• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Falstart „Polskiego ładu”

Środa, 19 stycznia 2022 (14:32)

Z dr. Tomaszem Bojkowskim z Katedry Finansów Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ocenia Pan dotychczasową politykę podatkową i gospodarczą rządu – zwłaszcza „Polski ład”? 

– Nie najlepiej. Moim zdaniem aktualne rozwiązania, a także przygotowanie tych rozwiązań – mam na myśli zwłaszcza ostatnie miesiące 2021 roku – niestety nie uwzględniają i nigdy nie uwzględniały podstawowych zastrzeżeń – zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorców. Niezależnie od słuszności czy braku słuszności założeń reformy systemowej, ona zawsze wymaga uporządkowania i wdrożenia w spokojnym, dobrym trybie – takim, który wszyscy rozumieją, i do tych przepisów odpowiednio się przygotowują, a następnie się do nich stosują.  To, że nie przeprowadzono do końca jednoznacznie dobrych symulacji wprowadzenia rozwiązań podatkowych, widzimy dzisiaj. Przeprosiny ze strony administracji rządowej nie wystarczą. Próba naprawiania systemu rozliczania zaliczek, dyskusje czy reformy nie poszły za daleko, w mediach pojawiają się też informacje, że z części rozwiązań administracja – być może – będzie musiała się wycofać, a pewne rozwiązania być może wejdą w życie dopiero od stycznia 2023 roku. To nie jest dobra sytuacja. To nie jest właściwe podejście, ponieważ to, co zrobiono, wprowadza niepokój prawny, a to nigdy nie służy dobrze prowadzeniu działalności gospodarczej – zwłaszcza wówczas, kiedy dodatkowo nakładają nam się czynniki makro, mam tutaj na myśli wzrost cen surowców. Tak czy inaczej skumulowało się tutaj kilka zdarzeń, które wymagają przemyślenia, ale przede wszystkim uspokojenia atmosfery.

Mamy zatem falstart „Polskiego ładu”?

– Myślę, że jest to dobre określenie. Nie odmawiam słuszności niektórych założeń tej reformy. Na przykład bardzo dobrym założeniem jest podwyższenie kwoty wolnej od podatku, którą zawsze traktowałem jako element systemu powiązany z minimum socjalnym, które od strony dochodowej nie powinno rodzić obowiązków podatkowych, bowiem mamy wtedy systemową niespójność. Z jednej strony uważamy, że na pewnym poziomie trzeba mieć dochody, żeby przetrwać, a z drugiej strony – nawet jeśli się te dochody ma, to częściowo są one opodatkowane.  I to założenie uważam za słuszne. Podniesienie progu do 120 tys. zł również uważam, że jest rozwiązaniem dobrym, tym bardziej że w jakimś sensie waloryzuje dotychczasowe rozwiązania, a przede wszystkim wprowadza pewną spójność, bo dotychczas z kwotą wolną mieliśmy rozwiązanie dość nieczytelne dla podatników. Oczywiście uważam, że można było podyskutować o zmianach dotyczących składki na ubezpieczenie zdrowotne – i tutaj nikt nie podważał konieczności przedyskutowania systemu od nowa. Natomiast uczyniono ze składki na ubezpieczenie zdrowotne dodatkowy podatek dochodowy, który z ekonomicznego punktu widzenia jest właściwie podatkiem zdrowotnym. Proszę zwrócić uwagę, że te rozwiązania, które właściwie będziemy wdrażać przede wszystkim w lutym za styczeń, już powodują, że przedsiębiorca nie będzie raportował, czyli nie będzie składał pełnych deklaracji zaliczkowych dla organów podatkowych z tytułu osiąganych przysporzeń majątkowych. Natomiast będzie musiał, czy też powinien to zrobić dla organu rentowego, a pośrednio dla Narodowego Funduszu Zdrowia, na podstawie którego będzie wyliczał składkę zdrowotną. To pokazuje, że mamy niespójność podatkową. Dlatego w mojej opinii określenie „falstart” jest tutaj jak najbardziej na miejscu.

Dla seniorów z niskimi emeryturami będzie to na pewno poważny zastrzyk. Jeśli chodzi o walkę z ubóstwem to chyba dobry krok?

– Kwota wolna od podatku, czyli to rozwiązanie 30 tys. złotych w skali roku, z uzasadnienia administracji rządowej, które od samego początku było ujawniane, właściwie szło w kierunku zwolnienia z podatku dochodowego rent i emerytów, czyli świadczeń dla seniorów, osób starszych, osób najuboższych, i to wpasowuje się ogólnie w system. Dlatego owszem – jest to dobre rozwiązanie. Jednak jest to fragment większej całości i zawsze lepszym rozwiązaniem jest nieopodatkowywanie niskich świadczeń niż wypłacanie kolejnych trzynastych, czternastych czy piętnastych emerytur. Lepiej jest więc wytransferować mniej, ale również zabrać mniej podatnikom.

Jesteśmy co prawda na progu „Polskiego ładu”, ale już słychać głosy, że bez księgowego przeciętny Polak nie jest w stanie sobie poradzić, tak wiele jest bowiem pułapek…

– Myślę, że problem jest dużo poważniejszy – mianowicie nawet księgowy może sobie nie poradzić. Jako przykład podam to, co się wydarzyło z zaliczkami, co jest obrazem nieprzemyślenia konsekwencji systemu, który działał i działa. Jeżeli 7 stycznia mamy wprowadzone rozporządzenie dotyczące zaliczek i to rozporządzenie – w tym momencie – wprowadza obowiązek rozliczania podatku dochodowego od osób fizycznych z trzech źródeł: ze źródła stosunek pracy, dla rent i emerytur i tzw. zleceń, i wprowadza się system polegający na porównywaniu rozliczenia starego i nowego, a tą nadwyżkę, która by się ewentualnie pojawiła, należy wpłacać niezwłocznie podatnikowi, czyli pracownikowi – o czym w tej chwili trwa dyskusja w mediach, to dla księgowych sprowadza się to do obowiązku rozliczania zaliczek dwoma systemami, bez wsparcia informatycznego starego systemu. Chodzi o to, że oprogramowania komputerowe nie przewidują takiego wariantu, w związku z tym z perspektywy księgowych, którzy biją na alarm, pojawia się pytanie, jak mają to policzyć, skoro nie posiadają narzędzi, które by ich w tym wspomagały. Nie mogą przecież wracać do systemów z arkuszem kalkulacyjnym Excel albo liczyć na kartce papieru. Mówią więc, że będą liczyć zaliczki na dwa sposoby i ustalać pewne nadwyżki.

To dobre rozwiązanie?

– Absolutnie nie jest to dobre rozwiązanie. To pokazuje, że księgowi również mają problem z interpretacją poszczególnych kwot. Jako ulga dla klasy średniej pojawiły się kwoty 12 800 zł, 11 141 zł, 68 412 zł, 133 692 zł, wobec czego nie jestem pewny, czy nawet księgowy jest w stanie powiedzieć, że szczegóły zaproponowanych rozwiązań są mu znane.

Czy można powiedzieć, gdzie został popełniony błąd? Skądinąd słychać, że w resorcie finansów wciąż są czy mogą być osoby, które wyszły spod ręki Balcerowicza, i jako niekoniecznie przychylne obecnie rządzącym mogą być swoistą „piątą kolumną”…          

– W tym pytaniu występuje element polityczny, natomiast osobiście uważam, że błąd popełniono jednak w tym, że rozwiązania wprowadzono bez pogłębionych działań analitycznych, które uzasadniałyby konsekwencje poszczególnych rozwiązań. W tym przypadku, w przypadku tak dużej zmiany systemu podatkowego, nie dostrzegam wrogości, a raczej dostrzegam niezauważenie niuansów systemu, który działał od lat. Proszę zwrócić uwagę na to, że wprowadzamy zmiany w PIT, a informacja, jaka idzie na zewnątrz, jest taka, że w zasadzie na tym rozwiązaniu nikt nie straci, a wręcz bardzo duża grupa podatników zyska. Natomiast mało mówiło się na temat składki na ubezpieczenie zdrowotne – o tym drugim potężnym zastrzyku środków publicznych, które jednak miały być rozliczane równolegle. I teraz część osób – niefachowców – nie miała rzetelnej informacji, że w wyniku nowego rozliczenia dojdzie wręcz do zwiększenia obciążenia publiczno-prawnego dochodu z pracy czy dochodu – w tym momencie – z działalności gospodarczej. Błąd popełniono również w tym, że nie było analiz dotyczących konsekwencji zmiany w przypadku dochodów jednostek samorządu terytorialnego. Mianowicie zmniejszenie wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych automatycznie przekłada się na budżety wspomnianych jednostek samorządu terytorialnego, które mają wpływy z tego podatku. Zatem cała ta grupa samorządowców nie została od strony pozytywnej wciągnięta w planowane rozwiązania.

A jeśli chodzi o środki ze składek na ubezpieczenia zdrowotne?                  

– Tutaj też nie zwrócono uwagi na to, jak ta składka przełoży się na wdrażanie zmian do systemu publicznej ochrony zdrowia. Reasumując, chcę zwrócić uwagę jeszcze na element czasu. Mianowicie wykorzystano interpretację, że zmiany podatkowe najpóźniej powinny być opublikowane na miesiąc przed rozpoczęciem kolejnego okresu rozliczeniowego. W praktyce w PIT oznacza to – jako ostatnią datę – 30 listopada roku poprzedzającego rok podatkowy. Problem polega na tym, że takie zmiany na miesiąc przed wejściem w życie można wprowadzać, jeżeli są one małe, korekcyjne, doprecyzowujące, natomiast na zmiany systemowe potrzeba minimum rok. Jako przykład podam w ubiegłym roku czy rok wcześniej – wprowadzenie opodatkowania spółek komandytowych. To też była zmiana systemowa, ale na pewno o mniejszym ciężarze gatunkowym. Tam w wyniku dyskusji wprowadzono okres przejściowy czterech miesięcy, natomiast przy „Polskim ładzie”, gdzie zmiany są zdecydowanie poważniejsze, właściwie nie dano szans na to, żeby można było zapoznać się z proponowanymi zmianami, nie mówiąc już nawet o wdrożeniu tych zmian – nie tylko przez księgowych, organy podatkowe, ale nawet przez spółki informatyczne, które pracują nad oprogramowaniem komputerów i przygotowaniem odpowiednich systemów.

Krytyka jest zatem uzasadniona?

– Niestety, zarówno opozycja, jak i administracja rządowa dostrzegają to, że popełniono błąd. Szkoda, bo same założenia „Polskiego ładu” – tak jak już wspomniałem – nie są złe, tylko nie takim tempem i nie w taki sposób należało je wdrażać. Trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość. Tak czy inaczej niewykluczone, że z części rozwiązań trzeba będzie zrezygnować, może niektóre wprowadzić dopiero od przyszłego roku. Jednak czasu jest mało na naprawy. I tu kluczowe – jak sądzę – mogą być najbliższe dni, kiedy będziemy rozliczać pierwszy miesiąc – styczeń – na nowych zasadach. I tu wycofanie się z niektórych rozwiązań będzie trudne, a jeżeli coś miałoby się zadziać, to musiałoby się to wydarzyć do końca stycznia.  

         Dziękuję za rozmowę.      

 

Mariusz Kamieniecki