jest dzisiaj rzeczywistość. Nic zatem dziwnego, że szczególnie państwa Europy Środkowej i Wschodniej nie mają wątpliwości, kto z kim gra, w jakiej drużynie i do której bramki chce strzelać. To, co robi dzisiaj Berlin, to jest faulowanie swoich koalicjantów, sojuszników. Deklaracji ustnych można złożyć tysiące, ale to czyny są wykładnikiem działań politycznych, a te – jeśli chodzi o Niemcy – są ewidentnie przeciwko Europie.

Czym w tej sytuacji są sojusze?

– Interesami. To, co ewidentnie widać – postawa Polski, Wielkiej Brytanii, Holandii, Skandynawów, Amerykanów jest jasna i oczywista – brak zgody na działania imperialne Putina. Sojusznicy w ramach NATO wyraźnie deklarują, że będą stać po stronie Ukrainy. Jednak warto też sobie uświadomić ograniczenia NATO, że oficjalne wejście wojsk Sojuszu na terytorium Ukrainy oznaczałoby początek III wojny światowej. Tymczasem jeśli spojrzeć na sytuację, to Rosja oprócz tego, że okala swoimi wojskami Ukrainę, to zagrożone postawą Rosjan czują się coraz bardziej państwa skandynawskie: Finlandia i Szwecja, które deklarują gotowość wstąpienia w szeregi NATO. To pokazuje, że mamy kryzys ekonomiczny, polityczny, ale także militarny na terenie całej Europy, na wysokości granicy Rosji z państwami trzecimi. Zagrożenie różnymi działaniami hybrydowymi i innymi istnieje począwszy od Ukrainy aż po państwa bałtyckie. Rosjanie już gromadzą przy granicy z Ukrainą sprzęt zakłócający działanie systemów naprowadzających rakiety i powodując chaos w przestrzeni powietrznej. To jest praktyczne przygotowanie do działań wojennych. Świat realnie stoi na krawędzi III wojny światowej.

Czy zatem celem Putina jest tylko Ukraina? Pojawiają się bowiem informacje o przegrupowaniu żołnierzy ze Wschodniego Okręgu Wojskowego na Białoruś oraz do rosyjskich obwodów graniczących z Ukrainą. Co więcej, są doniesienia, że transport wojsk dotarł koleją do Brześcia, a więc w pobliże granicy z Polską…

– Rosjanie mówią wyraźnie, że ich celem jest powrót do czasów zimnej wojny, do czasów sprzed rozszerzenia NATO. Nic zatem dziwnego, że żądają wycofania wojsk amerykańskich z Polski i w ogóle z Europy, oraz deklaracji, że Ukraina nigdy nie będzie członkiem NATO. Celem neoimperialnych działań Putina jest odbudowa dawnego imperium sowieckiego, gdzie Polska też była w orbicie Moskwy. To jest działanie na zewnątrz, ale także na użytek polityki wewnętrznej Putina. Kieruje on przekaz do swoich obywateli, że Rosja jest ważna, jest silna, w związku z czym inni – Zachód – musi się z nami liczyć, a nawet powinien się nas bać, nas szanować, bo w innym wypadku cały świat może mieć problemy. Proszę zwrócić uwagę, że ruchy wojsk rosyjskich przy granicy Ukrainy czy na terenie Białorusi postawiły na baczność cały świat. I dzisiaj – proszę zwrócić uwagę – że covid mimo rosnącej fali zakażeń już nie robi takiego wrażenia jak sytuacja na granicy rosyjsko-ukraińskiej. Wszyscy żyją ruchami wojsk rosyjskich i tym, co może się wydarzyć. Na razie trwają zabiegi dyplomatyczne i póki co armaty milczą, ale kto wie, co się może wydarzyć.       

Czy zatem nie mają racji Ukraińcy, że ostre sankcje powinny został nałożone zanim Putin zaatakuje Ukrainę, a nie dopiero po inwazji?

– Wprowadzenie sankcji – ostrych, oznaczałoby początek wojny. Putin może bowiem powiedzieć, że to Zachód nie szanuje jego suwerenności. Łatwo wytłumaczy się z tego, że na swoim terytorium może robić, co mu się podoba, gromadzić wojska, sprzęt militarny, organizować manewry itd.

To tylko dowód, że Putin trzyma cały świat w szachu?

– Ależ dokładnie tak. I szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow powiedział prawdę, że Rosja nikogo nie zaatakuje, co należy czytać, że jeżeli Rosja zostanie zaatakowana, to będzie musiała się bronić. Pretekstów może być cały szereg – atak na interesy gospodarcze Moskwy czy inne wrogie działania wobec obywateli Rosji na Ukrainie. Putin powie, że broni swoich obywateli, a więc nie atakuje Ukrainy, ale to on i jego obywatele są atakowani. W mediach rosyjskich już pojawiają się komunikaty, że Rosja nic nie robi, ale to NATO przerzuca sprzęt wojskowy, rakiety, broń, specjalistów na Ukrainę. Retoryka jest taka, że to Zachód szykuje się do wojny z Rosją. W związku z tym Rosja przygotowuje się do obrony. Putin rozgrywa Zachód, pokazując, że cokolwiek NATO nie zrobi, zostanie to wykorzystane.

Czy nie jest tak, że świat Zachodu poniekąd sam wzmocnił Putina, pozwalając mu na agresję na Gruzję, na aneksję Krymu i destabilizację Donbasu?

– To prawda. Putin zrozumiał, że najlepsza jest taktyka stawiania faktów dokonanych. Proszę zwrócić uwagę, że dziś nie rozmawia się już o Krymie czy Donbasie – niejako sankcjonując dokonania Putina. Dziś stawia kolejne cele. Wojna na Ukrainie już trwa. Ukraina jest państwem okupowanym, bo jak nazwać aneksję Krymu czy destabilizację Donbasu? To są przykłady działań wojennych. Metodą salami Putin po kolei zagarnia kolejne połacie Ukrainy, włączając je do strefy swoich wpływów. Tymczasem świat milczy, co oznacza, że pogodził się z tymi faktami. Mówi się o nowych zagrożeniach ze strony Putina, który realizuje kolejne swoje cele. Na pewno je zrealizuje, bo musi pokazać swojemu narodowi, że jest mocny. Jeśli wycofałby się, to w oczach Rosjan okazałby się słaby, jako ten, który przestraszyłby się Amerykanów. Z drugiej strony ewentualna agresja rosyjska na Ukrainę to będzie dla Putina piekło ze względu na koszty działań wojennych. Ponadto może to być dla Rosjan drugi Afganistan. Ukraińcy nie mają innego wyjścia jak tylko stawić czoła agresorowi i walczyć do końca, bo jeśli ustąpią, poddadzą się i oddadzą władzę Putinowi czy marionetkowemu rządowi zainstalowanemu przez Moskwę w Kijowie, to Ukraina, jaką znamy dzisiaj, przestanie istnieć. Będziemy mieli cofnięcie historycznego zegara do lat 90. ubiegłego stulecia. Jest tylko pytanie, czy Ukraińcom starczy determinacji, woli walki i czy będą mieli się czym bronić wobec znacznie mocniejszego i lepiej wyposażonego agresora.  

  Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki