Zagrożenia dla państw narodowych
Niedziela, 23 stycznia 2022 (16:07)Z Markiem Astem, członkiem Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości oraz przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentuje Pan opinię rzecznika Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Anthonego Michaela Collinsa, który w mijającym tygodniu stwierdził, że sądy mogą badać przepisy krajowe pod kątem zgodności z prawem Unii Europejskiej?
– Kwestie zgodności z prawem Unii Europejskiej bada Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a nie sądy powszechne. Sądy powszechne są od tego, żeby stosować prawo unijne, które zostało implementowane na przykład na polski grunt. I to jest oczywiste. Chodzi o przyjęcie europejskiego prawa w postaci bądź to przepisów ustawowych, bądź ratyfikacji umów międzynarodowych, aby również do tych przepisów odwoływały się sądy polskie. Natomiast – jako żywo – nie mają uprawnienia do tego, aby badać, czy przepisy ustaw obowiązujących w Polsce pozostają w zgodzie z przepisami traktatowymi czy innymi przepisami prawa europejskiego. Moim zdaniem opinia rzecznika Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu tkolejną próbą ingerowania w polski porządek konstytucyjny i hierarchię organów, które w Polsce są uprawnione do badania zgodności ustaw, czy chociażby prawa unijnego z Konstytucją RP.
Czym zatem jest ta opinia de facto wkraczająca w kompetencje nieprzysługujące Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej? Czy można powiedzieć, że mamy nawoływanie do anarchizacji systemów prawnych państw członkowskich?
– Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka niestety idą – jak się wydaje – właśnie w kierunku przeciwskutecznym. Biorąc pod uwagę chociażby ostatnie orzeczenia wspomnianego Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, gdzie organ ten przypisuje sobie wręcz prawo do takiego interpretowania Europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, z którego wynika, iż w Polsce sędziom można kwestionować wyroki Trybunału Konstytucyjnego, ale też Konstytucję RP.
Jest to pójście w kierunku, gdzie uznaje się, że Konstytucja RP jest podrzędna w stosunku do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Podobnie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zdaje się zmierzać w tym kierunku, aby pozbawić Polskę atrybutu suwerenności i prawem kaduka uznania, że najważniejszym źródłem prawa jest Traktat o Unii Europejskiej i umowa stowarzyszeniowa. Jednocześnie w tym rozumieniu sądem ostatniego słowa jest Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, który w sposób dowolny może wyinterpretować sobie z traktatów takie normy, jakie chce – nawet niezgodne z Konstytucją RP.
Chyba trudno się z tym zgodzić?
– Oczywiście, że nie może być zgody na takie działania. Mamy orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który tego rodzaju orzeczenia Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które zapadają ultra vires, czyli poza kompetencją – contra legem, czyli wbrew prawu, postanawia uznawać za niebyłe i jako takie nie mogą one obowiązywać na terenie Rzeczypospolitej.
Tak czy inaczej, czy sędziowie nie otrzymują do ręki oręża, żeby w przypadku uznania przez nich, iż wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest niezgodny z prawem Unii Europejskiej, taki wyrok pominąć?
– Dokładnie tak. Jest przecież w Polsce niewielka, bo niewielka, ale jednak – część środowiska sędziowskiego, która chętnie każdą okazję wykorzysta, aby uderzyć w państwo polskie, jak również obecnie rządzących, czy to prezydenta, sejmową większość, czy polski rząd. Wydaje się jednak, że jest to zdecydowana mniejszość sędziów.
Choć bardzo głośna…
– To prawda – nieliczna, za to bardzo głośna i zastraszająca pozostałych sędziów. To oczywiście nie jest dobre zjawisko, bo takie zastraszanie i próby ingerencji wobec milczącej większości sędziów są niczym innym jak atakiem na sędziowską niezawisłość. Próby chociażby nakłaniania czy wręcz zmuszania sędziów zasiadających w składach orzekających do występowania z wnioskami o wykluczenie sędziów powołanych przez Prezydenta RP w oparciu o wnioski Krajowej Rady Sądownictwa, to jest nic innego jak anarchizacja, i tak trzeba to nazwać. Takie działania, jeśli nie zostaną powstrzymane i jeśli stałyby się powszechną praktyką, to doprowadziły do sytuacji, kiedy prawo w Polsce stałoby się iluzją.
Jaki jest głębszy cel takiego działania?
– Przede wszystkim osłabienie państwa polskiego, osłabienie rządzących Polską i liczenie na to, że społeczeństwo, które w zdecydowanej większości jest proeuropejskie, uzna i przyjmie te wszystkie kłamstwa za dobrą monetę – jakoby w tej chwili Zjednoczona Prawica prowadziła politykę wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej, czy coś w tym rodzaju. Próbując stworzyć taki nieprawdziwy obraz rzeczy, liczą na to, że czy to w wyniku wyborów terminowych, czy przedterminowych władzę przejmie opozycja, czyli Koalicja Obywatelska plus inne formacje opozycyjne tworzące totalną opozycję, której to środowiska nadzwyczajnej sędziowskiej kasty sprzyjają.
Myślę, że taka jest też nadzieja po stronie niechętnych Polsce elit europejskich, którym nie w smak jest to, że w Polsce mamy rząd konserwatywny. Elity unijne obawiają się również, że przykład Polski może zyskiwać coraz większe poparcie, aprobatę w Europie i spowodować, iż w innych państwach członkowskich – w wyniku demokratycznych wyborów – władzę również obejmą partie konserwatywne. Jest zatem obawa, że tym sposobem ten główny nurt liberalny i lewacki, który w tej chwili obowiązuje w Unii Europejskiej, zostanie zahamowany i że elity utracą możliwość wpływu na społeczeństwa poszczególnych państw, które zaczynają się budzić.
Chcąc ocalić wpływy i rządy w ten właśnie sposób – pozatraktatowy – próbuje się poszerzać kompetencje w tym wypadku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale też innych unijnych organów?
– Oczywiście. Zresztą nie jest to nic nowego, bo ten proces postępuje już od dłuższego czasu. Na przykładzie Polski, która na tym froncie – można rzec – jest takim doświadczalnym polem, ale nie tylko Polski, bo na kanwie naszej rozmowy jawi się też przykład Rumunii, gdzie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że przepisy konstytucji rumuńskiej są aktem niższego rzędu w stosunku do przepisów europejskich, co daje możliwość ingerowania w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa. To wszystko jest bardzo niebezpieczne, to wszystko jest niczym innym jak próbą realizacji zamysłu części polityków Unii Europejskiej, a przede wszystkim polityków niemieckich, co zresztą zaraz po zwycięstwie SPD w wyborach w Niemczech zostało ujawnione – mianowicie, że w programie tej partii jest głębsza integracja Unii Europejskiej i stworzenie superpaństwa europejskiego pod egidą Berlina.
Na to oczywiście nie może być zgody, nie może być przyzwolenia na federalizację Unii Europejskiej. W związku z tym, że Polska – polski rząd – stanowczo się tym planom przeciwstawia. Nic zatem dziwnego, że wobec Polski są stosowane rozmaite retorsje w postaci czy to orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czy też blokowania „Planu odbudowy” i środków, które Polska powinna otrzymać, a których wypłata jest wciąż przez Komisję Europejską wstrzymywana, mimo spełnienia przez nasz kraj wszystkich warunków.