Jedność kluczem do zastopowania Putina
Wtorek, 25 stycznia 2022 (20:49)Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Generale, na ile istotne są konsultacje zorganizowane wczoraj z inicjatywy prezydenta Joe Bidena, w których udział wziął także prezydent RP Andrzej Duda?
– Myślę, że to bardzo ważna, istotna sprawa. Rozmowy przywódców państw europejskich: Francji, Włoch, Niemiec, Polski, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, oraz sekretarza generalnego NATO, przewodniczącej Komisji Europejskiej i szefa Rady Europejskiej odbywające się – jak słyszymy – w atmosferze porozumienia – pokazują, że wobec zagrożenia ze strony Moskwy mamy budowanie spójności państw wchodzących w struktury Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej. Uważam, że to jest klucz do sukcesu wobec agresywnych zapędów Putina.
Określany jako śpiący Joe, prezydent Biden zaczyna się budzić, w końcu dojrzał i zrozumiał, że z Putinem trzeba grać ostro?
– Widać, że niektórzy zdali sobie sprawę, z kim tak naprawdę mamy do czynienia, że Putin nie żartuje i dobrze, iż niektórzy śpiący rycerze rzeczywiście się przebudzili. Prezydent Joe Biden poniósł porażkę, jeśli chodzi o sposób wyprowadzania wojsk amerykańskich z Afganistanu, i traktowany jest jak słaby prezydent bądź co bądź mocarstwa. Tymczasem wyborcy amerykańscy nie chcą mieć słabego prezydenta, tym bardziej że wiele dzieje się też na kierunku chińskim, z Tajwanem. I w tym momencie odpuszczenie sobie Europy byłoby niewybaczalnym błędem administracji waszyngtońskiej.
Na szczęście demokracja amerykańska ma także doradców, którzy kierują polityką zagraniczną – nie jest zatem tak, że prezydent sam decyduje o wszystkim. Joe Biden zdał sobie sprawę, że nie można popełnić błędów, które miały miejsce w 2014 roku, kiedy Putin anektował Krym i zdestabilizował Donbas. Wtedy Stany Zjednoczone i Wielka Brytania – obok Rosji gwaranci pokoju i bezpieczeństwa Ukrainy z 1994 roku, po tym, jak Ukraina zrzekała się broni jądrowej, nie zrobili nic, żeby mimo gwarancji w obliczu rosyjskiej agresji pomóc Ukrainie. Teraz – i to też jest istotna sprawa – Ukraina jest już innym państwem, już nie ma armii w rozsypce. Jednocześnie jest to też pewna nauka dla nas, że łatwiej, chętniej pomaga się państwu, które także samo się wzmacnia, staje się silniejsze. Dziś wiadomo, że Ukraina wobec ewentualnej rosyjskiej agresji stawi opór i trzeba jej tylko pomóc jeśli chodzi o uzbrojenie. To wystarczy, żeby potencjalnemu agresorowi zadać takie straty, które będą boleć.
Czy to oznacza, że Zachód będzie od teraz mówił jednym głosem, że przejrzał na oczy?
– Wszystko na to wskazuje, choć trzeba też powiedzieć, że kolejnym – delikatnie rzecz ujmując – śpiącym rycerzem w tym gronie są Niemcy, które dobrze, że wzięły udział w tej poniedziałkowej naradzie. Mam nadzieję, że wśród naszych zachodnich sąsiadów jednak przeważył kierunek, żeby nie być koniem trojańskim Putina w NATO czy w Unii Europejskiej, i że wspólnie z partnerami będą się troszczyć o własne bezpieczeństwo. Jeśli bowiem Putin bez problemu połknąłby Ukrainę, to z całą pewnością na tym by nie poprzestał, byłby na fali wznoszącej. W jego zasięgu znalazłyby się kraje nadbałtyckie, także Polska – jako łatwe cele, aby budować swoją strefę wpływów i wracać do zimnowojennego porządku świata, a to byłoby porażką nie tylko NATO, ale całego świata zachodniego.
Niemcy rzeczywiście będą współdziałać z NATO, czy tylko presja sojuszników wymusza na nich takie zachowanie, a tak naprawdę będą próbować dalej lawirować między Zachodem a Rosją?
– Niestety, w niemieckim środowisku nie brakuje ludzi nieodpowiedzialnych, i to na wysokich stanowiskach, czego przykładem jest głupia wypowiedź wiceadmirała Kaya-Achima Schönbacha na temat Putina. Na szczęście został on zdymisjonowany, ale niesmak pozostał. Niemcy są narodem pragmatycznym i głos rozsądku podpowiada im, że należy trzymać ze światem Zachodu, jeśli chcą zapewnić sobie bezpieczeństwo. Ten głos rozsądku budził się także wtedy, kiedy Amerykanie za prezydentury Donalda Trumpa – częściowo – zaczęli się wycofywać z Niemiec, i wówczas nasi zachodni sąsiedzi zdali sobie sprawę, że bez Stanów Zjednoczonych trudno będzie o gwarancje bezpieczeństwa, skoro sami ten kierunek inwestowania we własne bezpieczeństwo zaniedbali.
Myślę jednak, że ten pragmatyzm – po stronie Niemiec – wygra. Mam nadzieję, że nie jest to tylko chwilowa refleksja. I jeśli Putin rzeczywiście zdecyduje się na zaatakowanie Ukrainy, to też nie będzie niemieckiego oporu przed blokadą gospodarczą, blokadą bankową Rosji, bo to w istocie będzie kluczem do sukcesu. Również społeczeństwo rosyjskie – jeżeli rozpocznie się wojna – też tą wojną będzie ogarnięte i Putin nie będzie w stanie niczym tej presji międzynarodowej zrekompensować. Tak jak polityka Sojuszu Północnoatlantyckiego doprowadziła do upadku Związek Sowiecki, tak samo upadnie imperium, które próbuje budować Putin. Taki scenariusz będzie możliwy tylko przy zachowaniu solidarności wśród wszystkich państw NATO.
Co oznacza komunikat – wysłany wczoraj po konferencji sojuszników – o jedności oraz stanowisko rzecznika Pentagonu o gotowości bojowej i przerzutu na wschodnią flankę NATO 8,5 tys. żołnierzy amerykańskich w kontekście zbliżających się kolejnych rozmów z Rosją zaplanowanych na ten tydzień? Jak na te informacje może zareagować Putin?
– NATO nie pozostanie bezczynne, obojętne wobec bezczelnych żądań Putina dotyczących wycofania się wojsk amerykańskich ze wschodniej flanki. Żądania, żeby Ukraina nie mogła decydować o własnym losie, też nie zostaną spełnione. Jeszcze do tego dochodzi ważny głos krajów nienależących do NATO – mianowicie Finlandii i Szwecji. Awanturnictwo Putina spowodowało u tych państw skandynawskich postawienie kwestii zbrojeniowych, wyposażenia. Ich nakłady na zbrojenia wzrosły, ale ważny jest też komunikat o gotowości tych krajów dołączenia do Sojuszu Północnoatlantyckiego, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo w obliczu agresywnych zachować Rosji.
Wczorajsze spotkanie było bardzo ważne. Myślę, że ta demonstracja jedności rozbiła strategię Putina, który starał się rozgrywać NATO, rozmawiając tylko z liderującymi państwami, a nie z całością. Tak było w przypadku Niemiec, Węgier, w niektórych momentach także w przypadku Turcji. Tymczasem manifestacja jedności rozbija strategię i wiarę Putina w to, że problemy covidowe, energetyczne, które dotykają Europę, również działania z imigrantami, które się Putinowi i Łukaszence na szczęście nie udały, że to wszystko rozbije solidarność i osłabi Zachód, który za cenę tzw. świętego spokoju poświęci Ukrainę.
Prezydent Duda na piątek zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Czy to spotkanie i rozmowy w sprawach priorytetowych mogą zaowocować współdziałaniem wszystkich sił politycznych w Polsce?
– To spotkanie z przedstawicielami wszystkich sił politycznych w Polsce jest bardzo ważne. To także sposób, aby zademonstrować narodową solidarność wobec zagrożeń, jakie się pojawiają. Niestety to, co działo się na granicy – te gierki Putina, które także wpisują się w strategię obecnie realizowaną przeciwko Ukrainie, dawało przewagę Rosji. Ten brak solidarności powodował, że powstawała „piąta kolumna”, pojawiło się też wielu pożytecznych idiotów, którzy się w tę strategię wpisywali, chociażby – jeśli chodzi o kwestie migrantów forsujących naszą wschodnią granicę. Teraz okazuje się, ilu w tym gronie było nie tylko bandytów, ale wręcz terrorystów.
Mnie to w sumie nie dziwi, bo Łukaszenka, sterowany przez Putina, tak to miał rozgrywać, żeby wzniecić niepokoje po polskiej stronie. Na szczęście to się nie udało. Dziś trzeba z tego wyciągnąć wnioski – i jeśli chodzi o polską klasę polityczną – trzeba mówić jednym głosem, żeby w trudnych momentach rosyjskim trollom nie udawało się dzielić i rozgrywać Polaków przeciwko sobie. Również, co widzę w różnych mediach, czyli wyciąganie zaszłości w relacjach polsko-ukraińskich po to, żeby tę solidarność z zagrożonym narodem ukraińskim rozbić. W tej chwili musimy sobie zdać sprawę, że suwerenna, niepodległa Ukraina – podobnie jak i Białoruś, to jest gwarancja naszego bezpieczeństwa. W związku z tym pomagając Ukrainie, pomagamy samym sobie. Jeżeli dopuścilibyśmy do cofnięcia procesu, który wydarzył się w latach 90. ubiegłego wieku, to niechybnie wrócilibyśmy do epoki zimnej wojny i tym samym dalibyśmy paliwo do dalszych działań Putinowi.
Czy opozycja w Polsce dorosła do tego, by poważnie rozmawiać o stanie bezpieczeństwa państwa – w obliczu zagrożenia ze strony Rosji?
– Trzeba powiedzieć, że różni ludzie są po stronie opozycji, natomiast krok prezydenta Andrzeja Dudy, który zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, jest jak najbardziej dobry i właściwy. Rozmawiać trzeba – nawet jeśli ktoś nie zgadza się z działaniami rządzących, chociażby po to, żeby przedstawić argumenty. Myślę, że polska opinia publiczna, polskie społeczeństwo oczekuje od Prezydenta RP, żeby rozmawiał z ludźmi bez względu na ich poglądy polityczne i stosunek do Rosji. Uważam, że po tych rozmowach będziemy wiedzieli, kto jest kim w Polsce i komu na sercu leży niepodległość Rzeczypospolitej, a kto próbuje to, co się dzieje – za sprawą Putina – za naszą wschodnią granicą, rozgrywać tylko po to, żeby budować swój kapitał polityczny.